Archive for the ‘Codzienność’ Category

Gra w Ryzyko

2016-11-19

W zasadzie nie bardzo lubię gry planszowe. Uważam je za produkt dla heteryków, którzy są tak nudni, że nie mając o czym rozmawiać muszą ratować się takimi rzeczami żeby spędzić ze sobą kilka godzin. Są rzecz jasna pewne wyjątki, ale o nich może później.

Wczoraj Raand był uprzejmy wpaść wraz ze swoim Regularniejszym Kochankiem i „Riskiem” pod pachą. Mam jakieś wewnętrzne przeczucie, że to wzmiankowany Regularniejszy wpadł na ten pomysł; może uznał to za idealną delikatną sugestię, że jesteśmy – jak heterycy – nudni do wyrzygania i trzeba używać ersatzów aby w ogóle z nami wytrzymać. Whatever. Przy okazji ogłaszam konkurs na nick dla Regularniejszego, bo od wpisywania tymczasowego bolą mnie paluszki.

risk

„Risk” okazał się grą drastycznie kumulującą złe emocje. Z każdą turą narastała wzajemna wrogość – nie tylko na planszy ale i wokół stołu. Jest to może jakiś sposób na skanalizowanie całotygodniowego stresu, ale chyba jednak nie najlepszy. Przy okazji okazało się, że „Risk” doskonale oddaje rzeczywistość. Na przykład Metka zastosował strategię „po nas choćby potop”. Wiedząc, że wykrwawia swoje państwo i prowadzi je prosto to przegranej, uparcie atakował nawet absurdalne pola (na przykład jednym żołnierzem pole z ośmioma). Żadnymi stratami nie zawracał sobie głowy i… kilkukrotnie zmienił układ sił na mapie świata. No po prostu czysta żywa Korea Północna, której zacząłem się teraz, w realu, bardziej bać. Gra ta udowodniła też, że jestem jak stara dobra Europa. Broniąc swojego terytorium nie zwracałem uwagi na układ sił poza najbliższą okolicą. Oczywiście skończyło się to przegraną, bo Regularniejszy zajął, nie wiedzieć kiedy, dwa kontynenty i ostatecznie wygrał. Trzecia nauka: koalicja trzech słabych graczy bez najmniejszego problemu jest w stanie rozbić w proch i pył koalicję Europy i słabszego kraju. Też jak w życiu.

Emocje opadły dopiero dzisiaj a ja sobie uświadomiłem, że przecież mam gry, które są równie grywalne ale generują pozytywne emocje. Na przykład rewelacyjne „Trzy wiedźmy”, które doceni tylko ten, kto czytał odpowiednią podserię Świata Dysku Terry’ego Pratchetta. Gra ta pozwala na egocentryczną zabawę indywidualną, ale znacznie lepsze efekty uzyskuje się współpracując z pozostałymi graczami przeciwko mechanice gry. Kończy się uśmiechem, dobrym nastrojem uczestników i chęcią do ponownego spotkania.

wiedzmy

Spory ładunek negatywnych emocji ma również Monopoly. Tam jednak okazuje się, że gdy koncentrujemy się na sprawach materialnych – państwa, domy, hotele, pieniądze – to w sumie po skończonej grze nie zawracamy sobie nią głowy. W „Risku” tematem jest śmierć i zabijanie a nastawianie uczestników nie zeruje się prawie od ręki. O głupotkach typu wyścigi żółwii czy inych takich „kolejek w PRL-u” nie wspominam, bo to są tylko mało udane próby wyciągania kasy z portfeli klientów Matrasa.

Podsumowując: nie wolno pozwolić na grę w „Risk” pijanym heterykom. Autentycznie się pozabijają. A jeśli na dokładkę występują między nimi jakieś ukryte animozje, wylezą rozdmuchane i drastycznie przesadzone. To jest warning, jakby ktoś nie zauważył. 🙂

Dzisiaj powtórka. Ciekawe, czy dam radę ich przekonać do wypróbowania Pratchettowego świata. 🙂

PS. Znacznie więcej i częściej dzieje się na mojej stronie na Facebooku. Jakoś łatwiej wychodzi mi teraz pisanie krótkich notek czy share’owanie ciekawych treści niż pisanie długich notek tutaj. Się zaprasza.

Restauracja negroidalna

2016-07-03

Małżonek w swojej pracy często styka się z różnymi uchodźcami. A to jacyś profesorowie z Brazylii a to doktorzy habilitowani z Ugandy a to jakieś bogate do wyrzygania latynoskie studenciaki. Opowiada.
– Przyjechał gender, znaczy się Indianin. Taki prawdziwy Indianin, którego nad Wisłą nikt chyba nigdy na oczy nie widział, długie włosy i tak dalej. Ja nie wiem jak mam go oprowadzać, żeby nic mu się nie stało. Poza tym wybrali sobie restaurację. Pierwsze pytanie brzmiało: co to znaczy „Murzynek”?
– Oesu.
– Odpowiedziałem, że to taki rodzaj kruchego ciasta.

I tylko ci co go znają mogą sobie wyobrazić ten efekt pokerowej twarzy wygłaszającej tak porażające kłamstwo-niekłamstwo.

