Archive for Wrzesień 2010

No proszę

2010-09-26

Heteryczek, a jednak może.

Tylko niech mu ktoś spali szafę z ciuchami albo i całą chatę ku chwale przyszłych pokoleń.

Kamil Bednarek

Reklamy

Radziszewska i puszka Pandory

2010-09-22

No i masz, Radziszewska otworzyła puszkę Pandory… Polecam lepszych specjalistów od PR-u, bo ci są kiepskawi. 🙂

Papież wrogiem ludzkości

2010-09-21

(…)

Nieszczęsny fakcik, że Joseph Ratzinger wstąpił do Hitlerjugend, jest przedmiotem powszechnie dochowywanego moratorium. Jak dotąd sam go przestrzegałem. Jednak, po oburzającym przemówieniu papieża w Edynburgu, w którym obwiniał ateistów za Hitlera, nie można oprzeć się uczuciu, że rzucił rękawicę. Słyszeliście, co powiedział?

Za naszego życia pamiętamy jak Wielka Brytania i jej przywódcy stali przeciwko nazistowskiej tyranii, która chciała wymazać Boga ze społeczeństwa i odmawiała wspólnego człowieczeństwa wielu, a szczególnie Żydom… Kiedy rozmyślamy nad otrzeźwiającymi lekcjami ateistycznego ekstremizmu dwudziestego wieku…

(…)
Jest prawdopodobnie zbyt wysokim wymaganiem, by 15-letni Ratzinger przejrzał nazistów. Jako pobożny katolik miał wbite do głowy, wraz z katechizmem, obrzydliwą ideę, że wszyscy Żydzi są odpowiedzialni za zabicie Jezusa — oszczerstwo „zabójców Chrystusa” — odrzucone dopiero przez II Sobór Watykański (1962-1965). Psychika niemieckiego katolika była w owym czasie przesiąknięta odwiecznym antysemityzmem.

Adolf Hitler był rzymskim katolikiem. A przynajmniej był rzymskim katolikiem w tym samym stopniu co 5 milionów tak zwanych rzymskich katolików dzisiaj w naszym kraju. Hitler bowiem nigdy nie wyrzekł się swojego otrzymanego przy chrzcie katolicyzmu, który niewątpliwie jest podstawą liczenia 5 milionów rzekomych brytyjskich katolików dzisiaj. Nie można mieć tego na oba sposoby. Albo macie 5 milionów brytyjskich katolików, w którym to wypadku macie także Hitlera. Albo Hitler nie był katolikiem, w którym to wypadku musicie podać uczciwą liczbę rzeczywistych katolików w dzisiejszej Wielkiej Brytanii — liczbę tych, którzy naprawdę wierzą, że Jezus zamienia się w opłatek, jak to przypuszczalnie wierzy były profesor Ratzinger.

(…)

Joseph Ratzinger jest wrogiem ludzkości.

Jest wrogiem dzieci, których ciała pozwalał gwałcić i zachęcał, by zakażać ich umysły poczuciem winy. (…)

Jest on wrogiem homoseksualistów, narzucając na nich ten rodzaj bigoterii, jaką kościół dawniej rezerwował dla Żydów.

Jest wrogiem kobiet — zakazując im kapłaństwa, jak gdyby penis był zasadniczym narzędziem obowiązków duszpasterskich. (…)

Jest wrogiem prawdy, propagując bezczelne kłamstwa o prezerwatywach nie chroniących przed AIDS, szczególnie w Afryce.

Jest wrogiem najbiedniejszych ludzi na planecie, skazując ich na zbyt duże rodziny, których nie mogą nakarmić i trzymając ich w ten sposób w więzach wiecznej nędzy. Nędzy, która kontrastuje z obscenicznym bogactwem Watykanu.

Jest wrogiem nauki, blokując niesłychanie istotne badania nad komórkami macierzystymi nie z powodu moralności, ale przednaukowych przesądów.

(…)

Na koniec, co jest moją najbardziej osobistą troską, jest on wrogiem edukacji. Całkiem niezależnie od długotrwałych szkód psychicznych spowodowanych poczuciem winy i strachem, które osławiły edukację katolicką na całym świecie, on i jego kościół szerzą zgubną dla edukacji doktrynę, że dowody są mniej wiarygodną podstawą przekonań niż wiara, tradycja, objawienie i autorytet — jego autorytet.

