Archive for Październik 2009

Rzucanie szklankami

2009-10-30

Wieczorek karaoke w zasadzie byłby jak zawsze, gdyby nie to, że wszyscy marzyliśmy wyłącznie o pójściu do wyrek bez podtekstów ekwilibrystyczno-frykcyjnych.

Niewątpliwie gwoździem programu był Eguś, który odreagowywał stratę premii i idiotyczne rozpiski planu życia na dwa miesiące wprzód. Dobiło go ostatecznie skatowanie przez kogoś piosenki „To nie ja” a jako że Eguś ma drugie przezwisko „Edyta”, chyba wszystko jasne. W efekcie zaczął rzucać szklankami po całym klubie (rzecz jasna nie swoimi, egocentryzm w toku) a potem zwinął się i odpłynął do loży naprzeciwko do kilku ciastek, które od mrugania do niego prawie nabawiły się tików nerwowych.

Teresa dobrze zaczęła pierwsze takty Armstronga a potem coś jej na mózg padło i pociągnęła dyszkantem, rujnując tym samym najprostszą chyba piosenkę świata (o Armstrongu wiele można powiedzieć ale nie to, że miał głos).

Summa sumarum Teresa nie wiedzieć czemu odmówiła powrotu do domu nocnym autobusem (chociaż praktycznie staliśmy obok niego) i postanowiła dojechać później i pięć razy drożej. No cóż, życie.

Przypominam towarzyszom, że Halloween/Samhain u mnie jest tylko wstępem, proszę wziąć pod uwagę, że mają być pierwsze przymrozki. Na pytanie „kto będzie” nawet już nie odpowiadam, bo skoro wszyscy od lat emanują chamstwem przejawiającym się brakiem potwierdzeń lub odmówień, to skąd ja mam wiedzieć, ile sztuk się przywlecze? To jeden z powodów dla których nigdy nie męczę się z przygotowywaniem żarcia – jak się nauczycie wysyłać SMSy „będę” i „spierdalaj”, zabiorę się za gotowanie. 🙂

Ponoć będą jakieś babeczki od Wiedźmy, ale jak nie zobaczę to nie uwierzę.

PS. O wzmiankowanym Samhain pisałem dwa lata temu i nie będę się powtarzał.

Reklamy

Ijaijaijeeeej

2009-10-30

Biegając po internetowych darkroomach (fellow, gayromeo) natrafia się na niesamowite przykłady koszmaru z ulicy Wiązów wprowadzonego w życie. Chociaż materiału byłoby całe mnóstwo, nie chcę powielać już istniejących stron zawierających co bardziej zaskakujące idee promocyjne zawarte na profilach. Ale tego odpuścić po prostu nie mogłem, bo chłopiec z Krakowa (sic!) po prostu made my day.

Zamieszczając w ramach „opisu siebie” to oto jutjubowe dzieło.

A teraz, kochane, kiecki w górę i dajemy: iiiaijaijeeeej!

Szlachectwo zobowiązuje

2009-10-29

Wczoraj nie wypaliła mi randka (to znaczy wypaliła, ale skróciła się do kilku minut gdzieś koło jakichś garaży – o tempora, o mores) i już byłem pewien, że spokojnie wrócę sobie do domu i spędzę wieczór na oglądaniu jakiegoś badziewia – hirołsów na przykład czy innego barachła. Nic z tego.
Zdzwoniliśmy się z Wiedźmą, którą właśnie nawiedziła zakatarzona Aktorzyca i doszliśmy do wniosku, że trzeba podreperować zdrowie. Wiedźma psychiczne antydepresantem kawowym o mocy nieokreślonej; Aktorzyca obciekała śluzem, zatem zabrała się za alasz; ja w zasadzie nie pamiętam, ale chyba wszystkim po trochu. Wpadły jeszcze dzieci, z czego starsze nieco zszokowane odkryło brak wódy w zamrażarce i od razu straciło humor. Za to ja pozbyłem się dwuletniej resztki żołądkowej gorzkiej.

Ale o co to mi chodziło? A, już wiem. Aktorzyca chce pójść na karaoke i ciągnie mnie do Ganka dzisiaj wieczorem. Osobiście nie jestem przekonany, bo oznaczałoby to skrócenie randki, ale może wyślę z nią Teresę? Vulgarna niestety nie ma czasu.
Wersja najbardziej oczywista – nigdzie nie idę i mam to wszystko w dupie – nie wchodzi w rachubę. Naszą powinnością wobec społeczeństwa jest chlanie i bawienie się do białego rana w środku tygodnia. Szlachectwo i ciotostwo zobowiązują.

Jacyś chętni do dołączenia? Na mejla poproszę (jest w kontaktach aseksualnych po prawej).

