Archive for Luty 2011

Słowo na niedzielę

2011-02-20

W tym tygodniu słowo na niedzielę sponsoruje Krzysztof Tomasik.

Reklamy

Cleaning Party

2011-02-16

Gdy ktoś kiedyś wymyślał imprezy tematyczne, chyba nie do końca miał na myśli coś takiego jak towarzyskie sprzątanie zapyziałej nory. Mimo to okazało się, że to całkiem skuteczny sposób na zapamiętywalny wieczór.

Zacznę od początku. Jakieś trzy tygodnie temu wpadł do mnie standardowy zestaw towarzyski (wszystkie znajome starocie plus jakiś jeden młodziak na okrasę). Gdy udało im się już, odkopując na boki buty, torby i inne zbędności z przedpokoju, dotrzeć do living-roomu, musieli jeszcze wygenerować sobie miejsca do siedzenia. Nie wiedzieć czemu prawie jednym chórem zażądali drinków w CZYSTYCH szklankach. Po kilku godzinach pijana w trupa Teresa z jej męczącym acz typowym już poalkoholowym agresorem, wrzasnęła radośnie w moją stronę: „Ty masz depresję! Masz normalną depresję!”. Powtarzała to jakiś kwadrans, ulewając bokiem ust drinka, z niezapomnianym błyskiem radości i tryumfu w oczach. Metka ma dość logiczny umysł i stwierdziła w związku z tym, że zrobimy cleaning party i wspólnymi siłami wyliżemy norę. Teresa przychyliła się do pomysłu i określiła termin: za dwa tygodnie.

Punkt siedemnasta wparowała Metka z Tancerką, natykając się na nie spodziewającego się co go czeka Zgierzanina. I wszystko poszło w ruch: Tancerka lizała ściany, szafki, blaty i wszystkie inne ruchome i nieruchome części kuchni (poza górą szafek, które dzielnie godzinę później domywał Raand). O ile dobrze pamiętam, tylko bezpośrednio po remoncie i generalnym sprzątaniu poremontowym kuchnia świeciła się tak jak po ich harówie. Przy okazji Tancerka zlikwidowała źródło moli (mąka), wywaliła połowę apteczki i wywlokła z kuchni dwa kartony śmieci, zbędnych urządzeń itp.

Mniej więcej w tym momencie wpadł Mourad, który popatrzył co się dzieje, zgarnął rzeczy po które przyszedł i uciekł w te pędy po miłym zapoznaniu się z Metką („Cześć, jestem Metka. Doktor w czasie habilitacji, ja tu sprzątam”).

Metka zabrała się za odgruzowywanie, odkurzanie i przemywanie salonu. Mój największy szacunek wzbudziło opróżnienie i ucywilizowanie głównego składziku rzeczy niezbędnych i pilnych, czyli góry śmieci na kredensie. Od smrodu Pronto przez dwa dni kręciło mi się w głowie. Potem zabrała się za mycie podłóg (które pierwej JA – uwaga, kładę tu akcent – JA – odkurzyłem). Mniej więcej w tym czasie wysłaliśmy Teresie SMSa, że ma się pospieszyć, bo sracz na nią czeka.

Zgierzanin został oddelegowany do łazienki, gdzie gąbką, gąbeczką, szmatą i jedną starą szczoteczką do zębów odpleśnił kafelki, okolice dysz w hydromasażu, wylizał trendową acz kompletnie nieużyteczną umywalkę plus lustro, na finał zaś wymienił metalowe półeczki na łazienkowe utensylia (zabroniłem mu ich doczyszczać, po to je kupuję po pięć złotych, żeby wywalać stare i montować na przyssawkach nowe a nie się męczyć). Przy okazji niejako również jemu depresja jakby zblakła.

Gdzieś w międzyczasie przyszła hrabina Padłocycka z właścicielem, stanęły w przedpokoju w samym środku ferworu mycia, czyszczenia i odkurzania i doszły do wniosku, że rzeczą, o której teraz przede wszystkim cała reszta chciałaby podyskutować jest rodzaj herbaty na jaką pomysłodawczyni imprezy z mężem mają w danej chwili ochotę. Z lekka zaskoczeni uczestnicy próbowali delikatnie wyjaśnić, że tu nie jest teraz picie herbatek tylko ciężka robota, ale jakoś nie przyjęto tego do wiadomości. Po delikatnej propozycji, żeby – skoro już nie pomagają – przynajmniej nie przeszkadzały, damy obraziły się i wyszły, natykając się po drodze na docierający support w postaci dzieci.

Raand jako jedyny mężczyzna w domu zapewnił logistykę w postaci wynoszenia kartonów ze śmieciami i makulaturą a poza tym podtrzymywał na duchu Tancerkę, która wpadała w niebotyczne zdumienie za każdym razem, gdy otwierała kolejną szafkę kuchenną do sprzątnięcia.

Ponadto warto zaznaczyć, że Eguś umył wreszcie ściany. Byłem głęboko przekonany, że ślady po butach odciśnięte na nich wskutek jakiejś imprezy dwa czy trzy lata temu (tak, tę z tirowcem ze Szczecina) są nieusuwalne i muszą zaczekać na remont – a tu proszę, cud się zdarzył. „To nie cud” – skomentował flegmatycznie Eguś w boskich, legendarnych już legginsach – „To udany test gównianych farb”.

Ja na szczęście skończyłem obie sypialnie przed cleaning party, dlatego też mogłem skupić się na oczyszczaniu foteli, sofy, podłóg i rzecz jasna odkurzaniu, bo to jest w gruncie rzeczy jedyna rzecz, którą potrafię robić. Umyłem też sracz, który bezskutecznie czekał na Teresę (Metka widząc mnie połamanego w paragraf w związku ze słabym kręgosłupem przejął pałeczkę w temacie ścian wzmiankowanego sracza).

Potem doprowadziliśmy siebie i pozostałości posprzątenne mniej więcej do porządku, w czym pomogło jeszcze kilka osób, które dotarły później i uroczo odpoczęliśmy na pogaduchach z Xellem, nowym amantem Zgierzanina (boskie nogi), Radixem ze swoim małżonkiem (równie boskie nogi a tors jak ze starożytnej Grecji). O moją dobrą kondycję psychiczną dbał Hiromi, ex z ubiegłego roku, którego nie ogłoszona wcześniej obecność spowodowała tylko krótkotrwałą czkawkę Meci.

Wieczór rzecz jasna skończyliśmy w Narragansecie, bo wszystkim nam należało się trochę widoku innych facetów a nie kłębów kurzu, zapleśniałych patelni, obrośniętych kamieniem kranów i bliżej nie zidentyfikowanych plam na podłogach.

Tak się jakoś złożyło, że wszyscy wspominają cleaning party wyjątkowo dobrze (ciekawe czy ze względu na proces odgruzowywania czy też premierę towarzyską nowych absztyfikantów Zgierzanina i Radixa) i twierdzą, że teraz można coś podobnego zrobić raz jeszcze. Zasugerowałem, że nie trzeba daleko szukać – w końcu za trzy miesiące moja nora znów będzie wyglądała tak jak wcześniej, prawda? Ktoś ma jakieś wątpliwości? 🙂

Cleaning Party, 12.02.2011

Pojechałbym

2011-02-16

Przed weekendem

2011-02-04

Trzecia dla dorosłych, żeby nie było, że nie ostrzegałem. 😉