Archive for Marzec 2010

Matematyka

2010-03-28

Filmik dedykuję wszystkim dzieciom udręczonym wzorami, geometrią itd. Teraz tego nienawidzicie, ale uwierzcie mi na słowo, że matematyka to jedyny przedmiot szkolny, który do czegokolwiek wam się w życiu przyda (na chuj ci wiedzieć co to jest Kilimandżaro?).

Abyście za chwilę nie dzwonili do mnie z rozpaczliwym pytaniem „Dlaczego miałem napisane, że kredyt jest na 14%, jakieś RSO ma 19% a do zapłaty mam dwa razy tyle co pożyczyłem?”.

Maturzystom życzę spokojnej nauki jedynego sensownego przedmiotu licealnego.

Faszyzm na Allegro

2010-03-26

Faszyzm na Allegro

Grupa artystyczna Zawleczka

Fundacja Zielone Światło

Stowarzyszenie „Nigdy Więcej”

Ciekawe, czy skończy się w Europejskim Trybunale Praw Człowieka?

Boskie!

2010-03-25

Polecam do porannej lub wieczornej kawy. Czytamy całość, bez pośpiechu:

David Thorne i lewitujący królik

A mały cytacik ku pamięci:

Od: Darryl Robinson
Do: David Thorne
Temat: Brak tematu

Pomodlę się za ciebie.

Od: David Thorne
Do: Darryl Robinson
Temat: Re: Brak tematu

Dzięki. Jeśli będzie szansa, wspomnij, że chciałbym Toyotę Prado. Białą. Z ciemnoszarym skórzanym wnętrzem i nawigacją satelitarną.

Z poważaniem, David.

Od: Darryl Robinson
Do: David Thorne
Temat: Re: Re: Brak tematu

Mam już dość tego nonsensu. Nie pisz do mnie więcej.

Od: BÓG
Do: Darryl Robinson
Temat: Słowo Boże

DARRYL, BÓG Z TEJ STRONY. KUP DAVIDOWI TOYOTĘ PRADO. BIAŁĄ. Z CIEMNOSZARYM SKÓRZANYM WNĘTRZEM I NAWIGACJĄ SATELITARNĄ.

Co mi tu nie gra?

2010-03-25

Uwielbiam romanse głosów i aranżacji pseudooperowych z popkulturą.

Uwielbiam klubowy czy dance’owy rytm.

Interesują mnie wyłącznie piosenki zawierające jakąś możliwą do zagwizdania czy zapamiętania melodię. Żadnych wrzeszczących babusów czy czarnuchów z Harlemu.

I lubię też – bardziej z powodu skojarzeń niż muzycznego „mięcha” – Boya George’a, nawet jeśli jest szerszy niż wyższy.

A jednak coś mi tu nie gra i nie mam pojęcia, co. Może wy wiecie.

Klub Szalonych Dziewic

2010-03-19

Gdy po raz pierwszy wpadł mi w oko ten infantylny tytuł, miałem same najgorsze przeczucia. Nie poprawiały ich informacje, że serial jest oparty o uznany format z Beneluxu – w końcu TVN umiał zarżnąć w pierwsze dziesięć minut tak genialnego samograja jak „Ugly Betty”.

Obejrzałem cztery odcinki (oczywiście nie jestem idiotą żeby polować na jakieś tam dni i godziny – wszystko leży w VOD Onetu) i rozczarowanie nieco zmalało. Serial jest idealną papką relaksacyjną. Problemy bohaterek wpadają nam do głowy i natychmiast z niej wypadają. Zrobiłem sobie zabawę: wskaż po krótkim czasie co wydarzyło się w poszczególnych odcinkach. Rzecz jasna nie pamiętam niczego poza Jakubem Wesołowskim biegającym po ulicy w bokserkach (odcinek drugi). Żeby jeszcze miał trochę bardziej owłosione nogi, miałbym mocny powód do zachęcania do tego filmu. Potem jednak TVN poszedł w papkę i przestał go rozbierać – w związku z tym, będąc piętnaście minut po obejrzeniu czwartego odcinka kompletnie nie pamiętam co się w nim wydarzyło. Jedna z bohaterek pojechała na jakieś zadupie i przeżywa. That’s all.

To nie będzie hit, bo jest za nudny. Rozbisurmaniony mnóstwem legendarnych już amerykańskich seriali nie jestem w stanie ścierpieć przaśności, płytkości i totalnie drewnianych aktorek z Buchowiec na czele. O Darwinie, ona wygląda jak po botoksie będąc przed trzydziestką!
Postaci są skrojone źle i niczym się nie charakteryzują. Po czterech odcinkach nie dość, że nie rozróżniam, która z tych bab jest która, o imionach już nie wspominając, to na dokładkę widząc je na ekranie nie potrafię skojarzyć jaki niby ma być ten jej postaciowy główny problem.

A zatem: można sobie w czasie robienia obiadu puścić w tle ten serialik, ale nic więcej. Polować na to cudo nie warto.

