Archive for Grudzień 2009

Wesołego alleluja

2009-12-31

…czy co tam będziecie wywrzaskiwać w okolicach północy. Do zobaczenia w przyszłym roku.

Wrocław

Reklamy

Telehorror skończony

2009-12-30

Wszystko się udało. W ciągu niecałych dwóch dób zdążyłem kupić telefon, zdjąć z niego simlocka i – z duszą na ramieniu – odzyskać wszystkie kontakty. Niech Darwinowi będą dzięki za moją wrodzoną niechęć do zmian i przesiadanie się na telefony w ramach tej samej marki. 🙂 Nadal jednak nie mam sensownego pomysłu jak by tu zrobić taki backup kontaktów, żeby mozna było je przenieść do czegoś innego niż SE.
Chociaż w zasadzie whatever, bo i tak nic co nie jest Sony Ericssonem mi się nie podoba. Problem wróci gdy Panasonic wreszcie wypuści upragnionych następców SA/VS.

Już zacząłem zrzędzić na nowego C902, zatem zostałem ukarany przez los po raz drugi. Humor do reszty zepsuł mi mój ukochany rozsypujący się Armani, w którym klawisz odbioru rozmów ostatecznie wyzionął ducha. Gdzie by to cudo naprawić…?

W każdą razą uprzejmnie oświadczam, że można już do mnie bez stresu dzwonić na oba numery. Skutkiem ubocznym jest bowiem to, że jedna z kart SIM wylądowała w… tak, to chyba oczywiste. W muzealnym Panasoniku VS6, który nadal ma ekran i dźwięk lepszy od prawie wszystkiego, co jest na rynku. Po latach całych…

Bosko.

2009-12-28

Uprałem swój telefon.

W końcu zawsze musi być ten pierwszy raz, nie?

Muszę przyznać…

2009-12-26

…że Teresa ciągle jest w stanie mnie zaskoczyć. Oczywiście spierdoli numer koncertowo, jak to ma w zwyczaju; później będzie się tłumaczyć złym rokiem 2009, jak to ma w zwyczaju; następnie znowu utyje, jak to ma w zwyczaju.

Ale wtedy moje podsumowanie roku 2009 będzie rewelacyjne. 🙂

Stay tuned!

Święta Godowe

2009-12-24

Wigilia

(ukradzione z Hodowli Idei)
———————————————

Koniec grudnia kojarzy mi się od kilku lat z kasowaniem dziesiątek gównianych pseudokartek, które uświadamiają mi, jak wiele firm posiada mój adres e-mail (czyli z jak wielu usług internetowych korzystałem). Kiedyś się na to wkurzałem, teraz już mi przeszło. Ot, znak czasów, trzeba nauczyć się klikać na klawisz „Del” na klawiaturze z odpowiednią prędkością: tak, aby zmieścić się w tej jednej czwartej sekundy pomiędzy przeskoczeniem belki w programie pocztowym na dół a rozpoczęciem ładowania niemieckich choineczek. Ostatnio doszedłem w tym do perfekcji. 🙂

Nie obsmarujesz, nie pojedziesz

2009-12-18

Znak czasów mnie dopadł. Rzuciłem okiem na dokładniejsze statystyki bloga i wyszło na to, że goście zwalają się tłumnie wyłącznie w przypadku zamieszczenia notki obsmarowująco-plotkarskiej. Hitem tego roku okazał się dzień obsmarowywania Wengi, nieco tylko ustępuje mu dzień drugi akcji „Teresa tyje”, na czwartym miejscu „Obóz koncentracyjny Wawa2”, czyli obsmarowywanie Importowanego Prawnika jakiś czas temu.

Z kolei najmniejszy odzew wywołują recenzje książek i sztuk teatralnych. :-/

No dobra, skoro mają byc albo ploty albo golizna to dorzucę jeszcze radę dodatkową co do sobotniej imprezy. Otóż jeśli już kompletnie nie wiesz, czym mi sprawić przyjemność prezentową, zawsze możesz przejść do estetycznej. Czyli: jako dodatek do prezentu weź ze sobą krótkie spodenki, przebierz się na miejscu i świeć golizną na sobotnim spędzie ciot. W końcu to mój główny fetysz, tak? Przykłady poniżej.

Na Darwina, ile ja się musiałem namęczyć z tymi fragmentami, żeby nie przekroczyć „dozwolonego użytku”, w ramach prawa do cytatu, w postaci 30% zdjęcia. 🙂

Nogi

PS. Wniosek o krótkie spodenki NIE dotyczy Teresy. Pod żadnym pozorem!

Wenge

2009-12-17

SzczękiSzaleństwo rewolucji 1989 roku zmieniło w tym kraju wszystko. Politykę, plany życiowe, gospodarkę, stany zniewolonych polskich umysłów. Nagle wszyscy zaczęli podejmować decyzje w sprawie swojego życia na własną rękę. Nikt nikomu nie mówił, jak się ubrać, gdzie pracować, czego nie pisać (choć cenzura siłą inercji jeszcze trochę działała). Na ulice wyległy łóżka polowe i szczęki, w których przejawiły się pierwsze jaskółki kapitalizmu. Wszystko miało być nowe, inne, przyszedł czas zmian.

