Archive for Styczeń 2009

Nabici w mBank

2009-01-30

Byłoby to nawet śmieszne, gdyby nie było takie rozpaczliwe. Ludzie mają zwyczaj nie czytać niczego, co im się podsuwa do podpisania a potem lądują z ręką w nocniku w złych bankach, takich jak mBank i MultiBank.

Poniższą stronę można oczywiście traktować jak mało profesjonalny lobbing, ale jeżeli spróbujecie wczytać się między wiersze, zobaczycie, ile ludzkich nieprzyjemności, stresu, bezsennych nocy i tragedii ukrywa się za suchymi formułkami. Czy nauczy ich to czytać teksty podpisywanych umów? Śmiem wątpić. A zatem dla niepiśmiennych i wtórnych analfabetów krótkie podsumowanie: NIE BIERZEMY KREDYTÓW W ZŁYCH BANKACH, Z DOMBANKIEM, MBANKIEM i MULTIBANKIEM NA CZELE. HOWGH.

Nabici w mBank

A little shocked

2009-01-29

Ja naprawdę myślałem, że jesteście już odporni na przeróżne prowokacje i złośliwości dotyczące KK. Tymczasem odświeżenie sylwestrowego komentarza Metki wywołało jakieś ogromne wzburzenie. Spora w tym zasługa samego autora, który w komentarzach do komentarza wyprodukował już co najmniej anarchistyczno-antykatolicką broszurę (& still growing). Zatem w oczekiwaniu na moje kolejne wypociny zalecam powrót do notki „Kościół jest naszym wrogiem” wraz z komentarzami.

O „Milku” będzie, proszę mnie wreszcie przestać naciskać, towarzysze niedoli, na temat tej ciotowskiej mszy KUPAmięci. 🙂

Tigrita Project

2009-01-23

Nawet nie możecie sobie wyobrazić, jak bardzo się cieszę. Oczywiście Tigrita Project nie ma kompletnie żadnych szans na reprezentowanie nadwiślan na Eurowizji, jest to muzyka jazzująco-bluesowa, zatem to mniej więcej tak jakby kazać ludziom głosować w wyborach prezydenckich na czarnoskórego pedała na wózku inwalidzkim. Takiego dziwa to oni nawet raz w życiu nie widzieli.
Ale cieszę się niezmiernie, bo dzieki temu tych kilka milionów stonek, które zamiast mózgu mają rozwodniony tańcami w cyrku bełt, będzie musiało posłuchać choć kilka taktów dobrej muzyki, zanim resztki mózgu zadziałają i polecą palcom kliknąć na klawisz „CH+” w pilocie.

Lubię „Mon Chocolate”, choć jest to najbardziej mainstreamowa piosenka w ich repertuarze. W tle słyszycie teraz wielki standard klubów jazzowych (nie tylko gejowskich wbrew pozorom), „Whatever Lola Wants”, znaną z kilku filmów i niezliczonej liczby coverów.

A reszty tych cudownych piosenek możecie posłuchać na ich stronie na MySpace. Wystarczy zgasić światło, wyłączyć telewizor, zamknąć resztę domowników w kiblu lub na ganku i kliknąć na poniższy obrazek (potem zamknąć okienko z moim blogiem, żeby „Lola” nie przeszkadzała). Kwadrans rozkoszy prawie gwarantowany, moi dzielni, młodzi, cudni intelektualiści. 🙂

Tigrita Project

Kościół jest naszym wrogiem

2009-01-23

Specyfiką dzisiejszego blogowania jest przepadanie w odmęcie dziejów treści, które nie trafiają na stronę główną, lecz są komentarzami. Podczas szybkiego remanentu notek trafiłem na ogromny komentarz Meci z Sylwestra. Uznałem, że jest wart przeniesienia do mainstreamu.

Święta Teresa, boska Teresa!