„Klub Szalonych Dziewic”, TVN 2010

Teresa Padłocycka

2010-03-19

Przyszedł facet do burdelu
– Dzień dobry, chciałbym zamówić sobie panienkę.
– Proszę, tu jest cennik – mówi burdelmama.
– Ale ja nie mam tyle pieniędzy…
– Niech pan pokaże ile ma.
– …
– Uuuu, za taką forsę to jedynie pani Teresa.
– No jak ma być to niech będzie – odparł facet.
Zeszli w podziemia do Padłocyckiej.
– Pani Tereso, klient!
Padłocycka odstawiła wiadro z węglem, szuflę, zdjęła spodnie i wypięła się w stronę klienta. Klient spojrzał z niesmakiem na zakurzone, tłustawe i zarośnięte wdzięki Teresy; próbuje się do nich dobrać, ale nie bardzo wie jak.
Mówi więc:
– Może jakaś mała pomoc?
Teresa Padłocycka odwróciła głowę, wypluła papierosa, zatrzepotała rzęsami i powiedziała przepitym basem:
– KOCHAM CIĘ…

(Uznałem, że do tej notki najlepiej pasuje kategoria „Codzienność”)

Blogi

2010-03-14

Blogi mają to do siebie, że pojawiają się i umierają w sposób zupełnie nieprzewidywalny. Czytujesz sobie regularnie, czytujesz, nagle następuje merytoryczny kolaps i po paru miesiącach koniec pieśni. Daleko nie szukając, mam wrażenie, że Padłocycka jest właśnie na pierwszym etapie schyłku.

Jako że jednak lubię sobie raz na jakiś czas poświęcić cały dzień na czytanie wyników pracy obcych neuronów, zatem zabieram się za grzebanie i odnajdywanie igieł w stogu siana.
Szczerze mówiąc zawsze mam nadzieję, że trafię na jakiś fajny pornograficzny blog. Niestety mają one to do siebie, że autorom szybko wyczerpują się pomysły i blog zanika. Tymczasem mnie takie genetowskie grzebanie się we flakach, spermie, brudzie i tak dalej mimo upływu lat wciąż ciekawi. Pewnie dlatego, że nigdy niczego takiego w życiu nie przeżyłem i nie zanosi się na zmianę.

Pierwszym blogiem porno, który uwielbiałem przez całe lata jest rzecz jasna Onanista. Na szczęście można poczytać jeszcze archiwum, bo notki z ostatnich dwóch lat spokojnie można sobie odpuścić.
Drugim, moim zdaniem rewelacyjnym porno blogiem jest agata-szmata. Też już raczej nie żyje. Ale szalenie mi się podobały zabawy lingwistyczne autora i pewnie jeszcze do jego archiwum kiedyś wrócę.
Ostatnim odkryciem jest antek, który jednak nie sięga szczytów językowych. Ma za to inną zaletę. Zdarzenia jego porno notek są umiejscowione w Łodzi. Uśmiech z gęby mi nie schodzi, jak czytam te opisy parku przy Fabrycznym. 🙂 A druga zaleta: blog powstaje nadal.

I z zupełnie innej beczki. Jak wiadomo, nie lubię kobiet, ani w życiu ani w blogosferze. Tymczasem trafiłem na perfekcyjny blog Hameryka, tworzony przez nauczycielkę języków w jednym z amerykańskich miast. I jest to świetne źródło informacji o społeczeństwie tego kraju, na dokładkę doskonale zaaranżowane. Notki nie powstają często, ale są miniaturkami literackimi: początek, rozwinięcie, często zaskakujący finał. Takie – cudowne w czytaniu – fotografie, nieco Allenowskie. I znacznie lepsze od kiepskich acz rozreklamowanych wypocin takiego na przykład Janusza Głowackiego. Polecam serdelecznie.

I idę czytać następne blogi, odłożone w zakładce „Blog-future”.
C.D. zapewne N.

Lady Gaga & Beyonce jako lesbijki

2010-03-13

Ech, żeby wszystkie lesbijki były takie jak one, to może bym nawet tę część populacji polubił. 🙂

Oglądamy WYŁĄCZNIE na pełnym ekranie. Ikonka na dole, druga od prawej. I koniecznie wybieramy rozdzielczość 720p.

Drechol Wołodyjowski

2010-03-09

Jan Klata TRYLOGIA

Z definicji na pewne sztuki chodzę zawsze.

Po pierwsze, chodzę na wszystko, co obśmiewa i zrzuca z piedestału ten śmieszny polski chrystusizm narodów, nacjonalizm upiększany nomenklaturowo w „patriotyzm” i napompowane hipokryzją katogusła.
Po drugie, zawsze chodzę na Krzysztofa Warlikowskiego.
I po trzecie, zawsze chodzę na Jana Klatę.

Bo oni obaj mogą wkurzyć, ba, do szału doprowadzić, ale zawsze o coś w tym chodzi.

„Trylogia” okazała się nierówna. Choć nie, to właściwie nie jest najlepsze słowo, bo była nawet równa – jak każda pochylnia. Klata w pierwszej części pojechał po bandzie w najlepszym stylu, w jednym tylko miejscu ocierając się o granicę przyzwoitości. Patrzenie na te wielkie, uświęcone strofy „Ogniem i mieczem”, zilustrowane prawdziwą polskością typu RAW, z całym jej prymitywizmem, chamstwem i brudem – niezapomniane. I to właśnie „Ogniem i mieczem” jest najlepszą częścią tej sztuki.

