Archive for Listopad 2012

Dlaczego Fu Klub padnie?

2012-11-10

Jako wasz nadworny profeta postanowiłem krótko spisać dla potomności pięć powodów dla których Fu Klub padnie (lub przekształci się w klub dla heteryków i padnie nieco później).

1. Bo wyfiokowane koleżanki w przejrzystych peniuarach nie będa wychodzić na trzaskający mróz na papierosa. Idea „po taniości” nie sprawdzi się w zimie, kiedy to klub został „nowo otwarty”. Nie mozna w lokalu 300-metrowym sępić miejsca na chociaż jedną palarnię w cieple.

2. Bo mrożkowym absurdem jest wyrzucanie przez ochroniarza z lokalu (a dokładniej: ogródka lokalu) klienta, który postanowił NIE umrzeć na zapalenie płuc i założył kurtkę, szalik i czapkę przed wyjściem na lodowatego papierosa. Abstrahując, że pracownicy klubów muszą rozpoznawać osoby i postaci, których NIGDY nie wolno wyrzucić.

3. Bo barman jest nieszczególnie miły i równie nieszczególnie uprzejmy. Bywa, ale to jeden z najważniejszych elementów każdego lokalu, który pozostaje w pamięci.

4. Bo nie można sprzedawać w lokalu tej klasy butelki wódki za 70 zł. Ustawienie się na kapitalistycznym rynku na takim poziomie cenowym oznacza, że w zasadzie wszędzie można spędzić wieczór taniej lub lepiej (co kto lubi, do wyboru).

5. Bo absurdem biznesowym jest wprowadzenie opłat za wstęp i to na dokładkę dyskryminujących: 5 zł dla kobiet, 10 zł dla mężczyzn. Dokładnie tak samo popełnił samobójstwo Ganimedes, który po pierwszym remoncie parę lat temu mógł stać się idealnym miejscem na before-parties przed wyjściem do Narragansetu. Niestety, podobnie jak dzisiaj Fu Klub, nie chciał być „biforkowy” tylko zatrzymać klienta na cała noc. To się nie może w Łodzi udać, bo nigdy się nie udało. Duuuużo bankructw tego dowodzi i Blu nie jest jedynym przykładem.

Trochę szkoda, bo crowd był całkiem w porządku, muzyka nie raniła nadmiernie uszu (z kilkoma tylko wyjątkami), sofy całkiem wygodne a i miejsce przywołujące rzewne wspomnienia po latach 90. Można by jeszcze zajrzeć kontrolnie za jakiś miesiąc, ale nie wiem, czy ktoś da się namówić. Szczególnie po moich piątkowych występach towarzyskich, które zdecydowanie jechały po bandzie. 🙂