2009-01-22

Jedyna w swoim rodzaju, święta niczym Paetz, boska niczym dżejpitu, po prostu królowa, La Reina, cóż tu jeszcze można dodać!

Teresa, królowa podejrzanych lokali, nagrała wreszcie clip. Uklęknijcie i posłuchajcie niezwykłej La Reiny: Come on honey, answer the call

Przerabianie homofoba – część 2

2009-01-21

Homofob był na tyle wymęczony, że postanowiłem zabrać na ciuchy Teresę. Ona też ma garderobę nadającą się tylko do spalenia a akurat nie miała co ze sobą zrobić w sobotni poranek. W świątyni zakupów poszliśmy coś zjeść. Nie zapomnę tej nieszczęśliwej miny, gdy do ryby z gotowanymi warzywami zabroniłem dołożyć kopy frytek. Teresa patrzyła wściekle przez godzinę.

Gdzie mogą zajść dwie starsze panie w oczekiwaniu na pędzącego z jakiejś wsi homofoba? No gdzie, jak nie do Peeka. Teresa rzuciła się w wir kupowania spodni (zgadnijcie od kogo – brawo, od Bossa, czegóż by innego oczekiwać), koszul i marynarki wyglądającej jak z psu z gardła wywleczonej (i o to chodzi, o to chodzi – mamrotała zachwycona Teresa). Nasza wycieczka miała swoje plusy – od razu po wejściu homofob został uraczony marynarką, skórzaną kurtką-pilotką i czymś tam jeszcze. Zaoszczędziło to nam co najmniej półtorej godziny wyrzekania, jakie to my jesteśmy niedobre, że go zmuszamy do przymierzania.

I wtedy powiedział, że mam mu za to wszystko zapłacić, bo on musi pędzić po aktorzycę. Aktorzyca jest prawdziwą jak najbardziej aktorzycą z Republic of Silesia (in-spe), serdeczną przyjaciółką Wiedźmy. Po przerwie kawowej udaliśmy się całym magazynem osobliwości do Kastora, gdzie na szczęście nikt nic nie kupił i do cHuje-Muje. Po tanki rzecz jasna. A tu trafiła kosa na kamień – homofob się zjeżył, postawił i powiedział, że on pięciu czarnych i trzech białych nie kupi, bo on nosi pod koszulami t-shirty. Coby mu się koszula nie przepacała. Nie miałem pojęcia jak grzecznie mu wyjaśnić, że w przeciwieństwie do tego, co zwykle myślą heterycy, koszula musi być czysta sama w sobie a nie zakonserwowana podkoszulkiem. Zanim wymyśliłem jakiś oględny tekst, dotarła do nas aktorzyca, która stwierdziła, że ten cały Peek jest okropny i ona tam pensji na jedną sukienkę nie wyda. Nawet tę czarną i obcisłą. Tę od Kleina. Tę boską. Wyjątkową. Tę jedyną w swoim rodzaju…

Aktorzyca doszła do nas w newralgicznej chwili i zobaczyła tanka wiszącego między nami jak wyrzut sumienia. Ojej – pisnęła i rzuciła się do ciucha, przyklejając do niego policzek – to jest takie same i tak samo milusie jak to, co miał na sobie Karol, gdy się ostatnio kochaliśmy. To jest boskie, cudne!

Do dziś nie mogę się otrząsnąć z podziwu, z jaką gracją lewa ręka homofoba sięgnęła po odwieszone już tanki i zgarnęła je do siebie. To już nawet Eguś nie umie zrobić tak uroczo przegiętego gestu.

Potem jeszcze Teresa kupiła buty i poszłyśmy robić się na bóstwa u fryzjera. W efekcie ja wyglądałem jak heteryk (ufff) a Teresa, jak się okazało, miała włosy. Jakoś przez ostatnie osiem lat nie było mi dane tego zauważyć, teraz już wiem, że ma. I to nieprawda, że ma zakola i łysinkę, absolutnie. Tego typu wrogiej propagandzie mówimy stanowcze NIE.

