Archive for Listopad 2009

Polska jako bankrut

2009-11-29

Teresa zapytała mnie kilka dni temu czy to oznacza, że ma kupować po cztery dukaty miesięcznie. Odpowiedziałem jej, że nie. Kupować je będzie jeszcze jakieś 25-30 lat. Małe są szanse, żeby wydawała je dłużej niż połowę tego okresu. Zatem dwa miesięcznie w zupełności wystarczą. W razie czego zawsze może odpicować (oj) i sprzedać swoją hobbicią norę przed pójściem do domu spokojnej starości. 🙂

Reklamy

The looser has to fall

2009-11-26

Obejrzałem pornograficzny film Cadinota „Napaleni na szlaku”, w którym kilkunastu francuskich skautów – co najmniej dwudziestoletnich – dziarsko i radośnie przemierza wiejski pejzaż. Reżyser poświęcił sporo czasu czynnościom wstępnym: zapasom i pływaniu oraz ponętnie wybrzuszonym luźnym spodenkom barwy khaki. Film dotyka istoty tamtych młodzieńczych tęsknot, cudownego bólu wyczekiwania i odmowy. To właśnie, muszę zaznaczyć, podnieca mnie niezmiennie, po latach swobody i dogłębnych badań; dlatego najbardziej lubiłem, gdy Jess nie zdejmował gatek.

Namiętność wobec naszych dręczycieli, świadomość, że najskrytsze pragnienie może człowieka tylko zdemaskować, wykluczyć z plemienia, to makabra. By więc oszczędzić sobie takich doznań, po osiągnięciu dorosłości znajduje się własne plemię – istot ulepionych z tej samej gliny. Tylko że takie odczucia czasem są nieuniknione, co mi się zdarzyło tego ranka, kiedy na widok Jessa wśród facetów w skórze zadumałem się, co też takiego oni mają, czego ja dać nie mogę. Nie wiedzieć skąd dopadł mnie ten odwieczny ból, przypominając, że już nigdy nie będę na tyle silny, przystojny ani młody, żeby pośród mężczyzn naprawdę poczuć się mężczyzną.

Armistead Maupin ”Nocny słuchacz”, Wydawnictwo Literackie 2009

Klęska Flash Forward

2009-11-26

No proszę, nie minęły jeszcze nawet trzy tygodnie od mojego wpisu na temat najnowszego badziewia sieci ABC a już mój czarny profetyzm zadziałał. Zamiast wykreowania nowego „Lost” ABC wpakowało kupę kasy w nudziarstwo, którego nawet Amerykanie nie chcą oglądać. Telespece błyskawicznie zorientowali się, że to cudo nie dość że jest do dupy to jeszcze przynosi straty.

Pożegnajcie się zatem z Flash Forward zanim zdążyliście na dobre się przywitać. Bedzie więcej kasy na „Desperate Housewives” i czwarty sezon „Ugly Betty” – jak tu się nie cieszyć? 🙂

PS. I dobrze im tak. ABC należało się za zamknięcie uroczego i przezabawnego „Dirty Sexy Money”!

Nocny słuchacz

2009-11-22

Rzadko mi się zdarza recenzować naraz zarówno książkę jak i film, ale tym razem ułatwiło mi to zadanie. Po lekturze powieści Maupina byłem usatysfakcjonowany gdzieś tak na 80%. Obejrzenie koszmarnie złego, nudnego i bezsensownego filmidła z Robinem Williamsem (to ten spec od ról nauczycieli i przewodników życiowych) automatycznie poprawiło ocenę książki.

Nocny słuchaczW powieści Armisteada Maupina znajdujemy dwa rdzenie. Pierwszy to fabuła – prosta, przewidywalna, nieco manieryczna, w gruncie rzeczy mało interesująca. Ot, słynny radiowiec zaczyna nocne rozmowy z 14-latkiem, który przez całe dzieciństwo był sprzedawany przez swoich rodziców pedofilom obojga płci, filmowany, zaś filmy te sprzedawano. Chłopak napisał o tym książkę. Opis brzmi drastycznie, w rzeczywistości jednak wątek jest nudny jak moje kalesony i trzeba sporej dozy silnej woli, żeby nie zacząć przerzucać kartek dalej.

