Posts Tagged ‘weimar’

Berlin: miasto kamieni

2008-04-08

miasto kamieniMrrraauuuu. Rzadko zdarza mi się natrafić na tak wspaniałą karmę dla umysłu. Bywa to czasem książka, bywa film, bywa spektakl teatralny. Czasem są to utwory „jak trzeba”, w których po prostu wszystkie elementy składają się w idealną całość. Czasem rzeczy, do których najlepiej pasuje określenie „żyletką po mózgu”.

„Berlin” jest taki jak trzeba. Ma tylko jedną wyjątkową cechę wyróżniającą go z tłumu: jest to komiks. Oczywiście nie komiks w stylu „Kajka i Kokosza”, Asterixów czy innych Thorgali. Tamte są produktami dla dzieci i młodzieży. Album Jasona Lutesa jest przeznaczony dla dorosłych i to takich, którzy co nieco wiedzą o historii Europy. Okrzyknięty przez „Time” jednym z największych osiągnięć sztuki komiksowej – nie rozczarowywuje.

Berlin miasto kamieni

Jest to utwór niezwykły. Po pierwsze dlatego, że dogłębnie przemyślany. Każdy kadr i każda kreska sprawia wrażenie, że po prostu musiała tak wyglądać i w tym miejscu się znaleźć. Jedność przekazu fabularnego z obrazem zapewniło to, że jest to dzieło jednego człowieka, bez podziału na scenarzystę i rysownika. Wbrew pozorom jest to znacznie trudniejsze (spróbuj znaleźć gwiazdę świetnie śpiewającą podczas tańca na lodzie).
Po drugie dlatego, że z prostej, niewymyślnej kreski wyszło rewelacyjnie oddane otoczenie bohaterów: Berlin końca lat 20. XX wieku. Duże kadry zatrzymują wzrok na dłużej tylko po to, by nasycić wzrok szczegółem, nastrojem, faktem. Choć to komiks czarno-biały.
Po trzecie wreszcie: bo jest to kawał niezłej literatury. Próba ukazania tamtych czasów z perspektywy codziennych zdarzeń kilku osób – takie to proste a tak rzadko dobrze zrobione.

„Marceli Szpak” porównał ten komiks do zbioru reportaży hrabiego Antoniego Sobańskiego, o którym bardzo dobrze pisałem półtora roku temu. Nie wydaje mi się, żeby miało to sens. Owszem, oba dzieła zajmują się upadkiem Republiki Weimarskiej i powstaniem III Rzeszy, ale robią to zupełnie inaczej. „Berlin” jest mimo wszystko wspaniałym osiągnięciem literackim; czystą sztuką. Reportaże Sobańskiego, znacznie mocniej przemawiające do wyobraźni, to spojrzenie obserwatora, który uczestniczy w czymś ciekawym, acz dziwnym i niepokojącym. To są inne rzeczy, choć owszem – przeczytanie jednej z tych pozycji może wpłynąć na chęć sięgnięcia po drugą.

Bo Berlin przełomu lat 20. i 30. ubiegłego wieku był miejscem fascynującym. Tragicznym, smutnym, ale fascynującym.
Wartym głębszego poznania choćby po to, aby mieć świadomość, czego należy się wystrzegać i dlaczego tym czymś jest PiS i jego masy wyborcze.

Jason Lutes ”Berlin, miasto kamieni”, 2008

Antoni Sobański Cywil w Berlinie, 2006

Allianz Direct w tle Hitlera

2008-01-30

Allianz powinien zatrudnić jakiegoś sensownego konsultanta reklamowego. Zawierzając agencji interaktywnej (zapewne pełnej dwudziestoletnich megageniuszy, wiecie, takich fancy, jazzy, trendy do bólu) i portalom sprzedającym odsłony na miliony nietrudno bowiem wpakować się w bagno, takie jak to na przykład (kliknięcie powiększa zrzut ekranu):

Allianz Direct w tle Hitlera

Ale ja nie o tym. Wpadłem na ten zabawny obrazek przypadkowo, dzięki artykułowi ze Spiegla, opublikowanemu w związku z rocznicą upadku Republiki Weimarskiej (a bardziej szczegółowo: rocznicą nominacji Hitlera na kanclerza). Sam artykuł pewnie nie powisi długo i niestety zniknie. Naprawdę warto go przeczytać, chociaż długi jest niemożebnie. Na wszelki wypadek zrzuciłem treść do pliku na kompa, kiedyś może się przydać.

A zatem wyloguj się z „Naszej kasy” czy innego g… i do lektury marsz (pół godzinki powinno wystarczyć).