Archive for Kwiecień 2010

Liczba tygodnia

2010-04-30

65,8

Na granicy śmieszności?

2010-04-28

Gdy ktoś mnie pyta, dlaczego katuję się – nienormalną z punktu widzenia normalnego człowieka – dietą, odpowiadam tak: po zbliżającym się porzuceniu przez męża muszę podobać się chłopakom z mojego targetu a poza tym od dwóch lat chadzam w czarnych koszulach w pionowe prążki i mam tego po dziurki w nosie. No i do Londynu jadę, a wór nowych ciuchów to przecież u mnie norma.

W związku z tym wstępnie określiłem już moje zainteresowania ciuchowe. Zaczniemy może od stóp, bo jak wiadomo 36 par butów to absolutnie za mało i nie mam co na siebie włożyć.

Do zestawu w moim mniemaniu brakuje mi po pierwsze wysokich białych i po drugie – zawsze chciałem mieć gladiatorki, tak drastycznie wyśmiewane przez Mirandę Priestly w „Diable”. No więc będą takie, lub bardzo podobne do takich:

A dlaczego te białe mają być bez kolorowych wstawek? Bo ja już – w przeciwieństwie do Teresy Padłocyckiej – zrozumiałem, że na pewne rzeczy jestem za stary.
Będą jeszcze czarne trampki z białymi podeszwami, ale to już niekoniecznie z Lądą.

Idąc w górę następne w kolejności będą spodnie. Moim głównym problemem będzie rozmiar: czy mam kupować spodnie na swoją obecną figurę, czy też wziąć pod uwagę kolejne 3-4 kilo, które zrzucę w ciągu miesiąca? Prawdopodobnie problem sam mi się rozwiąże, bo jak znam życie nie będę w stanie upolować pełnej rozmiarówki. 🙂

W temacie spodni to ja jestem wciąż klasyczny i przewidywalny, w końcu wiek zobowiązuje:

Krótkie spodenki jeansowe to dla mnie fetysz nie z tej ziemi. Ponieważ jednak mam ich od groma (i to również te sprzed mojego okresu świetności w zbliżaniu się do formy idealnej), z bólem serca postanowiłem wybrać coś, czego jeszcze nie mam.
Od chwili gdy zobaczyłem w Vogue Homme outfit Valentino (krótkie spodenki z materiału, marynarka i dawaj na rowerek), marzyłem o upolowaniu garniturowych spodenek. No i mam nadzieję, że tym razem się uda:

Co do drugich, to wciąż nie mam przekonania. Pewnie je wezmę, jeśli uda mi się upolować wymarzone sandały-gladiatorki, bo przecież coś muszę do nich założyć:

Idziemy w górę i tym sposobem przechodzimy do najciekawszych szmat. Na początek koszulka i t-shirt, które zdecydowanie spowodowałyby pozytywną odpowiedź na pytanie zadane w tytule tej notki.

No nie, za kogo ty mnie masz? Rzecz jasna nie będę robił konkurencji Teresie i różowości pozostawię jej na wyłączność. Ale to urocze kwiatowe paskudztwo rozwaliło mnie zupełnie. Bo powiedzmy sobie szczerze: jeżeli nie będę nosił takiej koszulki teraz to kiedy niby miałbym jeszcze w tym wcieleniu ją założyć? Ostatni dzwonek!

Londyn żyje kardiganami od lat (albo i wieków). jak dotąd nigdy jednak nie trafiłem na żaden, który by mi się choć trochę spodobał. A w tym roku proszę, jak znalazł, nie dość że kardigan to jeszcze udająca kardigan urocza kurteczka. Nie odpuszczę sobie, jeśli karty kredytowe nie odmówią posłuszeństwa.

Boskie nie?

No i nareszcie creme de la creme, czyli outfit idealny powiązany z kilkoma dodatkowymi t-shirtami. Pewnie spędzę w przymierzalni godzinę, dobierając do spodenek dodatkowe koszulki. Wyjściowy outfit składa się z czterech rzeczy:

Niestety obawiam się, że w kapelusiku będę wyglądał niewymownie głupio. Ale co zrobić, skoro bez tej „kropki nad i” całość byłaby polsko-ponuracka? najwyżej nauczę się od nowa nosić soczewki kontaktowe i wielkie czarne okulary przeciwsłoneczne.

