Archive for Lipiec 2010

62,3

2010-07-28

a) 1600 kcal dziennie;
b) dużo wyczerpującego seksu;
c) potężna dawka endorfin.

Ergo: koniec lipca sponsoruje liczba 62,3; czyli tylko 300 gramów od wagi idealnej. 🙂

Reklamy

;-)

2010-07-27

Przyjechał!

Nigdy więcej Ryanaira

2010-07-27

Dzisiaj miałem rozmowę z Lucy, której jakieś kolejne cycki chcą wpaść do Londynu. Na marginesie głupich rozmów postanowiłem sprawdzić, różnicę pomiędzy lotem do Londynu Ryanairem i British Airways. No i wyszło dosyć zaskakująco, że British Airways nie tylko jest lepszy ale i tańszy.

Spróbowałem zarezerwować bilet na następującą trasę: Londyn – Warszawa/Łódź – Londyn przy wylocie 20 sierpnia i powrocie 24 sierpnia. Po wyklikaniu wszystkich dodatkowych opłat, prowizyjek, kosztu płatności kartą Visa (sic!) itp. wyszło następująco:

Ryanair: 170,5 funta + 23 funty za pociąg Stansted Express, bo na to podmiejskie lotnisko trzeba jakoś szybko dojechać. Czyli 193,5 funta. Równowartość 972 zł.
Wady wszyscy znamy: obłędne limity bagażu (15 kg), kawa za 18 zł i te sprawy.

British Airways: 156 funtów na Heathrow, do którego spokojnie dojeżdżamy metrem (Piccadilly Line) za 4 funty. Razem: 160 funtów, czyli 800 zł. Plus – zaszalejmy – 80 zł za dojazd pierwszą klasą pociągiem do Wawki. Nadal zostaje nam na taksówki z dworców do domu.
Zalety znamy: darmowe picie, jakaś kanapka, machnięcie ręką nawet na walizę 24 kilo. Plus „Miles & more” czy jak to tam się w tej linii zwie, dzięki którym dziesiąty lot wychodzi gratis.

Ergo: nigdy więcej Ryanaira. Zrozumiałem już, jakim luksusem jest NIE zastanawianie się, czy nie wziąłem o pół kilo skarpetek za dużo. No to zamówiłem kartę stałego klienta British Airways i zamierzam z niej regularnie korzystać.
God save Her Majesty’s airline. And O’Leary sucks.

GO!

2010-07-23

Tym uroczym cytatem z Mirandy Priestly zaznaczam dwa filmy na które iść trzeba. Pierwszy wejdzie na ekrany dopiero na przełomie lipca i sierpnia, ale na Ferzana Ozpetka to można i latami czekać a nie tylko tygodniami:

A drugi mam nadzieję już widzieliście, ja miałem dziurę kinową w związku z urlopem w Lądą:

Odliczanie

2010-07-22

Trzymajcie kciuki, please.

But when?

2010-07-18

Zapewne dotrę wreszcie na ten Lovebox, ale szczerze mówiąc miałem tak intensywną sobotę (musical, randka, Eagle, potem nie bardzo pamiętam), że pewnie dotrę na sam finał. W międzyczasie puszczam sobie w tle Sherry Vine, co i wam polecam. 🙂

Love never dies

2010-07-17

Winner

2010-07-16

Zapewne wiele razy usłyszeliście lub usłyszycie w życiu, że dobry pocałunek jest lepszy niż dobry seks. Po sprawdzeniu jednego i drugiego oświadczam, że to GÓWNO PRAWDA.

🙂

Maksymalne obroty

2010-07-14

To miał być spokojny wyjazd a wyszło jak zwykle.

Ten Ze Wsi zawlókł mnie do Brighton, bo przecież słońce i te sprawy. Zatem po raz pierwszy opalałem się na kamienistej plaży i mogłem się przekonać, że to jest o niebo lepsze rozwiązanie od piachu, który potem wypłukujesz z włosów i cewki moczowej przez trzy dni. Brighton wygląda dokładnie tak jak Międzyzdroje, zatem można sobie łatwo dopowiedzieć resztę. Fajne knajpy pedalskie obok promenady.

Harrods nadal i absolutnie bez wątpienia jest najohydniejszym domem handlowym w Londynie. Ale widok zjełczałych (acz przechowywanych w formalinie) milionerek wyrywających sobie torebkę z limitowanej serii Balenciagi – bezcenny.

Londyńskie wyprzedaże są kompletnie do dupy. Może ma na to jakiś wpływ fakt, że to co było fajnego kupiłem w maju. 🙂 Honor Oxford Street uratowało tylko French Connection UK i jak zwykle UniQlo. Podsumowując wiozę do Polandii więcej prezentów niż czegoś dla siebie. Oczywiście wyłączając spodenki z Rio Beach z Covent Garden, w których wyglądam jak młody bóg (boga nie ma? Już jest). Przy okazji dodam, że He by Mango, New Look (Men) oraz męska kolekcja United Colors of Benetton to jakieś makabryczne pomyłki i nie warto tracić na nie nawet minuty czasu.

A poza tym randkuję na potęgę, na razie rekordem jest 14 godzin pod rząd i po tym całym urlopie będę potrzebował się wyspać. Ale nie mam co narzekać, szkoda mi czasu na sen; każda minuta jest na wagę złota.

Nie ma czasu

2010-07-13

Zdarzenia zachodzą już z tak niedorzeczną prędkością, że nawet mikroblogowanie byłoby zbyt wolne. Odpuszczam więc to sobie, wolę łapać garściami to, co z siłą wodospadu wali mi się na głowę. Nie marnować ani minuty.