Archive for Listopad 2014

Kobieta a zezwierzęcenie

2014-11-26

Spytał, czy podobają mi się kobiety. Odparłem, że i tak, i nie, to zależy. „Od czego?”. „Od ich braci”. Roześmiał się i powiedział, że pyta serio. Wyjaśniłem mu, serio, że jeśli chodzi o stronę fizyczną, jedyne dwie, z jakimi się przespałem, owszem , podobały mi się, ale na tym koniec, nic więcej, ponieważ dla mnie kobiety jakby nie miały duszy. Pusty czerep. I dlatego z nimi niemożliwa jest miłość.

„Musisz wiedzieć, że chodziłem do szkoły księżulków salezjanów, Wspomożenia Wiernych. U nich się nauczyłem, że stosunek cielesny z kobietą jest grzechem zezwierzęcenia, tak jak kiedy przedstawiciel jednego gatunku krzyżuje się z przedstawicielem drugiego, na przykład osioł z krową.”
Zapytałem, czy jemu podobają się kobiety. „Nie”, odpowiedział nieoczekiwanie i z taka mocą, że oniemiałem. A więc to właśnie kryło się za zielenią jego oczu – czystość nieskażona kobietą.

Cytat Raandowi poświęcam. 😛

Fernando Vallejo, Matka Boska Płatnych Morderców

Chłopa ci trza?

2014-11-24

Jeszcze się dziwisz, dlaczego nie możesz znaleźć męża w Łodzi? To proste: bo ich tu nie ma (kolorek czerwony) i nie będzie (kolorki niebieski i czarny). 🙂

mlodziez

L’appello

2014-11-14

Kiedyś tłumaczyłem ciotkom meandry polityki, ale jakoś nigdy nie rozumiały. No to dzisiaj nie będę, wystosuję tylko apel:

Drogie ciotki! Skoro już musicie głosować na faszystów, wybierzcie chociaż młodych i z owłosionymi nogami. Tak, abyście miały jakiś argument jak już będziemy rządkiem do pierdla wędrować.

Tu macie przykład.

EOT

Święto faszyzmu

2014-11-12

– Chodźmy gdzieś, przecież święto faszyzmu jest tylko raz do roku!

– E tam. Ale gęsinę bym zjadł.

Na gęsinę niestety się nie załapaliśmy (ileż razy mam narzekać, że nie cierpię OFFa?), za to załapaliśmy się na stadne oblewanie… właściwie nie bardzo wiem czego. Ale udało nam się nie pokłócić, nie upić a spędzić w szóstkę urokliwe knajpiane popołudnie z dala od polskiego katofaszyzmu.

Po raz n-ty przeprowadziliśmy też dyskusję o braku sensownego miejsca LGBT w tygodniu. Jakoś Łódź nie ma do tego szczęścia. A gdy słyszę „karaoke”, mam ochotę wymiotować. Niestety coś, co było przyjemne dwa razy w tygodniu jest nie do zniesienia w koło Macieju. Tektura jest zwykłym hipsterskim plejsem, więc się do takiej roli nie nadaje. To co nam zostało? Nic niestety. Włóczymy się po jakichś coraz dziwniejszych knajpach osiadłych w coraz odleglejszych miejscach. Ale jak to mawiał Eguś: póki dużo wódki i mało soku, póty w sercu nadzieja.

Czego i wam życzę. 🙂

Fabryka Równości 2

2014-11-09

Przyjechał znajomy ex-łodzianin z Londynu. Za każdym razem słysząc tego rodzaju wieść wzdycham ciężko, bo mniej więcej wiem, co będzie się działo. „Chodźmy gdzieś do ludzi” – powie – „Może spotkam kogoś znajomego”. No więc nie, nie spotkasz. Wszyscy mieszkają teraz w Warszawie, Berlinie i Londynie, ostatnio coraz częściej w Amsterdamie. W Łodzi można teraz spotkać tylko powiat łódzki wschodni i Brzeziny na okrasę. A jak masz trochę szczęścia i trafisz na Light Festival, będziesz przeciskał się przez tłum zombiaków o których istnieniu w tym mieście nawet nie wiedziałeś i nie chciałeś wiedzieć. Brrr.