Richard Dawkins, 19 września 2010

Pełny tekst: Racjonalista.pl

Polsat Cafe

2010-09-16

Gdy człowiek nie ma co robić, wpada na dziwne pomysły. Na przykład spędzenie całego wieczoru na oglądaniu Polsatu Cafe.

Bardzo mi się spodobał „True or False” czy coś w tym stylu (oryginał polsatowskiej „Chwili prawdy”). W wersji hamerykańskiej przynajmniej coś się dzieje, pytania są rzeczywiście agresywne, bez żadnych pierdół typu „Czy uważasz, że twoja teściowa źle gotuje”. Tu lecą ostro. Samczykowi (wyglądającemu jak żywy rozsadnik wszystkich chorób świata, boski debil o kwadratowej szczęce) zadano na oczach jego narzeczonej pytania czy spał z mężatkami (tak); czy ktos mu kiedyś za seks zapłacił (tak, wcale się nie dziwię); czy uważa, że może być kiedyś wierny jednej kobiecie (nie, też się nie dziwię); czy chciałby mieć dziecko ze swoją narzeczoną (nie) i tak dalej. Bawiła mnie przez chwilę ta ogromna chęć odpowiadania na tego typu pytania i oszałamiające parcie na szkło.
Do momentu, gdy padło kilka o hazardowy nałóg – wtedy zrozumiałem, że on po prostu naprawdę potrzebuje tych stu tysięcy dolarów i zrobiło się mniej śmieszno, bardziej straszno.

A potem obejrzałem program poświęcony operacjom plastycznym wagin, czyli wycinaniu jakichś zwisów (nie zapamiętałem nazw i nie żałuję).

O Darwinie, kobiety ci się zdecydowanie nie udały, to było autentycznie odrażające.

To straszne

2010-09-16

Zabrali krzyż. I jak teraz mamy żyć?!

A mnie się nie podobało

2010-09-13

Jacek Hugo-Bader jest klasą samą w sobie, ale tym razem mam wrażenie, że jakoś mu nie wyszło.

Portretując chłopców z Centralnego wpadł w kanał metodycznego opisywania poszczególnych postaci. Przy trzeciej stało się to już nudnawe a mniej więcej w połowie tekstu zacząłem sprawdzać, ile jeszcze zostało do końca. Doczytałem, a jakże, bo miałem nadzieje na jakieś zaskoczenie, na dobrą przewrotkę. Choćby rozmowę z dwoma czy trzema „wujkami”. Na jakiś wist, który pokaże, że te opowieści prostytutek są w dużej części wyssane z palca. Cokolwiek.

Niestety nie doczekałem się, „Bagno…” trafia na półkę nieudanych wypadków przy pracy świetnego skądinąd reportażysty.

Sprawdźcie sobie zresztą sami: Bagno i rusałki

Odtrutka

2010-09-12

Skoro TVN po raz kolejny dręczy nas małymi dziewczynkami śpiewającymi o rzeczach, o których nie mają pojęcia – czas na odtrutkę. Zresztą jak po każdym „Mam talent”.

Przesłuchałem zatem tegoroczną edycję The X Factor i oto rezultaty:

Alors Alors

2010-09-12

Spędziłem jeden z najprzyjemniejszych wieczorów tego roku. Pewnie jakiś wpływ miał na to fakt potężnego przeziębienia, które od wtorku czy środy trzymało mnie w uściskach, zatem sobotnia ósma rocznica małżeństwa egusia i raanda była czymś w rodzaju check pointa dla mojego zasmarkanego nosa, plującego flegmą gardła i tym podobnych rozkoszy życiowych.

Morze piwa, wódki, whisky, latających butelek po szampanie i papierosów też pewnie miały na to jakiś wpływ.

No i obecność cudnego mmena, którego ostatnio widziałem jakoś w czerwcu, a którego zapraszałem na różne imprezy po wielokroć, aby posłuchać jego coraz bardziej niedorzecznych, regularnych wymówek. A tu proszę, wystarczył jeden telefon od Muzeum Immunologii, zwanego w towarzystwie Raandem i mmen w te pędy przybył.

No i wyginający się na rurze Radix, który sam w sobie jest postacią niezapomnianą, również wbił mi się w pamięć. Tym bardziej, że jego pijaną w trupa wersję oglądamy rzadko.

I psiapsióła, która patrzyła z obrzydzeniem na bar w FouFou aby skończyć tekstem upstrzonym westchnięciem z głębi serca: „no skoro już nic nie ma, to niech będzie ten łyskacz, kurde” (zapamiętać: jak gdzieś ma się pojawić, należy zadbać o wytrawne Martini Rose).