RokokoDotyczył on również mieszkań i domów post-PRLowskich. Niemalże z dnia na dzień obecne u wszystkich kanapy, fotele w stylu lat 70. (po co było tworzyć nowy design, skoro i tak wszystko schodziło na pniu), koszmarne meblościanki na wysoki połysk, lakierowane stoły z krzesłami… stało się niemodne, przypominało o złym czasie. Ludzie odreagowywali to w sposób absolutnie zgodny z ich brakiem wyczucia stylu, złym gustem i głupotą naraz. Szczytem mody były ohydne mebliszcza neorokokowe, upstrzone „luksusowymi” rzeźbieniami, kryształowe lustra w kapiącej od kryształów ramie, wszystko malowane obrzydliwą złotą farbą. Przez kilka lat tego typu potworki – dzisiaj spotykane już chyba tylko u Rosjan – były szczytem marzeń. Na szczęście otrzeźwienie przyszło dość szybko, nowe magazyny poświęcone wnętrzarstwu odwaliły orkę na ugorze. Pokazały, na czym polega minimalizm, piękno prostych linii, stonowane kolory. Problem w tym, że na obrazkach prezentowano szczyty osiągnięć designu włoskiego a do polskich mieszkań trafiły… brawo. Znowu podróby.

WengeZalew mebli w kolorze „wenge” na tle ścian ecru przekraczał wyobrażenia. Kolory te należą do najłatwiejszych do zestawienia. Polacy nie umieli zestawiać ani form ani kolorów – wenge było dla nich wybawieniem. I w tej straszności ludzie żyją do dzisiaj. Miałem nadzieję, że ten koszmar mojej młodości na zawsze odszedł w niepamięć – razem z szafirowym garniturem z poliestru, w którym z dumą paradowałem przez kilka miesięcy (zanim nie spojrzałem wreszcie w lustro).

I oto koszmar z ulicy Wiązów powrócił. Poszedłem na parapetówkę (właściwie pojechałem, bo ja się na Białoruś samolotami nie wybieram) i stanąłem jak wryty.

1. Schody ecru. Drzwi wejściowe wenge.
2. Korytarzyk wenge (ściany ecru).
3. W kuchni wenge. Plus ecru.
4. Sypialnia wenge, ściany ecru, ubarwieniem jest biała wykładzina dywanowa typu „obedrzyj owcę ze skóry”, który to użytkowy błąd jako pierwsze w towarzystwie popełniły dzieci.
Czerwona krata5. W salonie wenge. I pierwszy kolor: obrus w biało-czerwoną kratkę.
O Darwinie, o mało nie dostałem orgazmu! Nigdy wcześniej nie uznawałem obrusów w czerwono-białą kratkę za tak piekne i wyjątkowe jak w tym momencie!

Uciekłem z Raandem do jedynego miejsca, które miało szanse na jakiś kolor. Znaczy się do 6. łazienki. No fakt, odmiana: poza wenge i ecru były jeszcze kafelki z jasnobrązowym wzorkiem.

To przerażające doświadczenie uzmysłowiło mi, że nie ma znaczenia, jaką fortunę wydasz na umeblowanie mieszkania. Wenge jest ZŁE. Zawsze ZŁE. Bez względu na to czy wydano na to 40 tysięcy jak Wenge czy 60 jak Importowany Prawnik lub jego łódzka konkurencja. Nie istnieje coś takiego jak „ładne wenge”. To oksymoron.

Od tej chwili wiem już, że nie ma najmniejszego problemu z prezentami dla nich wszystkich. Można kupować KAŻDĄ RZECZ, co tylko dusza wymarzy, pod warunkiem, że będzie zielone, czerwone, żółte, pomarańczowe, niebieskie, chabrowe itd. Bo ten depresyjny zestaw wenge z ecru można przełamać tylko kiczem i nadmiarem.
Maskami weneckimi, zdjęciami karnawału w Rio, kopią Kandinsky’ego lub Pollocka (nie musi być dodatkowo obspermiona), strojem drag-queen. Wtedy wenge stanie się elementem i podmiotem drwiny, mrugnięciem oka a tym samym nabierze klasy.
A zatem moi drodzy: kupujemy im wszystko, co tylko ma jakiś kolor. Można zacząć od kolorowych szklanych kuleczek z Ikei, zwanych przyciskami do papieru.

A dla Wenge dodatkowo krzesła. Dużo kolorowych krzeseł. 🙂

Wenge

No dobra, to już wyjaśniłem, dlaczego Xell od tej chwili będzie przeze mnie nazywany per „Wenge”, czas wrócić do imprezy.