21

2009-10-26

Weekend upłynął przede wszystkim pod znakiem domówki u dzieci, które jeszcze raz postanowiły spróbować zintegrować heteryczne kobiety z ciotkami. Pomysł drastyczny i zwykle mający małe szanse powodzenia, ale tym razem się udało. Rzecz jasna najlepszym pomysłem imprezowym była gra w 21. Jeśli ktoś nie wie co to jest, może zapytać kogokolwiek z kręgów zbliżonych. 🙂

Jakimś cudem udało mi się wstać już o 14 i kwadrans później odebrać telefon od włóczących się gdzieś po mieście Marcysiów. Wpadli na kawę, potem drugą, potem wpadła Vulgarna i tak jakoś przyszła północ.

W sumie weekend dziwny, bo z mojego punktu widzenia jednak pod znakiem wyprowadzki exa. Ale nikogo tym nie zadręczałem, bo jak wiadomo należy najpierw przerobić zdarzenia życiowe we własnych zwojach mózgowych, zanim zabierzemy się za rujnowanie czyjegoś humoru.

Słowo na niedzielę: Papa Ratzi

2009-10-23

Ogłaszam kapitulację.

Najpierw był mój ex-ex, potem Xell u siebie a potem wszystkie moje skrzynki e-mailowe zalały wiadomości z tym samym linkiem.

Nie wiem, kto był pierwszy, ale po takiej kanonadzie postanowiłem spasować i nie czekać na weekend. Naprawdę nie planowałem trzeciej z rzędu notki YouTube’owej, ale tego po prostu nie można nie obejrzeć (źle wygląda na pełnym ekranie, oglądamy zatem w okienku).

Ole!

Tacy faceci nie istnieją…

2009-10-22

…niestety.

How sweet

2009-10-22

(uwielbiam takie zabawy!)

165 lat galerianek

2009-10-21

Ludzie podniecają się galeriankami (zarówno płci żeńskiej jak i męskiej), jakby to była jakaś wielka nowość. Bez sensu. Po pierwsze dlatego, że sami wychowali swoich nastoletnich „galerianów” na dziwki; było mniej siedzieć przed telewizorem a więcej zajmować się dzieciakiem. Po drugie zaś, ponieważ idea galerianek ma już ponad 160 lat. 🙂

Jestem akurat w trakcie lektury monumentalnego dzieła poświęconego historii homoseksualizmu – pod redakcją Roberta Aldricha – i chwilę temu natrafiłem na przezabawny i jakże współczesny fragment zawarty w części dotyczącej czasów po Rewolucji Francuskiej:

„Jedno z najbardziej znanych miejsc schadzek paryskich homoseksualistów XIX wieku to Galerie d’Orleans w Palais Royal. W 1843 roku właściciele mieszczących się w galerii sklepów wystosowali petycję do władz miejskich, twierdząc, iż ‚[galeria] stała się siedliskiem próżniaków, wykorzystujących ją w niecnych celach, o których wstyd wspominać’.”

A zatem drogie galerianki, drodzy obciągacze w hipermarketowych kiblach i inni z nimi się identyfikujący: za waszymi sposobami zaspokajania popędu seksualnego stoi 165 lat tradycji. Nie ma się czego wstydzić. 🙂

Socks fetish

2009-10-20

Jednym z najpopularniejszych fetyszy w tym kraju są socksy (występujące również pod nazwą soksów, soxów i innych lingwistyczno-ortograficznych wariacjach na ten temat). Osobiście uważam, że największy wpływ na wychowanie tak dużej masy młodych gejów wąchających co bardziej zużyte najki jest Rafał, który miał paranoję na tym punkcie już w momencie, gdy gejowo.pl było malutkim serwisikiem nie wiadomo z czym i o czym. A zatem to on jest winny. 🙂

Fetysz socksów padł na podatny grunt. Otóż jak wiadomo w skarpetkach (najlepiej brązowych lub szarych) należy chodzić przede wszystkim wtedy, gdy nosimy sandały. Że co, że nie nosimy sandałów? Na potrzeby tego tekstu – nosimy. Sandały są uniwersalnie rozpoznawalnym na świecie symbolem dzikich ludów ze Wschodu. Polak nosi sandały. Do nich skarpetki, niekoniecznie pierwszej świeżości. Okazało się, że Polandia wreszcie dała coś uniwersalnego światu. I wiecie co? Przyjęło się!

Jeżeli jeszcze dołożymy do tego stringi, jesteśmy już zupełnie w domu. Dlatego gorąco polecam odkryty przeze mnie gdzieś u Abiekta niesamowity serwis zajmujący się fetyszem skarpetek. Tak naturalnych, że wręcz boskich. Klikamy natychmiast tutaj lub w obrazek poniżej.

Here you are, sweetie-darlings, I give you… socks:

Socks fetish

Prezencik

2009-10-20

Gdyby ktoś nie pamiętał, to powoli zbliżają się moje imieniny. 🙂