Jose ole!

Na dobry początek coś dla Teresy, żeby od razu było dobre wejście:

Jose Galisteo przypomniał mi dlaczego i za co kochamy Hiszpanów. Pojawił się chłopak (no, właściwie chłop nie chłopak, bo w tym roku obchodzi 33 urodziny) w jakimś hiszpańskim kolorowym reality show, zajął bodajże szóste miejsce a i tak nikogo innego się nie pamięta. Wydał płytkę z coverami (pierwszy filmik to jeden z nich). Talentu na miarę wielkich nie ma, ale przynajmniej – w przeciwieństwie do Basshuntera – nie zrujnował największego hitu początku lat 90. ubiegłego wieku.

No i rzecz jasna śliczny jest jak marzenie.

Jose Galisteo

Ale ale, ilu znacie gwiazdorów lecących na urodzie, którzy wyglądają bez makijażu i Photoshopa lepiej niż z? Tymczasem on jest jednym z nich:

Jose Galisteo

Teresie do sztambucha dołożę jeszcze jedno:

Jose Galisteo

Jakby się ktoś z was (siadaj, Teresa, siadaj!) już wybierał kupować bilet do Barcelony, muszę go rozczarować. Chłopak ma dobry gust i woli młodość naturalną a nie newyorkerowo-ciuchlandową:

Jose Galisteo

No to już wiemy, za co kochamy Hiszpanów. A za co kochamy Hiszpanię? Nie, wcale nie za małżeństwa gejowskie. Za to, że nie mają problemu z wystawianiem do preselekcji eurowizyjnych takich Apollów jak Jose. Niestety piosenka jest dość okropna…

…ale mimo to trzymam kciuki, bo jeśli przejdzie i jakimś cudem będzie reprezentował Hiszpanię, to zainwestuję w co najmniej pięć SMSów premium.

Po tym drugim rozczarowaniu chwila wspomnień. Cała masa moich czytelników nie wie, jaka piosenka stała się europejskim symbolem 1990 roku. Nie, wcale nie była to jakaś Madonna z „Vogue” (Amerykanką jest i basta, choć u drugiego bohatera notki nagrywała chórki przez spory kawałek czasu). To Nick Kamen i słyszany już dzisiaj w coverze „I Promised Myself”.

Trzeba przyznać: wciąż działa.

Podczas występów na żywo nie bardzo mu szło, choć boski był jak zawsze. Ale tą rączką to może sobie – jak słusznie zauważył jeden z komentatorów – konia zwalić a nie na gitarze zagrać. 😉

W 2004 r. pojawił się recycling tej piosenki. Zawiera w tle takie szwabskie techno, że aż włosy dęba stają (uwierz na słowo, Teresko). No i sto razy za dużo cycków jak na moje oczekiwania. Nie będę zaśmiecał bloga: outside.

PS. Nie męczcie się przy wyszukiwarkach. Nigdy w życiu nie nagrał już ani jednej piosenki, która nadawałaby się do słuchania.

Reklamy

Tagi: , , , ,

Komentarzy 10 to “Jose ole!”

  1. Teresa Says:

    Moje pierwsze dziecko będzie miało na imię Jose 😉 Boski!

    Polubienie

  2. Azazel Says:

    Zdaje się, że „Jose” to po prostu nasz „Józek” 😛

    Polubienie

  3. Metka Boska Says:

    Raczej Zenek, po tacie.

    Polubienie

  4. jacek Says:

    no rzeczywiscie przystojniak. a jesli juz jestesmy przy coverach i eurowizyjnych typowaniach to to moj typ na ten rok

    http://hyakinthos1978.blogspot.com/2010/01/eurovision-2010-miro-vs-jose-galisteo.html

    Polubienie

  5. Ten ze wsi Says:

    Pierwszy raz słyszę to „I promise myself”

    Polubienie

  6. Ten ze wsi Says:

    tzn, to z 1990. No ale cóż, młody wtedy byłem.

    Polubienie

  7. jeffrey Says:

    Piekny. Ale piekni bywaja idiotami.

    Polubienie

  8. daniel Says:

    Co racja, to racja… 😉

    Polubienie

  9. mihala Says:

    jak fajni kolesie to geje albo zajęci – ostatno ta reguła ciagle mnie spotyka…

    Polubienie

  10. rohmi Says:

    Teresa to ma fajnie 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s