Moim podstawowym problemem było to, że musiałem być trzeźwy. Herbatki zdecydowanie nie są w stanie zapewnić dobrej zabawy – przynajmniej nie mnie.
Drugim był fakt wstawania w niedzielę o obłędnej szóstej rano. Przez cały czas przed oczami stał mi zegar (wenge), skutecznie psując mi nastrój.
Trzecim problemem był brak wysokich chudych dwudziestoparolatków z owłosionymi nogami: miało być ich co najmniej trzech, był jeden, za to pijany w trupa. 😉
No i grzech młodości, czyli Prawie Brunet, którego błyskawice z oczu wypaliły mi w plecach dziury odczuwalne do dzisiaj. 🙂 Nawiasem mówiąc: nadal mi się podoba, podobnie zresztą jak jego małżonek. Zgadnijcie, dlaczego:

Nogi

W związku z kiepskim humorem, spowodowanym przez wyżej wymienione czynniki herbaciano-zegarowe, postanowiłem nie psuć innym świetnej zabawy (a widziałem, że impreza się udała, trudno tego nie docenić) i zmyłem się do domu.

W którym nie mam nic wenge. 🙂

Prezenty

2009-12-16

Tak, wiem, że powinienem wreszcie obsmarować Wenge, zwaną kiedyś Xellią, ale albo nie mam czasu albo jak już go mam to wengi… to znaczy weny nie staje. Ale wciąż zakładam, że coś na ten temat będzie.

Krótka notka dla tych 18 już osób, które potwierdziły obecność na moich imieninach: jeżeli ktoś z was wciąż ma problem z wymyśleniem zabawnego, zaskakującego lub boskiego drobiazgu, mam na liście jeszcze dwie rzeczy, z których bardzo bym się ucieszył. Żeby nie dostać ich w siedmiu egzemplarzach, nie napiszę o co chodzi. Można zapytać SMSem.
UPDATE ze środowego południa: lista prezentowa właśnie się skończyła. Jestem głęboko oburzony, że tak wielu z was nie ma pomysłu na to co lubię! Grrr. 🙂

PS. Zakładam, że zdajecie sobie sprawę, że będzie też mój imiennik? Pod pojęciem „zdawania” mam na myśli pamiętanie również o jego imieninach. 🙂

Ciężkie życie z HIV / AIDS

2009-12-10

Po długim namyśle zrezygnowałem z planowanej notki związanej ze Światowym Dniem Walki z AIDS, którą miałem puścić 1 grudnia. Owszem, pomysł miałem świetny, ale ostatecznie doszedłem do wniosku, że nie umiem połaczyć ognia z wodą – czyli ostrzeżenia z całkowitym brakiem stygmatyzacji. Zabrakło mi albo odpowiedniej liczby powiązań międzyneuronowych w płacie czołowym, albo wiedzy, albo inteligencji a najbardziej empatii i delikatności (te dwie ostatnie cechy występują u mnie w ilościach minimalnych).

Dzisiaj natrafiłem na wywiad, który trafia w dziesiątkę. W którym czytamy, jak okrutne są skutki uboczne leków antyretrowirusowych. Jak bardzo degenerują one poszczególne narządy, gospodarkę lipidową, jak niszczą wygląd i co najważniejsze – jak degenerują mózg. Z HIV i AIDS można rzeczywiście żyć dziesiątki lat, ale jest to życie, które w finale nie ma w sobie ani grama przyjemności czy komfortu. Zdecydowałem się przekleić cytat i pod nim link do całości.

Powinni to przeczytać przede wszystkim młodzi ludzie, w wieku do 30 lat, ponieważ to oni stanowią ponad 50-procentową grupę osób, u których wykrywa się nowe zakażenia. Tak, moi drodzy, to nie trzydziechy i ryczące czterdziechy roznoszą HIV po Polsce – odpowiadają za to młodzi, seksowni, ładni chłopcy.

Dużo słyszy się o tym, że z HIV można żyć bardzo długo, że leki antyretrowirusowe dają duży komfort życia i że można je brać przez 20 – 30 lat, że są za darmo i że właściwe HIV nic nie zmienia w życiu. To nie jest prawda, HIV zmienia bardzo dużo.
Leki mają mnóstwo skutków ubocznych: codzienne biegunki, nudności, zaburzenia gospodarki lipidowej, zmiana wyglądu poprzez lipodystrofię czyli nierównomierne rozmieszczenie tkanki tłuszczowej, zaburzenia obwodowego układu nerwowego (neuropatia obwodowa), zaburzenia czucia nerwów, inaczej czujemy zimno – ciepło, ból itd. Również problemy z niewydolnością wątroby, trzustki i problemy neuropoznawcze czyli z koncentracją, uczeniem się.

Po wielu latach stosowania leków napisanie nawet najprostszego tekstu może stanowić trudność.

Druga strona tęczy, Replika nr 22, grudzień 2009

Teresa pije

2009-12-09

– Tereeeesa, z czym chcesz kawę?!
– Z wódką i lodem! – odkrzyczała Teresa. – Może być bez kawy.