I te wina musujące, których marek obawiałem się sprawdzić, a które należy po prostu w siebie wlać i nie myśleć.

I te ploty emitowane na potęgę przez wszystkich uczestników balu skazańców.

I Jakiś, który jak zwykle po nachlaniu zaczął swoje typowe wynurzenia o tym, jaki to ja jestem wspaniały charakterem, jakim to cudownym przyjacielem i jeszcze lepszym człowiekiem jestem – niezapomniane. Jego torba, przewijająca się jakoś tak w tle, nie zapisała się niczym szczególnym w mojej zalkoholizowanej pamięci, ale na pewno też miała jakiś przebłysk genialności (byleby tylko regularniej wciągała kałdun).

I w związku z tym, że nie pamiętam jak wróciłem do domu, zanucę sobie jeszcze na odchodnym Alors on Danse, jedyną piosenkę z francuskiego TOP20 z tego roku, której da się posłuchać bez rzygania. Czego i wam życzę.

Hurts

2010-09-05

Sony BMG wie, jak manipulować rynkiem muzycznym i trudno nie żywić do tego koncernu szacunku. Zupełnym przypadkiem na jeden dzień przed premierą albumu „Happiness” zespół Hurts – narodzony na YouTube – wyłazi już nawet z puszki z tuńczykiem w mojej lodówce, o serwisach społecznościowych już nie wspominając.

Historia znowu taka sama, ot, kolejna wersja baśni o Kopciuszku. Clip „za 20 funtów” pojawił się w Sieci ponad rok temu i został obejrzany jakieś sześć milionów razy:

Drugie nagranie, „Blood, Tears & Gold” już miało zdecydowanie większy budżet, ale jakoś nie do końca chwyciło:

Potem było „Better Than Love”, które najlepsze jest w wersji udającej live:

I poszło już z górki – bibisowska lista Radio One i poszły konie po zagrodzie.

Pojawiły się też pierwsze remixy, jeśli ktoś lubi rytmy Freemasons, proszę bardzo:

Fani Radia Eska powinni się zachwycić tym:

Dla mnie jednak najprzyjemniejszym remiksem jest Psychosonic:

A wszystko to po to, by po raz kolejny udowodnić, że dzisiejsze biedne dzieciaki nawet własnej muzyki nie mają i bawią się przy stajlu swoich rodziców. No bo co to niby jest, jeśli nie New Romantic?

Chłopców oglądamy na żywo 10 października w Shepherd’s Bush Empire (London) od 19.00.

Hurts „Happiness”
RCA Records/Sony BMG
out: 06.09.2010

Alejandro

2010-09-04

Doszedłem do wniosku, że potrzebuję wreszcie spokojnego popołudnia i wieczoru. Zamiast zatem zajmować się sprawami ważnymi lub porządkującymi cokolwiek, postanowiłem pobiegać chwilę po Fellow w poszukiwaniu niedorzecznych opisów, które regularnie poprawiają mi humor. I zupełnym przypadkiem trafiłem na bloga Alejandro, który pochłonął mnie na prawie dwie godziny. Już nie pamiętam, kiedy ostatnio trafiłem w Web 2.0 na cokolwiek, co zajęłoby moją uwagę dłużej niż szesnaście sekund.

Alejandro stworzył coś w rodzaju autobiografii. Początkowo, czytając kolejne linearne notki, miałem wrażenie, że jest to kolejna fajna acz pusta mistyfikacja. I dopiero w połowie zrozumiałem, że opisywana przez niego droga życiowa jest tak oczywista i powtarzalna, że przecież nikomu by się chyba nie chciało jej wymyślać. Alejandro udowadnia, że proces rozwoju geja od oseska (zwykle w okolicach siedemnastki) do szczeniaka (pewnego, że już wszystkie rozumy zjadł i nic go nie zaskoczy – okolice 25-27 lat) jest prawie zawsze taki sam. I przypomniałem sobie intensywnie odhaczaną listę błędów życiowych na przykład Lucy. Tyle, że Lucy odhacza te punkty w jakimś niedorzecznym tempie, ale może to i dla niego lepiej.

A zatem, nie zabierając wam więcej czasu, zapraszam do lektury bloga Alejandro. Niestety wybrał koszmarny szablon onetowy, którego używać się bez wścieku pizdy nie da, ale jak się kliknie na ukryte na lewym marginesie miesiące (od początku rzecz jasna), można ładnie od dołu poczytać całość. Idealna lektura na weekend.

Sex, geje i brukselki