Gra w Ryzyko

W zasadzie nie bardzo lubię gry planszowe. Uważam je za produkt dla heteryków, którzy są tak nudni, że nie mając o czym rozmawiać muszą ratować się takimi rzeczami żeby spędzić ze sobą kilka godzin. Są rzecz jasna pewne wyjątki, ale o nich może później.

Wczoraj Raand był uprzejmy wpaść wraz ze swoim Regularniejszym Kochankiem i „Riskiem” pod pachą. Mam jakieś wewnętrzne przeczucie, że to wzmiankowany Regularniejszy wpadł na ten pomysł; może uznał to za idealną delikatną sugestię, że jesteśmy – jak heterycy – nudni do wyrzygania i trzeba używać ersatzów aby w ogóle z nami wytrzymać. Whatever. Przy okazji ogłaszam konkurs na nick dla Regularniejszego, bo od wpisywania tymczasowego bolą mnie paluszki.

risk

„Risk” okazał się grą drastycznie kumulującą złe emocje. Z każdą turą narastała wzajemna wrogość – nie tylko na planszy ale i wokół stołu. Jest to może jakiś sposób na skanalizowanie całotygodniowego stresu, ale chyba jednak nie najlepszy. Przy okazji okazało się, że „Risk” doskonale oddaje rzeczywistość. Na przykład Metka zastosował strategię „po nas choćby potop”. Wiedząc, że wykrwawia swoje państwo i prowadzi je prosto to przegranej, uparcie atakował nawet absurdalne pola (na przykład jednym żołnierzem pole z ośmioma). Żadnymi stratami nie zawracał sobie głowy i… kilkukrotnie zmienił układ sił na mapie świata. No po prostu czysta żywa Korea Północna, której zacząłem się teraz, w realu, bardziej bać. Gra ta udowodniła też, że jestem jak stara dobra Europa. Broniąc swojego terytorium nie zwracałem uwagi na układ sił poza najbliższą okolicą. Oczywiście skończyło się to przegraną, bo Regularniejszy zajął, nie wiedzieć kiedy, dwa kontynenty i ostatecznie wygrał. Trzecia nauka: koalicja trzech słabych graczy bez najmniejszego problemu jest w stanie rozbić w proch i pył koalicję Europy i słabszego kraju. Też jak w życiu.

Emocje opadły dopiero dzisiaj a ja sobie uświadomiłem, że przecież mam gry, które są równie grywalne ale generują pozytywne emocje. Na przykład rewelacyjne „Trzy wiedźmy”, które doceni tylko ten, kto czytał odpowiednią podserię Świata Dysku Terry’ego Pratchetta. Gra ta pozwala na egocentryczną zabawę indywidualną, ale znacznie lepsze efekty uzyskuje się współpracując z pozostałymi graczami przeciwko mechanice gry. Kończy się uśmiechem, dobrym nastrojem uczestników i chęcią do ponownego spotkania.

wiedzmy

Spory ładunek negatywnych emocji ma również Monopoly. Tam jednak okazuje się, że gdy koncentrujemy się na sprawach materialnych – państwa, domy, hotele, pieniądze – to w sumie po skończonej grze nie zawracamy sobie nią głowy. W „Risku” tematem jest śmierć i zabijanie a nastawianie uczestników nie zeruje się prawie od ręki. O głupotkach typu wyścigi żółwii czy inych takich „kolejek w PRL-u” nie wspominam, bo to są tylko mało udane próby wyciągania kasy z portfeli klientów Matrasa.

Podsumowując: nie wolno pozwolić na grę w „Risk” pijanym heterykom. Autentycznie się pozabijają. A jeśli na dokładkę występują między nimi jakieś ukryte animozje, wylezą rozdmuchane i drastycznie przesadzone. To jest warning, jakby ktoś nie zauważył. 🙂

Dzisiaj powtórka. Ciekawe, czy dam radę ich przekonać do wypróbowania Pratchettowego świata. 🙂

PS. Znacznie więcej i częściej dzieje się na mojej stronie na Facebooku. Jakoś łatwiej wychodzi mi teraz pisanie krótkich notek czy share’owanie ciekawych treści niż pisanie długich notek tutaj. Się zaprasza.

Reklamy

Tagi:

Jedna odpowiedź to “Gra w Ryzyko”

  1. dr Arthurro Says:

    A jak ktoś nie ma FaceRyja to rzekomo zdechł … ja jednak żyję 😉
    Zaintrygowałeś mnie „Wiedźmami”

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s