Jako że jedna koszulka to zdecydowanie za mało, wstępnie wybrałem jeszcze cztery. Będę spocony jak pies po kąpieli gdy wreszcie skończę przymierzanie.

Rzecz jasna najlepsza jest ta z drzewkiem, ale moje ogromne obawy wzbudza dziwny kołnierzyk. Trzymajcie kciuki, żeby nie okazał się za głęboki. Marynarska jest już praktycznie przesądzona, z kolei ta z kwiatkiem na sercu jest bardzo podobna do paru koszulek, które już mam. Jeśli wypadnie, to tylko z tego powodu.

Jeśli chodzi o mnie to to by było na tyle, ale zanim strzykniecie jadem w komentarzach przeczytajcie najpierw następną notkę. Co prawda uważam, że jestem na tyle wspaniały, iż nie ma nikogo ważniejszego ode mnie, ale tym razem postanowiłem zejść na chwilę do ludu i przejrzeć te pomysły ze stolicy świata, które do mnie by nie pasowały. Przede wszystkim ze względu na wiek, niestety…

Co będziecie nosić za rok?

2010-04-28

Mam swego rodzaju rozdwojenie jaźni próbując ustalić kolejność notek, które zamierzam zamieścić. Doszedłem ostatecznie do wniosku, że nikt w zasadzie nie korzysta z archiwum, zatem ostatecznie tę notkę, która ma być czytana w drugiej kolejności, piszę jako pierwszą.

A zatem: co będziecie nosić w 2011 roku? W stolicy świata nosi się to teraz; obserwując jednak szybkość docierania nowych mód i módek do grajdoła Dwóch Papieży wyliczyłem, że zajmuje to zwykle rok. Czasem półtora.

Ale zaczniemy od najgorszej informacji: otóż jak wiadomo Polska była (poza Niemcami) jedynym krajem, który lansował, lansuje i będzie lansować skarpetki (najlepiej brązowe) do sandałów. To fakt znany od dziesięcioleci. Teraz będzie jako jedyny kraj w UE lansować noszenie sportowych butów Nike, Adidas, Puma itd. Bo w cywilizacji pokazanie się na ulicy w czymś takim to szczyt obciachu. No, chyba, że to oryginały z początku lat 80. ubiegłego wieku.
W cywilizacji bowiem nosimy wyłącznie wysokie bootsy (nie umiem tego przetłumaczyć, polska język trudna język) oraz milion rodzajów trampek. I tyle, nic więcej.

Zacznijmy najpierw od najseksowniejszej części męskiego ciała czyli nóg. Otóż po pierwsze, po dwuletnim katowaniu się spodniami typu rurki nareszcie przychodzi czas odpoczynku. Teraz będziecie nosić coś tak ohydnego jak „dzwony” z lat 70., tylko jeszcze trochę gorsze. Te koszmarne gacie nazywają się „marchewkami”. Spójrz, to zrozumiesz genezę nazwy:

Słowem, obrzydliwość skejtowskich gaci, w których chłopcy wyglądają jakby się zesrali, mało że powróciła, to jeszcze powróciła w gorszym wymiarze.

Marchewki wbrew pozorom nie muszą być wyłącznie długie. Mogą być też do kolan. Włosy stanęły mi dęba na głowie, gdy się zorientowałem, że poniższe gatki są z… nylonu. Znaczy się z tego samego materiału, za którym zabijały się cycki w czasie II Wojny Światowej. One jednak robiły z tego pończochy, teraz mamy tu rozpuszczone i odlane sto par pończoch w jednych spodenkach:

Swoją drogą to niesamowite, wyglądają zupełnie jak jeansowe, prawda?

W ogóle nylon można mieć w każdym odlewie. Na przykład w takiej wersji, na ładnie owłosionych nogach, mogą być całkiem całkiem:

W temacie nóg dobra (i bawełniana) wiadomość dla Importowanego Prawnika i Arro, którzy w tych strajpach zakochali się w ubiegłym roku bez pamięci. Show goes on.