Drugi rdzeń jest majstersztykiem. Opisuje bowiem linearnie historię wielkiej miłości (i równie wielkiego jej upadku) czterdziestoletniego Gabriela Noone’a do dwudziestoletniego Jessa. Patrzymy na kolejne osiem lat ich życia. Typowość układu starszy-młodszy rozbijają dwie rzeczy. Po pierwsze młodszy Jess jest nosicielem HIV i w pewnym momencie o mało co nie wyniósł się z tego świata. To dość drastycznie zmieniło jego nastawienie do życia, związku i swojej przyszłości. Gabriel Noone był jego jedyną podporą – bez względu na to, czy weźmiemy pod uwagę (bezpieczny) seks, zarabianie na życie czy też podawanie basenu podczas stadium prawie terminalnego.
Po drugie, Gabriel Noone w swoim związku z Jessem znajdywał preteksty, inspiracje i pomysły do swoich kolejnych radiowych opowieści; wysysał z niego intensywne emocje i przerabiał artystycznie. Słuchowiska przyniosły mu sławę, pieniądze i poważanie. Nie ma tu zatem jednoznacznego przepływu wyłącznie pozytywnych zdarzeń czy emocji – obaj przez ten czas wyciągali ze swojego związku coś, czego potrzebowali. A potem nagle pękło i pięćdziesięcioletni Noone probuje zrozumieć, dlaczego tak się stało.

Książka Armisteada Maupina to nie tylko opis ale i dogłębna wiwisekcja umysłu starzejącego się geja. Dowiemy się z niej, w jaki sposób zmieniają się priorytety, na czym polega niebezpieczeństwo poczucia bycia zbędnym, w jaki sposób zmienia się postrzeganie świata (a właściwie dwóch światów – hetero- i homoseksualnego). Mamy poczucie, że uczestniczymy w powstawaniu ogólnej idei na czym ma polegać sens życia po pięćdziesiątce. Ze strony Jessa zaś widzimy szybką naukę czym jest życie, na czym polegać może związek z kimś znacznie starszym od siebie; jakie są jego zalety, wady i ograniczenia.

I w tym wymiarze powieść Maupina jest wybitna. W polskiej literaturze praktycznie nie ma odpowiednika, jeśli pominiemy bełkotliwe „Milczenie” Stryjkowskiego.

A film? Otóż film skupił się na opisywanej na początku fabule, której treść można streścić w kilku zdaniach. Nie podam zakończenia, bo o ile już po kwadransie oglądania filmu znamy finał, to zepsułbym przyjemność czytania powieści. W niej bowiem, gdy wątek 14-latka staje się uzupełniający, nie przeszkadza zanadto. W scenariuszu staje się totalnym gniotem ze słabym aktorstwem (Williams gra dwiema minami, włócząc się w kufajce i czapce z kąta w kąt; dobra jest w zasadzie tylko Toni Collette, która autentycznie straszy i przeraża), zerem fabuły, brakiem jakiegokolwiek zaskoczenia i drewnianym Jessem (Bobby Cannavale), który w filmach może służyć wyłącznie jako element ozdobny, dekoracja, coś w rodzaju paprotki w kącie. Film jest autentycznie beznadziejny i co gorsza psuje do cna przyjemność i chęć przeczytania powieści Maupina. Dlatego werdykt brzmi:

1. „Nocnego słuchacza” z Robinem Williamsem absolutnie nie wolno oglądać
2. …jak już musisz, bo czujesz, że twoje życie od tego zależy: NIE PRZED przeczytaniem książki…
3. …która jest rzeczą wartościową i wartą poznania.

