Posts Tagged ‘drag queen’

Cisza nad Drag Queen

2008-05-04

Zupełnym przypadkiem wpadła mi w ręce książka „Drag Queen”. Zadziwiła zaś kompletna cisza wokół niej. Nie znalazłem o niej ani słowa na Innej Stronie w dziale książkowym (co już jest dużym zaskoczeniem, jako że jest to jeden z najpełniejszych katalogów literatury gejowskiej wydanej po polsku). Inne portale gejowskie również milczą. Nie znalazłem też ani jednej recenzji (choć przyznam, że nieszczególnie przykładałem się do poszukiwań).

Co to właściwie jest? Fabularyzowany dziennik Josha Kilmera-Purcella, który stał się sporą sensacją w Hameryce a w Nowym Jorku sam autor postacią kultową (pisze dla OUT Magazine). Aqua, której pełny pseudonim brzmi Aquadyzjak, jest (a właściwie była) jedną z drag queen w Nowym Jorku. Ma oczywiście coś, co ją wyróżnia – na sztucznych piersiach nosi plastikowe pojemniki, w których pływają złote rybki. Zresztą co ja się będę męczył z opisami, oto zdjęcie Aquy:

Aqua

Aqua, podobnie jak Josh, są postaciami jak najbardziej prawdziwymi, choć nie oznacza to rzecz jasna, że opisywane w książce zdarzenia są równie prawdziwe. Z drobiazgów zawartych między wierszami oraz z życiorysu Purcella wywnioskowałem, że rzecz dzieje się pod koniec XX wieku – najprawdopodobniej w okolicach 1997-1998 roku. Niestety nigdzie nie znajdziemy dokładnej informacji na ten temat.

Początkowo widzimy świat Aquy od kulis. Przyglądamy się, w jaki sposób znika facet a pojawia się kobieta. Dzieki świetnemu, prostemu językowi powieści nie musimy się nad niczym nadmiernie zastanawiać – wchodzimy w ten świat miękko i bezproblemowo. Plastyczność opisu mąk piekielnych związanych z zawiązywaniem gorsetu zmniejszającego obwód pasa o 15 centymetrów trochę nami wstrząsa, ale dzieki temu rozumiemy już, dlaczego Aqua po prostu MUSI być pijana i wlewać w siebie wódkę szklankami.

Aqua poznaje chłopaka – boskiego, cudownego i bogatego. Oczywiście jest męską prostytutką, no bo niby kim miałby być w nowojorskim światku. Niestety powoli wpada w uzależnienie od narkotyków – co również jest rzeczą mało zaskakującą. Książka opowiada o ich prawie rocznym romansie, wciąga mocno i skutecznie.

Tuż po kupieniu obawiałem się, że będzie to maszynowa książeczka napisana i wydana tylko po to, żeby polecieć na fali zainteresowania gejowską subkulturą. Nic z tych rzeczy: „Drag Queen” to opowieść z nerwem i z talentem. Na dokładkę skrzy się humorem, również w miejscach bardziej tragicznych niż śmiesznych. Jako przykład wybrałem dwa fragmenciki, w pierwszym Aqua ujawnia sekret swoich cycków, w drugim zaś opisuje początek swojej znajomości z Jackiem.

————————————————-
Drag QueenMoje stroje są bardzo skąpe: stringi, plastikowe minispódniczki, winylowe buty, obcisły gorset i top z wyciętymi dwoma otworami w miejscu, gdzie powinny znajdować się piersi. W te otwory włożone są dwa przezroczyste pojemniki. Kupiłem całe ich tuziny lata temu w sklepie z rękodziełem. Ludzie mniej pomysłowi ode mnie napełniliby je świątecznymi słodyczami, by złożone razem, tworzyły coś w rodzaju tandetnej i wielkiej bombki choinkowej. Ja je nieco przerobiłem, dodałem płaskie, lustrzane tylne ścianki i niewielkie otworki zatykane gumowymi korkami. Napełniam je co wieczór wodą, czasami lekko zabarwioną, by uczcić jakieś święto (na przykład dzisiaj jedna jest czerwona a druga niebieska, bo dzisiaj jest 4 lipca). Przez otworki wpuszczam złote rybki. Następnie przymocowuję pojemniki do ubrania i podświetlam je maleńkimi latarkami. Światło odbija się od lustrzanej powierzchni tylnych ścianek, co sprawia, że cycki świecą, a rybki połyskliwie błyszczą.

