Posts Tagged ‘Kosovo’

Kosovo – mafijna Albania

2008-02-17

Pod notką poświęconą Serifovic pokłóciłem się trochę ze Strzałką na okoliczność Serbii i jeśli mogę coś zasugerować – przed przeczytaniem tej notki należy zapoznać się z tamtą komentarzową kłótnią.

KosovoA zatem: stało się. Kosovo ogłosiło niepodległość, zmęczona i stratowana dyplomatycznie Unia Europejska nie miała już siły i ochoty dłużej kompromitować się w tym regionie. Nie udało się stworzyć multikulturalnej Serbii, integracja okazała się mrzonką, zatem projekt pod tytułem „Serbia z Kosovem” upadł. Jeżeli ktoś ma jakieś wątpliwości, że miało to wszystko jakieś szanse, że jeszcze nie wypróbowano każdej możliwości – polecam artykuł Wyborczej sprzed półtora roku.

Nie było innego wyjścia niż niepodległość tej prowincji. Argument historyczny o kolebce państwowości serbskiej jest kwestią historyczną, kwestią zakurzonych archiwów a nie współczesności i przyszłości.
Kosovo jest w 92% nie-serbskie i trzymanie go siłą w składzie tego kraju było nonsensem. Tym bardziej, że Serbom co i rusz przychodzą do głowy urocze pomysły typu „a teraz przetestujmy nową metodę jak wyrżnąć tysiąc Albańczyków w godzinę”. Serbowie pokazali już, co umieją i wystarczy, nie wolno im ufać.
Niebezpiecznie jest sięgać po argumenty historyczne (a przynajmniej nie powinni robić tego Polacy), bo wtedy natychmiast wyskakują różne diabełki z pudełka. Że Stettin powinniśmy w try miga oddać Niemcom i to im szybciej tym lepiej. A Wrocław, który NIGDY nie był polski, powinniśmy grzecznie wraz z całym regionem oddać… nie, nie Niemcom. Czechom. To jedyny naród, który historycznie rzecz ujmując ma prawa do Wrocławia, Breslawii dokładniej rzecz biorąc, z miażdżącą przewagą. Akurat Polacy we Wrocławiu zawsze byli gośćmi, zwykle zresztą niezbyt mile widzianymi. Co jest rzecz jasna nie do pojęcia dla ludzi, którzy od 60 lat są karmieni propagandą polskich nacjonalistów.

Można dyskutować o przynależności państwowej jakiegoś regionu, gdy mamy jakiś normalny układ etniczny. Powiedzmy, że pół na pół. No choćby trzy czwarte do jednej czwartej. Ale gdy masz do czynienia z czymś takim widocznym poniżej, możesz co najwyżej umyć ręce i zrobić wszystko, aby nie dopuścić do niekontrolowanego pęknięcia tego wrzodu:

Kosovo

Serbowie uciekają w ramiona matuszki Rosiji i rzecz jasna odbije się to potężną zgagą i im i ich dzieciom a zapewne także i wnukom. Serbowie oddali kontrolę nad swoim przemysłem energetycznym Rosji i w gruncie rzeczy pozbyli się podstawowego narzędzia niepodlegości. Są i będą ekonomicznymi wasalami Putina i jego następców. Nie widzą teraz jeszcze tego błędu, zrozumieją jednak jego wagę wkrótce. Raczej prędzej niż później. Bo w wielkiej polityce nie należy się obrażać i zabierać swoich zabawek z piaskownicy, bo ta druga piaskownica może się okazać jeszcze bardziej gówniana niż pierwsza. Na złość tacie odmrozili sobie uszy – i będą ich bolały długi czas.

Serbowie narzekają, że właśnie powstaje państwo mafijne. I pewnie nawet mają rację. Ale skoro przez wszystkie te lata nie kiwnęli palcem w bucie, żeby cokolwiek w tej prowincji zmienić, to niech się teraz ze swoimi radami i żalami łaskawie wypchają. Kosovo za jakiś czas stanie się albo Naddniestrzem albo połączy się z Albanią. Oba rozwiązania są takie sobie ale mają jedną wielką zaletę: rozwiązują problem kolejnego ludobójstwa, które wisiało na włosku od pięciu lat. A nam – członkom UE – zapewniają święty spokój przy w miarę niewielkim koszcie moralnego niepokoju.

Nie ma powodu aby się cieszyć z niepodległości Kosova. Nie ma też powodu, żeby się tym nadmiernie smucić. Sytuacja w kotle bałkańskim staje się coraz bardziej klarowna: prosowiecka, biała, cerkiewna Serbia. Muzułmańskie, beżowe, mafijne Kosovo w drodze do zjednoczenia z Albanią, która jest takim członkiem UE in-spe jak Turcja – na wieki wieków i świętego Nigdy.