Co do góry: absolutnym hitem będą t-shirty z kapturami. Pojawiły się niedawno, jakoś tak nieśmiało, ale teraz będzie to wręcz tajfun. Takie koszulki występują w dziesiątkach odmian kolorystycznych, z nadrukami i bez, z paskami i bez, z kapturkiem większym i mniejszym. Problem w tym, że wyglądają dobrze tylko na chłopakach szczupłych, mięśniaki i tłuszczaki wyglądają w czymś takim okropnie, niczym balerony (to przez te wszechobecne sznureczki):

Już po spodniach-marchewkach od razu widać, że najpotworniejszy pomysł przemysłu modowego, tzw. estetyka brzydoty, nadal będzie trwać. A na górę zakładamy paseczki…

———————————————
W ramach małego podsumowania również ploteczka towarzyska. Gdyby ego_pl nosił zegarki (ale jako obciachmen sprawdza godzinę na komórce), nosiłby zegarek taki jak po lewej stronie.
Po prawej widzimy rzecz jasna outfit Teresy Padłocyckiej, bo tylko ona umie tak wspaniale połączyć Himalaje złego gustu z (jedynym w swoim rodzaju) mniemaniem o tym, że lustro kłamie i jednocześnie wężem boa w kieszeni. Kardiganik za dziesięć funtów – wprost wymarzona okazja dla niej!

Niestety nie znalazłem niczego, w czym będzie chodził Metka Boska. W stolicy świata obowiązuje bowiem szczupłość a nie beczułki okutane Hilfigerem. Zatem skończy się to zapewne znowu tymi koszmarnymi szaroburymi bluzami i koszulami w pogrubiającą krateczkę. Co w gruncie rzeczy samo w sobie nie jest niczym złym – miło jest mieć jakieś stałe fundamenty życia towarzyskiego, nieprawdaż?

Pomóż Amnesty walczyć o wolność

2010-04-20

Amnesty International rozpoczęła akcję mającą na celu wsparcie organizatorów tzw. Baltic Pride na Litwie. Zdaję sobie sprawę, że zainteresowanie większości polskich ciotek nie wykracza poza zakup kolejnych plastikowych majtek od AussieBum czy New Yorkera, ale jeśli masz choć trochę odwagi cywilnej, podpisz się pod petycją Amnesty International.
Kiedyś AI pomagała represjonowanym Polakom w PRL-u, później wspierała nas w okresie trzeciej już Rzeczpospolitej. Teraz mamy szanse odwdzięczyć się za pracę tej organizacji.

Litwa wprowadziła dyskryminujące i sprzeczne z podstawowymi zasadami demokracji i praw człowieka ustawy antygejowskie. Twój podpis jest ważny, bo człowiek może być albo przyzwoity albo nie. I nie ma tu stanów pośrednich, to stany zerojedynkowe.

Czuję się…

2010-04-18

…wykastrowany. 😦

Julianowski wieczór poezji funeralnej

2010-04-18

Przeżyliśmy wieczór niezwykły i jedyny w swoim rodzaju.

W nastrój wprowadziła nas prezentacja zdjęć Słońca Tatr i Karpat, wspominająca Jego wielką drogę życiową, nokturny Fryderyka Chopina i wspaniały wiersz, odczytany na wstępie przez jednego z uczestników konkursu, autorstwa Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego:

Do pół masztu zwieszona flaga,
flagę wiatr przedwczesny targa.
To nie wiatr, to szloch na wszystkich
kontynentach i archipelagach.
Umarł Stalin.
[…]
Jakby nagły grad zboża pogiął,
jakby w biały dzień noc w okno.
Dzisiaj słońce jest żałobną chorągwią.
Umarł Stalin.
[…]
Krzyczy Wołga. Szlocha Sekwana.
Woła Dunaj. Jęczą rzeki chińskie.
Broczy Wisła jak otwarta rana.
Lamentują potoki gruzińskie.

(- – – skonfiskowano na podstawie art. 2 ust. 5 Ustawy z 31 lipca 1981 roku o kontroli publikacji i widowisk, Dz. U. nr 20 z 12.08.1981, poz. 99)

Ostatecznie do konkursu na najwspanialszy wiersz/limeryk/epitafium przystąpiło ośmiu Artystów. Niektórzy przygotowali kilka utworów, niektórzy skupili się na wycyzelowanym jednym. Uczestnicy Wieczoru Poezji Funeralnej przyznawali oceny w skali od 1 do 10 wszystkim dziełom literackim i ostatecznie wyłonili zwycięzców.