No ale przyjechał i pyta i cały scenariusz leci jak zwykle. Tymczasem wpadłem na pomysł, że może jednak wejdziemy do tej Tektury, którą ostatecznie odpuściliśmy sobie dzień wcześniej. Tam przynajmniej nie ma karaoke a może nawet nie będzie techno.

I to był bardzo dobry pomysł. Na chwilę, na tę jedną noc, knajpa w Art Inkubatorze zmieniła się w coś przypominającego cywilizację zachodnią. I ludzie, i muzyka i nawet drinki (dobre, choć nigdy w życiu nie zatrudniłbym tej z lekka przerażającej obsługi). Taki, wiecie, bal na Titaniku. Rewelacyjny wieczór, którego uczestnicy doskonale wiedzą, że to wszystko nie jest realne, że to tylko blichtr i nasze zdolności aktorskie. Ale daliśmy sobie wzajemnie tyle zapomnienia, ile się dało w tę ciemną, zimną, łódzką noc.

A potem poszliśmy do Narragansetu i Titanic zatonął.

Fabryka Równości

2014-11-07

– Misiek, chodź pójdziemy na rocznicę kapehu.

– Nie chce mi się.

– Oj chodźmy, Tektura jest fajna, na pewno będą jakieś stare cioty, które skręcą się z zazdrości na widok mojej młodzieńczej twarzy.

– I co niby będziemy tam robić? Pić szampana z okazji dziesięciu lat klęsk i porażek?

No cóż, w zasadzie racja. Nie poszliśmy.

Pridemag – jaka piękna katastrofa

2014-11-03

Zaprawdę powiadam wam – o niczym wspanialszym nie marzę niż o magazynie gejowskim z przyzwoitej półki w naszym smutnym kraju. Gdy usłyszałem o PRIDE, aż uszy mi się zatrzęsły. No ale niestety, obawiam się, że będzie to piękna katastrofa.

Problem zaczyna się już od „gwiazdy numeru”. Przykro mi to mówić, ale na samo nazwisko Poniedziałka robi mi się słabo. Jest to – obok niejakiego Szczygielskiego – jedna z tych postaci celebryckich, których nieistnienie przeszłoby kompletnie niezauważone. Przynajmniej w moim życiu. Fyfiatu nie zdzierżyłem, no nie dało się po prostu… Poza tym jest tam sporo ciekawych rzeczy, które mają jednak jedną wspólną cechę: są tak samo mało użyteczne jak materiały K-MAGa. Aczkolwiek paranoidalnie drogie, nawet jak na K-MAGa premium. Śmiem twierdzić, że większość kupujących pierwszy numer zamiast następnych postawi jednak na połówkę dobrej wódki. Choć może zblazowana warszafka, do której magazyn jest ewidentnie kierowany, zainstaluje jakąś kroplówkę?

Za to – surprise, surprise – prowadzą całkiem zabawny a miejscami wręcz rewelacyjny portal internetowy, który na szczęście nie ma wiele wspólnego z wydaniem papierowym. Niecierpliwie przebieram nogami do kolejnych tekstów Ponurego. Lubiłem też When You’re Gay In Warsaw, całkiem udatną podróbę pomysłu, który przyszedł prosto z Niemiec, ale – podobnie jak wcześniej na „tamblerze” – chyba coś się w umysłach zatkało albo to młode pokolenie jakieś takie mało kreatywne się okazało. Jest też trochę ciekawych newsów, które zapewne można by poczytać i gdzie indziej, ale właściwie po co, skoro tu sa upakowane pod jednym adresem.

Zatem: pierwszy numer PRIDE jednak nie, ale dam szansę raz jeszcze i kupię drugi. Za to jego wersję internetową, PRIDEMAG.PL jak najbardziej tak. I polecam gorąco.