Mapplethorpe

2016-06-30

Chodzenie na filmy o dawno nieżyjących ludziach to rozrywka tyleż specyficzna co kiepska. Tym razem nie było inaczej. Na sali kilkadziesiąt starych kobiet i kilkunastu starych mężczyzn. Był też jeden hipster i to wraz z nim zaniżałem średnią wieku. :-/ W trakcie oglądania, szczególnie w drugiej połowie, atmosfera stała się przyciężkawa. Odwróciłem się i zlustrowałem widownię. Uświadomiłem sobie, że siedzą na niej kobiety po przejściach i faceci, którym udało się nie wymrzeć na AIDS. Przyszliśmy wszyscy zobaczyć film o wielkim artyście, który nie miał tyle szczęścia. „It’s like in the 60s, but less hope”. W zasadzie „no hope”.

A sam film? Nie dowiedziałem się z niego niczego, czego nie wiedziałbym wcześniej. Ale jako że jest to postać zupełnie już zapomniana – HBO należą się pokłony za sfinansowanie tej produkcji.

Chłopa ci trza?

2014-11-24

Jeszcze się dziwisz, dlaczego nie możesz znaleźć męża w Łodzi? To proste: bo ich tu nie ma (kolorek czerwony) i nie będzie (kolorki niebieski i czarny). 🙂

mlodziez

Święto faszyzmu

2014-11-12

– Chodźmy gdzieś, przecież święto faszyzmu jest tylko raz do roku!

– E tam. Ale gęsinę bym zjadł.

Na gęsinę niestety się nie załapaliśmy (ileż razy mam narzekać, że nie cierpię OFFa?), za to załapaliśmy się na stadne oblewanie… właściwie nie bardzo wiem czego. Ale udało nam się nie pokłócić, nie upić a spędzić w szóstkę urokliwe knajpiane popołudnie z dala od polskiego katofaszyzmu.

Po raz n-ty przeprowadziliśmy też dyskusję o braku sensownego miejsca LGBT w tygodniu. Jakoś Łódź nie ma do tego szczęścia. A gdy słyszę „karaoke”, mam ochotę wymiotować. Niestety coś, co było przyjemne dwa razy w tygodniu jest nie do zniesienia w koło Macieju. Tektura jest zwykłym hipsterskim plejsem, więc się do takiej roli nie nadaje. To co nam zostało? Nic niestety. Włóczymy się po jakichś coraz dziwniejszych knajpach osiadłych w coraz odleglejszych miejscach. Ale jak to mawiał Eguś: póki dużo wódki i mało soku, póty w sercu nadzieja.

Czego i wam życzę. 🙂

Fabryka Równości

2014-11-07

– Misiek, chodź pójdziemy na rocznicę kapehu.

– Nie chce mi się.

– Oj chodźmy, Tektura jest fajna, na pewno będą jakieś stare cioty, które skręcą się z zazdrości na widok mojej młodzieńczej twarzy.

– I co niby będziemy tam robić? Pić szampana z okazji dziesięciu lat klęsk i porażek?

No cóż, w zasadzie racja. Nie poszliśmy.

Smutno i straszno

2014-10-30

Nie, nie chodzi o helołin. Zrobiłem porządki w linkach (efekty widać w prawej kolumnie pod kalendarzykiem małżeńskim i zupełnie zbędnymi „Kategoriami”) i zrobiło się właśnie tak zaduszkowo: prawie wszyscy umarli i zatęchli. W zasadzie wypadałoby trochę pogrzebać po necie i znaleźć młodych następców – ale jak sądzę, wyjdzie to samo z siebie z czasem.

Choć z drugiej strony obawiam się, że dzisiejsza młodzież nie umie już pisać (1) niczego na tyle interesującego (2) aby zafrapować mnie, starca (3) chociaż na momencik. I z tych trzech powodów do nowego linkowania jakoś mi nie spieszno. 🙂

A na dokładkę Teresa nie odbiera moich telefonów. Ała!

 

No connection :-)

2012-03-20

Po odebraniu paru mejlowych pytań odpowiem hurtem tutaj: there is no connection between me and the gejowski.blogspot.com website.

Z ciekawości zajrzałem, nawet trochę poczytałem. Niestety jakoś nie biorą mnie treści „wspomnienia 40+ z siedzenia na czaterii”, chociaż faktem jest, że target mamy podobny. Ale ja już to wszystko wiem i niczego nowego chyba się nie dowiem. 😉

Ale jak ktoś z was chce – nie widze przeciwwskazań. Przynajmniej nie ma błędów ortograficznych a w dzisiejszym necie to ogromny sukces.

Na marginesie

2012-01-20

Jesteśmy świadkami narodzin nowego mema. Co prawda Raxis to nie ten sam poziom co Gracjan, ale przynajmniej miło się na niego patrzy. 🙂
Jak już cię znudzi filmik (pewnie po jakichś 15 sekundach), obejrzyj jeszcze finał.

Umarł król, niech żyje król :-)

2012-01-08

Kumpello vs. Fellow

Kiedyś musiało do tego dojść.