Część trzecia jeszcze się nie wydarzyła, ale już się domyślam, co będzie. Po pierwsze okulary (i nawet już wiem, że czegokolwiek bym nie zrobił, skończy się na oprawkach Police), po drugie fryzjer, po trzecie Van Graaf jako źródło kolejnych pięciu koszul z jakimiś krawatami. Na szczęście homofob, w przeciwieństwie do większości heteryków, umie dobierać sobie buty. Co już samo w sobie jest godne pochwały, oj jest.

Przydałby się jakiś sweter w kolorze innym niż maskujący, ale od kaszmirów tego typu homofob ma kochankę i niech mu to wystarczy.

Le grande finale było rzecz jasna w FouFou (jak zwykle uroczy wieczór z niespodziewanym spotkaniem głównej EuroSlut – Miszala – z Xellią). No bo przecież do Vivy Life nie pójdziemy a do Blu Queen pewnie by nam heteryków nie wpuścili.

Za to homofob zaprezentował wysoki poziom odwagi: udało mu się dobrać koszulę w prążki do marynarki w prążki. I o dziwo mu wyszło, choć ostrzegłem, że to fuks nie z tej Ziemi. Ale co tam, prążki były identycznej szerokości i gęstości, za to różnych kolorów, więc wyglądało to zupełnie w porządku. Cud po prostu. I tank pod spodem, jak się patrzy. Może jeszcze będą z niego ludzie…

Ważny tekst

2009-01-21

W przerwie pomiędzy różnymi niepotrzebnymi rzeczami, jakie wszyscy robimy, dobrze by było przeczytać czasem coś poważniejszego. Dlatego też w przerwie na kawę klikamy tutaj:

Izrael – Adolfa Hitlera zemsta zza grobu?

Przerabianie homofoba – część 1

2009-01-21

Jednym z najbardziej niewdzięcznych zadań jest ubieranie kogoś. Trzeba pilnować się, żeby nie przebrać go za samego siebie (a to bywa szczególnie trudne, gdy mamy do czynienia z lubującym się w brązach i… burościach heterykiem) a jednocześnie nie pozwolić mu na wydanie góry pieniędzy na ciuchy dokładnie takie same jakie ma już w szafie, tyle że droższe. Stąd też epopeja ze zmianą wizerunku homofoba może wyglądać zabawnie a miejscami i ciekawie, to trzeba pamiętać, że w gruncie rzeczy jest to orka na ugorze…

Gdzie zawlec nie narzekającego na brak pieniędzy heteryka, żeby z krzykiem i wrzaskiem nie uciekł po minucie? Wymyśliłem sobie, że trzeba sięgnąć po najnudniejszy z możliwych sznytów, czyli niemiecką myśl ciuchową. I tymże sposobem Otto Kern stał się wyborem przychodzącym na myśl wręcz automatycznie.

W zasadzie weszliśmy tam tylko na rozgrzewkę, ale po wybraniu trzeciej koszuli i jeansów (jak wybrac jeansy modne a nie pedalskie?) już zauważyłem, że to był zaskakujący pomysł. Niestety konieczność przymierzenia łacznie kilkunastu ciuchów wymęczyła homofoba do szczętu, tak więc po zapłaceniu wyszedł chmurny i wściekły.
No trudno, ja nie rozumiem, jak można wyjść chmurnym i wściekłym ze stertą toreb z drogiego sklepu.

Następnie poszliśmy na chwilkę do Sephory, żeby dokupić produkt uważany za zbędny przez każdego heteryka, czyli dezodorant z tej samej linii co używana woda kolońska. No bo przeciez bezzapachowy w kulce jest równie dobry, prawda?

