Archive for Grudzień 2010

Weekendowo

2010-12-18

Jak to często bywa, znów okazało się, że „making of” jest lepsze od produktu końcowego. 🙂

Reklamy

Nie za panterę

2010-12-17

Media twardo pakują Blake’a Edwardsa do szuflady z serią komedii „Różowa Pantera”. Tymczasem to wcale nie za to go kochaliśmy, bo z całym szacunkiem była to seria zrobiona „dla chleba”.

Jeśli już koniecznie musi być taka prawdziwa komediowa komedia, to niewątpliwie najlepszym jego filmem był „Switch”, który co jakiś czas sobie przypominam. Fanem Edwarda będę jednak przede wszystkim za „Victor/Victorię”, jeden z najlepszych i najzabawniejszych musicali powstałych po okresie „musical era” w Hollywoodzie.

Osobiście nie bardzo lubię „Śniadanie u Tiffany’ego”, ale jestem tu w dobrym towarzystwie… samego Edwardsa, który kilkakrotnie wspominał publicznie, że nie podobał mu się przymus zmienienia fabuły z gejowskiej na heterycką. Ale z drugiej strony – za co byśmy wtedy pamiętali Audrey Hepburn? Co tysiące ludzi wieszałoby na ścianach zamiast słynnego postera z długą fifką?

1922-2010
Blake Edwards

Pret-a-porter

2010-12-16

Lubię gry planszowe, choć nigdy jeszcze nie trafiłem na bardziej grywalną niż Eurobusiness (jakoś tego oryginalnego Monopoly nie znoszę). Czasem kupuję jakąś tego typu zabawkę, zwykle w celu postawienia na szafie i kolekcjonowania na niej kurzu.

Teraz zastanawiam się, czy warto wydać stówę na „Pret-a-porter”. W gruncie rzeczy ciut drogo. Zajawka jakoś nie do końca mnie przekonała…

I co o tym myślicie?

Zajebiste

2010-12-14

Może nieco starawe, ale jeszcze dłuuugo nie będzie przeterminowane:

Amator kwaśnych jabłek

Why?!

2010-12-06

Dlaczego nikt mi przez tyle lat nie powiedział, że głównym miejscem umawiania się na randki nie jest wcale Fellow tylko Sexfotka?

To po co ja was mam, hę?!

Londyn zszedł na psy

2010-12-02

W ramach planów noworocznych na początku stycznia dopisałem do kalendarzyka zakupowy urlop w Londynie, nic szczególnego ani zaskakującego. Zwykle przed tego typu wyprawą próbuję zorientować się, ile kart kredytowych należy ze sobą zabrać, żeby mieć co do gęby włożyć i za co wrócić. Wygląda na to, że odpowiedź brzmi „zero”.

UniQlo wyjątkowo nieudane, no dosłownie jak nie ta marka.
Next na wszelkie sposoby wtyka kratki i krateczki, koniecznie czarne, szare, brązowe i szarobure.
O Bershce nawet nie wspominam.
Ale ostatecznie załamała mnie zimowa kolekcja River Island, mojej od lat ukochanej marki. Po prostu nic nie da się z tego wybrać. Przeciętność, szaroburość, taka dziwna „niewidzialność” to podstawowe wrażenia po przejrzeniu katalogów. Może to skutek uboczny nieśmiałego wejścia na polski rynek?

Z setek ciuchów da się spojrzeć (to nie znaczy, że kupić) tylko na dwie rzeczy:

Honor ratują zegarki, chociaż ten na łańcuszku pojawił się w sprzedaży już latem:

Podsumowując: jestem o krok od rezygnacji z wyjazdu, bo do Londynu po prostu nie ma po co w tym sezonie jechać… Ej, Angole, nie idźcie tą drogą!