Lady Gaga: 35 minut sławy

No dobrze, przyznam się: nowa królowa popu powaliła mnie na kolana.

Od paru lat powtarzam w żartach, że dzisiejsza młodzież jest młodzieżą tragiczną, bo nawet nie mają swojej, takiej naprawdę własnej muzyki – praktycznie cały pop opiera się na przeróbkach i „nowych spojrzeniach” na muzykę lat 80. i 90. ubiegłego wieku a próby zrobienia czegoś nowego kończą się takimi Rihannami na przykład. Na dokładkę dogasające wielkie gwiazdy przełomu wieków również powoli odchodzą w niebyt. Rozpaczliwe chwytanie się brzytwy w postaci wzywania na pomoc murzyńskich producentów, znających tylko dwa sample, skutkują takimi potworkami jak „Hard Candy” na przykład.

The Fame MonsterTymczasem Lady Gaga pokazuje, że zabawy konwencjami mogą być świeże i zabawne. Gdy przestajesz silić się na udawanie rewolucyjnego geniusza i robisz po prostu swoją robotę, niespodziewanie wychodzi z tego coś tak fantastycznego jak „The Fame Monster”, które spokojnie można nazwać trzydziestoma pięcioma minutami sławy. Bo na nowym Extended Playu Gagi nie ma ani jednej złej piosenki, osiągnięcie w dzisiejszych czasach wręcz nieprawdopodobne.

Zamawiając w pre-sejlu „Fame Monstera” znałem tylko dwie piosenki z nowej płyty: produkt z najwyższej półki finansowej „Bad Romance” (ile razy oglądałeś ten clip? Ja dobijam do setki) i uroczą balladę „Speechless”. Tę drugą rzecz jasna w wersji live z premiery w Museum of Contemporary Art w Los Angeles z udziałem Russian Ballet – żadnej innej nie było. Po zestawieniu tych dwóch nowych utworów Gagi miałem wewnętrzne przeczucie, że to będzie bardzo dobrze wydane dziesięć funtów. I jest.

Jednym z dowodów pośrednich jest to, że przez pół dnia wybierałem piosenkę, którą mogę wrzucić w tle bloga (jeśli nie słyszysz, wejdź tu przez ten adres). I autentycznie nie umiałem się zdecydować. „Bad Romance” znają już wszyscy, poza tym przy całym moim zachwycie tym songiem jest to po prostu świetny hit na dyskotekę a nie tło czytania tekstów.

Ujął mnie rzecz jasna „Alejandro”, cudowny miks „Domino Dancing” Pet Shop Boys z dawno już zmarłym poczuciem humoru lekkopółśredniej Madonny. Wszystkie członki się kiwają, szczególnie gdy masz koło siebie kogoś wywołującego nadmiar endorfin.

Pamiętasz perkusję PRL-owskiego Kombi i Classic Nouveaux? Lubisz? No to zakochasz się w piosence „Monster”.

A może rockująca ballada, hymn na cześć prościutkiej muzyki z fortepianem, gitarą i perkusją; typu „baba staje i śpiewa”? Włącz – rzecz jasna – „Speechless”.

Pamiętasz może – dorosły mężczyzno – ciemność sali gimnastycznej w podstawówcze czy liceum, z kilkoma kolorowymi lampkami i srebrną kulą? Tego boskiego Marcina w obcisłych jeansach, który niestety tulił się do jakiegoś babusa a nie do ciebie, przez co pół wieczoru łkałeś cicho w kącie? Oj, tak. „Dance In The Dark”.

Wolisz usłyszeć kawałek łączący dwa najgorętsze nazwiska amerykańskiej sceny muzycznej? Ja tylko fragmentami, do momentu gdy wchodzi Beyonce krzycząc i jojcząc, ale niech ci będzie – w końcu „Telephone” będzie drugim singlem z tej płyty.

Skoro już przy gwiazdkach typu Beyonce czy Rihanny jesteśmy, cudownie żartuje sobie z nich „So Happy I Could Die”.

A może pójdziemy w groove i mroczne zakamarki nowojorskich klubów? Tam gdzie w świetle ultrafioletu widać tylko białe zęby boskiego latynosa spod ściany? „Teeth”.

No dobrze, skoro nie mogę się zdecydować, to niech to będzie mój własny wybór. Taki, który najlepiej odzwierciedli mój obecny stan ducha a przy okazji po raz kolejny udowodni Wam, jak bardzo zły mam gust. Chodź, przystojniaku, zatańczymy w ciemnościach.

————————————
Osiem piosenek. Jedna lepsza od drugiej. Wciągające, ironiczne, stawiające na nogi.

35 minutes of The Fame Monster.

PS. Błagam, nie kradnijcie tego. To jedna z najlepszych popowych płyt ostatnich lat, jeśli na tym nie zarobią, zmniejszą jej budżet! Przecież to tylko cztery dychy a „Deluxe Edition” posłuchasz u mnie. 🙂

Tagi: , , ,

Komentarzy 10 to “Lady Gaga: 35 minut sławy”

  1. Azazel Says:

    Jako „mizogin” wciąż zachwalasz jakieś baby…
    A co sądzisz o tym wykonawcy?
    http://muzyka.interia.pl/pop/news/usuniety-z-tv-bo-jest-gejem,1406417
    Od tej chwili stał się moim idolem – choć wolałbym go bez makijażu 😉

    Polubienie

  2. s. Says:

    Ja tam myślę, że jednak więcej niż 35 minut 😉
    W przeciwieństwie do innych gwiazdek ona umie śpiewać, co można sprawdzić odsłuchując nagrania sprzed okresu „Lady GaGa”.

    Polubienie

  3. gejowski Says:

    2Azazel: faceci w zasadzie nie umieją śpiewać, robią z igły (charczenie) widły (boski Sting). Lamberta szczerze mówiąc bym nie kupił. 🙂

    2s: Trwa 34 minuty i 11 sekund. Drugi krążek to raczej gratisowy dodatek do pierwszej, chociaż na Deluxe Edition dorzucono dwie piosenki bezpośrednio odwołujące się do disco lat 70.

    Polubienie

  4. Azazel Says:

    1000 x wolę solidny męski głos od pisków jakiejś wymalowanej szantrapy ze sztucznym cycem:P

    Polubienie

  5. marcin Says:

    tak, TAK! podzielam zachwyt – ten klip, romans z popartem, caly krazek. Ponad rok temu znajomym polecil mi ‚hit z NY’: „Ona bedzie wielka,uwierz”. 2 miesiace pozniej JUST DANCE bylo na miejscu 1.
    Lubie te aluzje do Vogue w Dance in the dark.

    Polubienie

  6. Ten ze wsi Says:

    A pamiętasz może jej koncert w Heaven, z którego wyszedłeś w połowie??? 🙂

    Polubienie

  7. gejowski Says:

    Pamiętam, było 46 stopni w cieniu…

    Polubienie

  8. Ten ze wsi Says:

    A czy na twojej płycie „Bad Romance” też jest ocenzurowana?

    Polubienie

  9. gejowski Says:

    Tak, ona jest „bitch” tylko na maxisinglu.

    Polubienie

  10. Ten ze wsi Says:

    A to dziwne.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s