Armistead Maupin ”Nocny słuchacz”, Wydawnictwo Literackie 2009

Patrick Stettner „Nocny słuchacz„, Hart Sharp Entertainment / Miramax Films

Piątek trzynastego

2009-11-18

Nigdy nie wierzyłem w złowieszczą moc piątku trzynastego. Zdaję sobie bowiem sprawę, że ta newralgiczna dla wielu data jest emanacją katolickiego lifestyle’u.
Trzynasty jest wśród chrześcijan uznawany za pechowy, ponieważ „trzynastym apostołem” niejakiego Jesusa z Nazaretu (z którego to imiennikiem aktualnie pieprzy się Madonna – i ja jej zazdroszczę jak pół świata) był Judasz. Piątek zaś jest fałszywie uznawany za dzień zejścia tejże niezbędnej dla katolicyzu postaci impotenta-eunucha, w którym nie wiedzieć czemu zakochała się na zabój prostytutka Maria M.

Jeszcze nigdy dotąd nie zdarzyło się, żebym miał jakieś złe doświadczenia z piątkiem trzynastego. Teraz w moim światopoglądzie pojawił mi się uszczerbek. Każdy ma jakiś pechowy dzień, dla mnie jak widać jest to wtorek siedemnastego.

Obudziłem się z koszmarnym bólem gardła, którego nie udało mi się zaleczyć.
Ojciec rozbił w drzazgi samochód.
Spóźniłem się na spotkanie, klient nie zaczekał – i w gruncie rzeczy wcale mu się nie dziwię.
Tramwaj nie przyjechał, musiałem wziąć taksówkę.
W FouFou nie było Ewy, której mógłbym się wypłakać.
W Ganku zaś miałem do czynienia z samymi szczęśliwymi parami, które swą zażyłością kłuły w oczy.
Mój potencjalny (czy raczej: potencjalny potencjalny) lepiej czuł się w towarzystwie mojego exa niż moim.
Taksówkarz próbował mnie orżnąć na 5 złotych.

Ergo: moim pechowym dniem będzie odtąd wtorek siedemnastego. Howgh.

Koncert A-HA a geje z importu

2009-11-16

Tak sobie myślę czy właściciele Ganimedesa zdają sobie sprawę z potencjalnego najazdu dziesiątek albo i setek ciotek we wtorek po 23.00?

Chiara Siracusa – she’s The One

2009-11-13

Chiara

Właśnie sobie uświadomiłem, że nigdy tu tego nie napisałem, więc piszę teraz: Chiara jest poza wszelką konkurencją (dopóki na Eurowizję nie pojedzie Susan Boyle).

PS. Po kliknięciu na zdjęcie – niespodzianka dla Teresy i zapowiedź horroru dla reszty przyjaciółek.

Odpowiedzi cioci Kloci

2009-11-12

Znowu mi się nazbierało trochę fraz z wyszukiwarek, które poprowadziły naród na mojego bloga, zatem teraz będzie kilka szybkich wyjaśnień. W końcu nawet Królowa schodzi czasem z tronu.

gej-dresiarz blogspot – geje dresiarze owszem istnieją (chociaż głównie w snach) ale z całą pewnością nie korzystają ze światowych serwerów blogerskich – sugeruję raczej pingera czy inne sajty dla bachorów.

oto ameryka dokument – no przykro mi, ale legendarny film puszczony w telewizorze za późnego PRL-u nie jest dostępny w Internecie – ani legalnie ani mniej legalnie.

you made my day co to znaczy – nieprzetłumaczalne. Oznacza to mniej więcej tyle co „dzieki temu co zrobiłeś/powiedziałeś/napisałeś poprawiłeś mi humor na cały dzień”. Komplement. Szczery, raczej rzadki.

gotowe dialogi na temat homoseksualizmu – co, radio bez ryja już zbankrutowało???

najbardziej dresiarskie miasta – Łódź i Katowice. Ale te ślunskie dresy to jakieś takie niedorobione są: mówią „dobry wieczór”, „dziękuję” i „dobranoc”. Przynajmniej w kolejce po małpkę do nocnego.

kasztany waginami – ja się nawet nie chcę domyślać o co chodzi, Priscilla rulez. Zaraz, tam chyba były piłeczki ping-pongowe?

blu queen łódź cena – 470 tysięcy. Nie poszedł. 🙂

i na koniec:

fetysz gejowski – no jak to, JA!