„Potop” był już przydługi, miejscami nudnawy a przejście z burleski do prezentacji poważnej mało ciekawe. Choć Ewa Kolasińska jako Madonna (ta z Częstochowy, nie wiem jak się niby zwie, czarna jakaś czy tam ostrobramska) pięknie rozegrała finał. Wychodząc powiedziałem Lucy, że widzę tu pewien problem, bo wszystkie strzelby ze scenografii już zagrały: i łóżka, i świnty łobrazek, i kazalnica i szabelka. Okazało się, że miałem rację, bo w „Wołodyjowskim” krótko i trochę bez polotu zagrał jeszcze tylko konfesjonał.
A potem już nic niestety nie zagrało i z połamanym krzyżem, bolącym tyłkiem i nogami w paragraf starałem się dotrwać do końca.

Początkowo nie zgadzałem się ze Zdzisławem Jaskułą, ale już w połowie trzeciej części przyznałem mu rację. Rzeczywiście, nie dałoby się polecieć komedią przez wszystkie sienkiewiczowskie cegły. Dopadł mnie totalny głód nikotynowy, zatem już w drodze na zewnątrz teatru rzuciłem przez ramię: ale może Klata nas zaskoczy i trzecią część zrobi „po bożemu”. No i niestety wykrakałem.

W czasie mojego papieroska teatr opuściło grono oburzonych moherów, które przysżły tu oglądać „Królową Bonę” a nie żarty i dowcipy z fundamentów nadwiślańskiej kulturwy. I paradoksalnie okazało się, że miały rację, tyle że z powodu zupełnie a rebours. To trzecia – martyrologiczna już – część była nie do strawienia.

Jan Klata TRYLOGIAAnna Dymna zaskoczyła mnie dostosowaniem się do wizji reżysera. Nie przejęła spektaklu, który w gruncie rzeczy stworzył Jan Peszek. Przez momencik tylko całą scenę opanował boski tors, cudowny zarościk na piersiach, świetne nogi i genialny tyłek okryty ledwie slipkami od Kleina. Jego syn Błażej znaczy się. Wcześniej, podczas sceny obrony Zbaraża, do łez rozłożyła mnie kurierka-sanitariuszka, żywcem wehikułem czasu przeniesiona z Powstania Warszawskiego. Momenty genialne, dla takich właśnie kochamy scenę.
A i Zagłoba (Juliusz Chrząstowski) już nigdy więcej nie będzie mi się kojarzył z wąsosumiastym i tłustym filmowym pierwowzorem.

Ta sztuka to przy okazji uroczy żarcik i lekki krakowski przytyk do Krystiana Lupy. Jak wiemy, Lupa jak weźmie dziesięciostronicowe opowiadanie (opowiadanie? Dwa limeryki Szymborskiej!), to może z niego zrobić trzydobowe dzieło wielkie i nieskończone (nieskończone przede wszystkim dla kości ogonowych). A Klata wziął przestarzałe trzy cegły i przerobił je na czterogodzinny spektakl (minus 40 minut na dwie przerwy). Znaczy się – można.

Uważam, że współczesny teatr jest dla ludzi młodych. Rupiecie chodzą i kwękają; porównują i szukają siódmego tła; jojczą i narzekają. A potem piszą takie swoje Pietrasiki i czują, że dobrze spełnili swój obowiązek. Dowód tutaj (polecam szczególnie rzyg pani z Naszego Dziennika, bardzo zabawny).

Tymczasem sztuka moi drodzy, szczególnie teatralna, nie jest dla zrzędliwych panów w okolicy kryzysu wieku średniego. Ma kształtować umysły dwudziestoparolatków, żeby ich choć trochę zaimpregnować przed wszechogarniającą medialna miałkością. I dlatego, ponieważ Lucy wyszła zachwycona, stawiam aż cztery gwiazdki na pięć możliwych. Na pewno warto, ale nie zapomnij z domu miękkiego jaśka.

Jan Klata TRYLOGIA

Jan Klata „Trylogia”, Stary Teatr w Krakowie, 2009

CHWDP

2010-03-07

Z niedowierzaniem pokręciłem głową po lekturze tego fragmentu. Trzeba przyznać, że policjanci są stałym, uniwersalnym i trwałym źródłem niezwykłych cytatów. 🙂

„Policjanci, słysząc obraźliwe hasła, nie powinni dać się sprowokować. Zdarza się jednak, że puszczają im nerwy, a wtedy spirala nienawiści jeszcze bardziej się nakręca.
– Ten skrót może równie dobrze oznaczać „hamujmy wszyscy działania przestępcze”, albo „chwalmy wszyscy działania policji” – twierdzi mł. insp. Mariusz Sokołowski.”
(źródełko)

A zatem pędzle w dłoń i hajda Chwalić Wspólnie Działania Policji!

Chwalmy Wszyscy Działania Policji

PIAROWCA!!!