Święto faszyzmu

2014-11-12

– Chodźmy gdzieś, przecież święto faszyzmu jest tylko raz do roku!

– E tam. Ale gęsinę bym zjadł.

Na gęsinę niestety się nie załapaliśmy (ileż razy mam narzekać, że nie cierpię OFFa?), za to załapaliśmy się na stadne oblewanie… właściwie nie bardzo wiem czego. Ale udało nam się nie pokłócić, nie upić a spędzić w szóstkę urokliwe knajpiane popołudnie z dala od polskiego katofaszyzmu.

Po raz n-ty przeprowadziliśmy też dyskusję o braku sensownego miejsca LGBT w tygodniu. Jakoś Łódź nie ma do tego szczęścia. A gdy słyszę „karaoke”, mam ochotę wymiotować. Niestety coś, co było przyjemne dwa razy w tygodniu jest nie do zniesienia w koło Macieju. Tektura jest zwykłym hipsterskim plejsem, więc się do takiej roli nie nadaje. To co nam zostało? Nic niestety. Włóczymy się po jakichś coraz dziwniejszych knajpach osiadłych w coraz odleglejszych miejscach. Ale jak to mawiał Eguś: póki dużo wódki i mało soku, póty w sercu nadzieja.

Czego i wam życzę. 🙂

Reklamy

Fabryka Równości 2

2014-11-09

Przyjechał znajomy ex-łodzianin z Londynu. Za każdym razem słysząc tego rodzaju wieść wzdycham ciężko, bo mniej więcej wiem, co będzie się działo. „Chodźmy gdzieś do ludzi” – powie – „Może spotkam kogoś znajomego”. No więc nie, nie spotkasz. Wszyscy mieszkają teraz w Warszawie, Berlinie i Londynie, ostatnio coraz częściej w Amsterdamie. W Łodzi można teraz spotkać tylko powiat łódzki wschodni i Brzeziny na okrasę. A jak masz trochę szczęścia i trafisz na Light Festival, będziesz przeciskał się przez tłum zombiaków o których istnieniu w tym mieście nawet nie wiedziałeś i nie chciałeś wiedzieć. Brrr.

No ale przyjechał i pyta i cały scenariusz leci jak zwykle. Tymczasem wpadłem na pomysł, że może jednak wejdziemy do tej Tektury, którą ostatecznie odpuściliśmy sobie dzień wcześniej. Tam przynajmniej nie ma karaoke a może nawet nie będzie techno.

I to był bardzo dobry pomysł. Na chwilę, na tę jedną noc, knajpa w Art Inkubatorze zmieniła się w coś przypominającego cywilizację zachodnią. I ludzie, i muzyka i nawet drinki (dobre, choć nigdy w życiu nie zatrudniłbym tej z lekka przerażającej obsługi). Taki, wiecie, bal na Titaniku. Rewelacyjny wieczór, którego uczestnicy doskonale wiedzą, że to wszystko nie jest realne, że to tylko blichtr i nasze zdolności aktorskie. Ale daliśmy sobie wzajemnie tyle zapomnienia, ile się dało w tę ciemną, zimną, łódzką noc.

A potem poszliśmy do Narragansetu i Titanic zatonął.

Fabryka Równości

2014-11-07

– Misiek, chodź pójdziemy na rocznicę kapehu.

– Nie chce mi się.

– Oj chodźmy, Tektura jest fajna, na pewno będą jakieś stare cioty, które skręcą się z zazdrości na widok mojej młodzieńczej twarzy.

– I co niby będziemy tam robić? Pić szampana z okazji dziesięciu lat klęsk i porażek?

No cóż, w zasadzie racja. Nie poszliśmy.

Pridemag – jaka piękna katastrofa

2014-11-03

Zaprawdę powiadam wam – o niczym wspanialszym nie marzę niż o magazynie gejowskim z przyzwoitej półki w naszym smutnym kraju. Gdy usłyszałem o PRIDE, aż uszy mi się zatrzęsły. No ale niestety, obawiam się, że będzie to piękna katastrofa.

Problem zaczyna się już od „gwiazdy numeru”. Przykro mi to mówić, ale na samo nazwisko Poniedziałka robi mi się słabo. Jest to – obok niejakiego Szczygielskiego – jedna z tych postaci celebryckich, których nieistnienie przeszłoby kompletnie niezauważone. Przynajmniej w moim życiu. Fyfiatu nie zdzierżyłem, no nie dało się po prostu… Poza tym jest tam sporo ciekawych rzeczy, które mają jednak jedną wspólną cechę: są tak samo mało użyteczne jak materiały K-MAGa. Aczkolwiek paranoidalnie drogie, nawet jak na K-MAGa premium. Śmiem twierdzić, że większość kupujących pierwszy numer zamiast następnych postawi jednak na połówkę dobrej wódki. Choć może zblazowana warszafka, do której magazyn jest ewidentnie kierowany, zainstaluje jakąś kroplówkę?

Za to – surprise, surprise – prowadzą całkiem zabawny a miejscami wręcz rewelacyjny portal internetowy, który na szczęście nie ma wiele wspólnego z wydaniem papierowym. Niecierpliwie przebieram nogami do kolejnych tekstów Ponurego. Lubiłem też When You’re Gay In Warsaw, całkiem udatną podróbę pomysłu, który przyszedł prosto z Niemiec, ale – podobnie jak wcześniej na „tamblerze” – chyba coś się w umysłach zatkało albo to młode pokolenie jakieś takie mało kreatywne się okazało. Jest też trochę ciekawych newsów, które zapewne można by poczytać i gdzie indziej, ale właściwie po co, skoro tu sa upakowane pod jednym adresem.