(- – – skonfiskowano na podstawie art. 2 ust. 5 Ustawy z 31 lipca 1981 roku o kontroli publikacji i widowisk, Dz. U. nr 20 z 12.08.1981, poz. 99)

Grand Prix w postaci niezwykle trudnych do ułożenia puzzli 3D w imieniu zwycięskiego Artysty (który spędzał wówczas minuty upojnych uścisków z muszlą klozetową) odebrał jego Małżonek. Pod koniec wieczoru Artysta z Małżonkiem zaprezentowali perfekcyjny wynik swojej ciężkiej całonocnej pracy.

(- – – skonfiskowano na podstawie art. 2 ust. 5 Ustawy z 31 lipca 1981 roku o kontroli publikacji i widowisk, Dz. U. nr 20 z 12.08.1981, poz. 99)

———————————-
Ustawa z 31 lipca 1981 roku o kontroli publikacji i widowisk, Dz. U. nr 20 z 12.08.1981, poz. 99:
art. 2
Korzystając z wolności słowa i druku w publikacjach i widowiskach nie można::
(…)
5) ujawniać wiadomości stanowiących tajemnicę państwową, w tym tajemnicę gospodarczą oraz tajemnicę służbową dotyczącą obronności i Sił Zbrojnych
(…)

Ku czci Ukochanego Przywódcy

2010-04-16

(notka prywatno-osobista)

Na wszelki wypadek przypominam:

1. Sobotni Wieczór Funeralny będzie poświęcony Ukochanemu Przywódcy, Słońcu Tatr i Karpat, Ojcu Wszech Polaków, Drugiemu Papieżowi (itd., itp.) a zatem wierszyki żałobne mają dotyczyć tylko Jego Wielkiej Postaci. Nie Giertycha, Leppera i innych friendów.

2. Teresa Padłocycka każe przygotować po wierszu na łeb. Może to być projekt napisu na nagrobku, panegiryk niczym z najlepszych czasów śmierci Stalina, fraszka lub tren. Treny dają więcej forów. I to oba rodzaje: zarówno jako gatunek literacki jak i jako to długie coś zaplątujące się między nogami pozostałych uczestników.

3. Start o 20.00 i proszę się za bardzo nie spóźniać, bo potem część luda wybędzie do Art Cafe lub innych przybytków rozpusty wszelakiej acz muzycznie chill-outowej.

4. Zaproszeni są wszyscy Jajeczkowicze rzecz jasna. Ale przypominam: tym razem u mnie, nie u Padłocyckiej! Jeśli nie znasz adresu, dzwoń do osoby, która wprowadziła cię na Jajeczko 2010.

Ku pokrzepieniu serc

2010-04-16

TVN spieprzył koncertowo jeden z najlepszych formatów komediowych pierwszej dekady XXI wieku. Dlatego też ktoś, kto oglądał tylko tę nieszczesną „Brzydulę”, w ogóle nie zrozumie o co chodzi. Przede wszystkim dlatego, że postać Justina, syna Hildy, została po prostu wycięta. A dla reszty (no dobra, może trochę mało zaskakujący) surprajs z ostatniego odcinka. Oglądamy w całości i NIE przewijamy!

Znajdź pięć różnic

2010-04-16

Co głupsze polskie media próbują zrobić aferkę z rysunku satyrycznego zamieszczonego w belgijskiej „Gazet van Antwerpen”. W ramach czczenia Umiłowanego Przywódcy ambasador wali z armat, żąda przeprosin itd. Dość nieskutecznie próbuje się też zbudować jakieś „oddolne inicjatywy oburzonych obywateli”, co już tak bardzo przypomina czasy stalinowskie, że aż strach pomyśleć.
Na wszelki wypadek prezentuję wzmiankowany „szokujący” rysunek, gdyby ktoś nie wiedział o co chodzi:

The Eagle has landed

A teraz zadanie dla was, moi błyskotliwi fani. Otóż znajdźcie proszę pięć różnic pomiędzy niewielkim w oryginale „szokującym, obraźliwym i naruszającym dobre obyczaje” rysunkiem z Belgii a pełnoformatową okładką z polskiego tygodnika Forum:

Tygodnik Forum

Miłego szukania, ja się zatrzymałem na dwóch. 🙂

Właściwy człowiek na właściwym miejscu?

2010-04-15

Pierwsze skojarzenie: i wystarczy.

Miłej lektury:
Gabon uczci pamięć Lecha i Marii Kaczyńskich