Następny sklep służył już tylko do zakupu bielizny. Szczytem ekstrawagancji okazały się białe i czarne bokserki. No ale to już jakiś postęp, skoro cały czas donaszał jeszcze chyba PRL-owskie slipy… Drugą rzeczą do kupienia były tank-topy, czyli coś w rodzaju podkoszulek, ale charakteryzujących się szerokimi ramiączkami i dekoltem podchodzącym pod szyję – jedyny problem to rozmiar S czy M. Gdy homofob szedł już z nosem spuszczonym w kwintę do przymierzalni postanowiłem odpuścić. Powiedziałem, że ma sobie kupić oba tanki w obu rozmiarach i przymierzyć spokojnie w domu.
Nawet sobie nie wyobrażałem, ile taki tekst może przynieść radości – wyszedł z cHuje-Muje w skowronkach i (prawie) podskokach.

I tylko na fali tej radości udało mi się wepchnąć mu cudowną bordową koszulę w lekko błyszczące prążki z Mexxa. To w ogóle jest dziwny sklep: zachodzę tam co jakiś czas i nigdy jeszcze nie znalazłem niczego nadającego się do włożenia. A tymczasem, gdy przyjdzie wyprzedaż, nagle pojawiają się całkiem fajne koszule. Surprise, surprise.

A potem wpadliśmy na chwilę do Springfielda, gdzie homofob wyposażył się w koszulę, którą określił mianem najlepszego dzisiaj zakupu.
– Dlaczego akurat ta?
– Bo kosztowała 29 złotych.

Czy wszyscy heterycy uważają, że to jest główny wyznacznik trafionego ciucha? O Darwinie!

(cdn)

Potęga haka

2009-01-20

Dzisiaj będzie o hakach, aczkolwiek zupełnie innych niż by się to mogło od razu skojarzyć nadrzędnym heteroseksualnym ćwierćinteligentom. Bo to o życiu będzie a nie faszystowskich idiotyzmach. 🙂

Przechodzę ci ja sobie przez ulicę, grzecznie, na pasach, nawet – wow – na zielonym i widzę taką oto scenkę. Małe czerwone autko wielkości Punto hamuje na czerwonym i staje w przepisowej odległości jakichś 20 cm od linii. Za nim jedzie jednak jakiś tłusty i z lekka kaprawy ABS w szaroburym pojeździe wielkości, powiedzmy, Skody kombi. I tenże ABS wjeżdza w tyłek czerwonemu maleństwu. Huk jak sto pięćdziesiąt (dosłyszałem mimo „Bicurious” w słuchawkach), wokół deszcz kawałków plastiku, reflektory przednie bach. Ogólnie rzecz biorąc efekt przypominający raczej wypadek na autostradzie a nie puknięcie na światłach. Rzucam okiem i nie wierzę.

Małe czerwone przesunęło się o jakieś 30 cm i nie ma ŻADNEGO uszkodzenia. Zawracam, bo nie lubię, gdy życie zapodaje zdarzenia niezrozumiałe z punktu widzenia fizyki. I cóż widzę, drodzy moi? Otóż maleństwo miało… hak holowniczy. Normalny, taki do przyczepek, który można montować nawet w maluchach. I to właśnie tenże hak jest, jak się okazało, najlepszym ubezpieczeniem OC przed półgłówkami z tyłu.

A jak mi dziecko mówiło, że trzeba montować haki holownicze nawet jeśli się nigdy ich nie użyje, to się z niego śmiałem i ironizowałem.

A zatem publicznie zwracam honor Raandowi: jak zwykle w sprawie samochodów miałeś rację. Co oczywiście nie oznacza, że miewasz ją w jakichkolwiek innych. 🙂

Wuuuhahahahahaha

2009-01-19

Uprzejmie proszę szanownych czytelników planujących gry i zabawy towarzyskie w najbliższą sobotę, żeby zaliczyli po drodze Blu Queen i byli łaskawi się wypowiedzieć jak to cudo wygląda. My tam trafimy najwcześniej za miesiąc, więc pewnie będzie już po balu i po uroku nowości.