Za co kochamy Google Maps?

2009-11-11

Za dowcipnych programistów tej niezwykle użytecznej acz często oszukującej aplikacji.

Ustawiłem punkt startu w Tokio i cel w San Francisco. A teraz sobie kliknijcie i przyjrzyjcie się zawartości czerwonego prostokąta.
Od razu kac stał się przyjemniejszy. 😉

Tokyo - San Francisco

Geje i lesbijki. Życie i kultura

2009-11-09

Robert Aldrich: Geje i lesbijki. Życie i kulturaNa pierwszy rzut oka potężna księga pod redakcją Roberta Aldricha mogłaby zasługiwać na miano encyklopedii homoseksualizmu na przestrzeni wieków. Dopiero po jej przeczytaniu widzimy jednak, że ta imponująca pozycja jest w gruncie rzeczy tylko zalążkiem, indeksem po historii gejów i lesbijek. Wyszła w Polsce jako pierwsze wielkie dzieło poświęcone naszej przeszłości i dzięki temu zbiera bonusowe zainteresowanie – choć nie jest ani pierwszym ani najlepszym tego typu wydawnictwem na świecie. Jest jednak doskonałym wstępem do samokształceniowego poszukiwania wiedzy, o której nikt nigdy w szkole czy domu nam nie mówił.

Jest to antologia esejów napisanych pod redakcją profesora historii europejskiej. Brzmi strasznie, ale w rzeczywistości jest napisana prostym językiem i nie oczekuje od czytelnika jakiejkolwiek wcześniejszej wiedzy w temacie.
Konstrukcja antologiczna wymusza podział nielinearny. Oczywiście podstawowe zasady są tu zachowane – zaczynamy od kultur starożytnych i powoli zbliżamy się do współczesności. Mniej więcej w okolicach XVIII wieku linearność zostaje złamana – czytamy teksty o homoseksualizmie w kulturach zupełnie nam nieznanych (Bliski Wschód, Chiny, Japonia, Ameryka Południowa, Afryka i tak dalej), które częściowo przenoszą nas w te i we wte o jakieś 200 lat. Odmitologizowuje legendę „wspaniałej” kultury arabskiej i tureckiej, zafałszowanej ponad sto lat temu.

Eseje poświęcone XIX i XX wiekowi rozbijają linearność jeszcze bardziej. Odrębne rozdziały poświęcone lesbijkom rozświetliły mi w mózgu mroki niewiedzy. Nigdy wcześniej nie interesowałem się lesbijkami (no bo niby czemu miałbym?) a teraz przynajmniej chwytam, jakie są ich główne problemy i czym różni się emancypacja LES w wielkim worku określanym jako ruch LGBT.

Trudno nie paść na kolana przed formą wydawniczą tej książki – porządny kredowy papier, ciekawe ilustracje (ich dobór także wzbudza szacunek – nie ma tu prawie żadnych wyświechtanych Apollów i tym podobnych). Zarówno Robert Aldrich jak i Universitas odwalili kawał doskonałej roboty.

Zastanawiałem się nad sensem pisania pogłębionej recenzji z tej książki, ale uznałem, że w gruncie rzeczy nie bardzo miałaby ona sens. Musiałbym napisać prawie książkę o książce. Na szczęście w ramach materiałów promocyjnych znalazłem plik PDF, w którym znajdziecie obszerne fragmenty antologii. Myślę, że po zainwestowaniu pół godziny życia w przeczytanie tego pliku sam już będziecie wiedzieć, że te 50 zł za świetnie wydaną całość to sprawa groszowa i zdecydowanie sensowniejsza niż kupowanie Grocholi. A zatem oddaję głos samym autorom – miłej lektury.

Robert Aldrich, ”Geje i lesbijki. Życie i kultura”, Universitas 2009