————————————————-
Jestem pewien, że portier tego luksusowego apartamentowca na Upper East Side nigdy wcześniej nie widział dwumetrowej drag queen z rybkami w cyckach, stukającej obcasami w marmurową posadzkę. Lubię Jacka jeszcze bardziej za to, że się nie przejmuje. Nawet zawołał hola do starszego portiera, który w odpowiedzi wydusił z siebie hola senor, nie spuszczając ze mnie wzroku.
Patrząc, jak Jack szuka przed drzwiami mieszkania klucza, oczyma wyobraźni widzę kolejny obraz z nim w roli głównej.

Jako chłopak znanego lekarza, spodziewam się nowych wyzwań. Moim nowym hobby stanie się działalność charytatywna. Może coś w ONZ, coś, co mojej filantropii nada międzynarodową rangę. Wyobrażam sobie podróże po pięciogwiazdkowych hotelach w krajach Trzeciego Świata, kiedy już uda mi się namówić doktora Jacka (muszę koniecznie dowiedzieć się, jak brzmi jego nazwisko) do porzucenia na rok praktyki i zasilenia szeegów Lekarzy Bez Granic. Tam szybko zaprzyjaźnię się z takimi sławnymi aktywistkami jak Susan Sarandon, Bette Midler czy Jane Fonda, które będą nas odwiedzały w naszym penthousie, by zjeść lunch i przedyskutować problem zdobywania funduszy.

Układam właśnie w głowie najwytworniejsze menu, gdy Jack wreszcie otwiera drzwi, a ja widzę zwiniętego w kłebek łysiejącego faceta w średnim wieku, leżącego na golasa na podłodze przedpokoju.

– Ty głupia, tłusta świnio! – Jack wrzeszczy na niego, wymierzając jednocześnie kopniaka w brzuch. – Kazałem ci przecież siedzieć w salonie, zasrany dupku!
Mężczyzna ma nadgarstki i kolana razem związane z tyłu skórzanymi rzemieniami. Jack chwyta jedną ręką za nadgarstki, drugą za kolana i odrzuca go pod ścianę, robiąc mi przejście.
– Wybacz Aidan! Przepraszam! Jestem głupim, opasłym chłopczykiem z maleńkim fiutkiem! – krzyczy mężczyzna, gdy Jack wlecze go po podłodze. Jego lepka od potu skóra wydaje piskliwy dźwięk, kiedy trze o błyszczącą drewnianą podłogę, zupełnie jak nowa tenisówka o podłogę sali gimnastycznej.
– Jestem taki niedobry – skomli mężczyzna.
– Przestań być taką cipą – wrzeszczy Jack – i przywitaj się z Aquą.
– Witaj – mówi tłuścioch, zerkając na mnie.
– Kto ci, kurwa, pozwolił patrzeć na nią, pieprzony dupku?!
– Cześć – pozdrawiam mężczyznę, zastanawiając się jednocześnie, czy to koszerne być tak przyjacielskim i czy Jack zacznie za chwilę wrzeszczeć na mnie.
– Jak będziesz grzeczną małą cipką, to pani Aqua wróci i pozwoli ci wylizać swoje buty – obiecuje Jack.
Chwyta mnie za ramię i prowadzi do salonu. Grubas szlocha cicho, gdy się oddalamy.
– Przepraszam – mówi Jack. – Nie powinien był opuszczać swojego kąta.
Próbuję pojąć, dlaczego sądzi, że byłbym mniej zszokowany widokiem skrępowanego, nagiego faceta, leżącego w salonie zamiast w przedpokoju.
– Hmmm – nie wiem, jak zacząć. – Kto to jest?
– Nazywam go Houdini. Jest prezesem jakiejś potężnej firmy w Londynie, ma żonę, dzieci i dziewczynę na boku. Przyjeżdża do mnie na jeden weekend w miesiącu. Pojawia się w piątek po południu, związuję go i resztę weekendu spędza na szamotaninie.
– Dużo ci płaci?
– Dwa tysiące dolarów za dzień. Ale zwykle daję mu tysiąc rabatu. To dobry interes.

Josh Kilmer-Purcell, ”Drag Queen” (I Am Not Myself These Days), Capricorn 2007