Zatem: pierwszy numer PRIDE jednak nie, ale dam szansę raz jeszcze i kupię drugi. Za to jego wersję internetową, PRIDEMAG.PL jak najbardziej tak. I polecam gorąco.

Kylie w Narraganset

2014-10-31

Tak mnie jakoś fascynuje: czy na tzw. after party w Narraganset po koncercie Kylie Minogue to w ogóle ktoś był? Bo ze zdjęć moich znajomych wynika, że cała warszafka i lądą natychmiast uciekły przed straszliwą ciemną nocą Miasta Ł. do chromowanych hoteli. Tych odciętych klimatyzacją nawet od łódzkiego powietrza, nie wspominając już o całej reszcie.

Smutno i straszno

2014-10-30

Nie, nie chodzi o helołin. Zrobiłem porządki w linkach (efekty widać w prawej kolumnie pod kalendarzykiem małżeńskim i zupełnie zbędnymi „Kategoriami”) i zrobiło się właśnie tak zaduszkowo: prawie wszyscy umarli i zatęchli. W zasadzie wypadałoby trochę pogrzebać po necie i znaleźć młodych następców – ale jak sądzę, wyjdzie to samo z siebie z czasem.

Choć z drugiej strony obawiam się, że dzisiejsza młodzież nie umie już pisać (1) niczego na tyle interesującego (2) aby zafrapować mnie, starca (3) chociaż na momencik. I z tych trzech powodów do nowego linkowania jakoś mi nie spieszno. 🙂

A na dokładkę Teresa nie odbiera moich telefonów. Ała!

 

Helołin

2014-10-29

– No zróbmy coś, przecież taka noc jest jedyna w swoim rodzaju. Nic nie trzeba pudrować, szminkować, wklepywać… zakładasz najbrzydsze szmaty, wychodzisz w świat i ot tak, straszysz.

– Samemu to mi się nie chce.

– To zadzwoń po Teresę, ona nie musi się nawet przebierać.

(kurtyna)

Yes, I am back.

Dlaczego Fu Klub padnie?

2012-11-10

Jako wasz nadworny profeta postanowiłem krótko spisać dla potomności pięć powodów dla których Fu Klub padnie (lub przekształci się w klub dla heteryków i padnie nieco później).

1. Bo wyfiokowane koleżanki w przejrzystych peniuarach nie będa wychodzić na trzaskający mróz na papierosa. Idea „po taniości” nie sprawdzi się w zimie, kiedy to klub został „nowo otwarty”. Nie mozna w lokalu 300-metrowym sępić miejsca na chociaż jedną palarnię w cieple.

2. Bo mrożkowym absurdem jest wyrzucanie przez ochroniarza z lokalu (a dokładniej: ogródka lokalu) klienta, który postanowił NIE umrzeć na zapalenie płuc i założył kurtkę, szalik i czapkę przed wyjściem na lodowatego papierosa. Abstrahując, że pracownicy klubów muszą rozpoznawać osoby i postaci, których NIGDY nie wolno wyrzucić.

3. Bo barman jest nieszczególnie miły i równie nieszczególnie uprzejmy. Bywa, ale to jeden z najważniejszych elementów każdego lokalu, który pozostaje w pamięci.

4. Bo nie można sprzedawać w lokalu tej klasy butelki wódki za 70 zł. Ustawienie się na kapitalistycznym rynku na takim poziomie cenowym oznacza, że w zasadzie wszędzie można spędzić wieczór taniej lub lepiej (co kto lubi, do wyboru).

5. Bo absurdem biznesowym jest wprowadzenie opłat za wstęp i to na dokładkę dyskryminujących: 5 zł dla kobiet, 10 zł dla mężczyzn. Dokładnie tak samo popełnił samobójstwo Ganimedes, który po pierwszym remoncie parę lat temu mógł stać się idealnym miejscem na before-parties przed wyjściem do Narragansetu. Niestety, podobnie jak dzisiaj Fu Klub, nie chciał być „biforkowy” tylko zatrzymać klienta na cała noc. To się nie może w Łodzi udać, bo nigdy się nie udało. Duuuużo bankructw tego dowodzi i Blu nie jest jedynym przykładem.

Trochę szkoda, bo crowd był całkiem w porządku, muzyka nie raniła nadmiernie uszu (z kilkoma tylko wyjątkami), sofy całkiem wygodne a i miejsce przywołujące rzewne wspomnienia po latach 90. Można by jeszcze zajrzeć kontrolnie za jakiś miesiąc, ale nie wiem, czy ktoś da się namówić. Szczególnie po moich piątkowych występach towarzyskich, które zdecydowanie jechały po bandzie. 🙂

Ile? :-)

2012-04-11

Jak myślicie:

1. Ile on kosztuje?

2. Ile kosztowałoby zrobienie się na takiego? 🙂

No connection :-)

2012-03-20

Po odebraniu paru mejlowych pytań odpowiem hurtem tutaj: there is no connection between me and the gejowski.blogspot.com website.

Z ciekawości zajrzałem, nawet trochę poczytałem. Niestety jakoś nie biorą mnie treści „wspomnienia 40+ z siedzenia na czaterii”, chociaż faktem jest, że target mamy podobny. Ale ja już to wszystko wiem i niczego nowego chyba się nie dowiem. 😉

Ale jak ktoś z was chce – nie widze przeciwwskazań. Przynajmniej nie ma błędów ortograficznych a w dzisiejszym necie to ogromny sukces.