Archive for Grudzień 2008

Szampańskich wytrysków

2008-12-31

Gay champagne

Co to ja chciałem? Acha. Niech nowy rok będzie dla was lepszy od poprzedniego: po apostazji, z większym stanem konta i chłopem przy boku. Cheers!

(A jeżeli się nudzisz, przeczytaj wielki komentarz Metki do poprzedniej notki)

Reklamy

Święta śmierci

2008-12-31

To były wyjątkowo smutne święta. Na dobry początek Watykan poparł tortury i morderstwa dokonywane na gejach – z pełnym zaangażowaniem zarówno papieża jak i jego machiny dyplomatycznej. Wiele osób pytało mnie, dlaczego nic nowego tutaj się nie pojawia. Ale co niby miałoby się pojawić po takiej kropce nad „i”? Skoro już bez żadnej żenady kościół ustawia się obok nazistów – tak jak 65 lat temu, to co tu jeszcze może zdarzyć się ważniejszego, bardziej symptomatycznego? Krakał Metka, czasem krakałem ja – i proszę bardzo. Ratzinger zrobił wielkie koło w ciągu swojego zycia: od Hitlerjugend, przez wspieranie z zaplecza akcji „a teraz wyrżnijmy pół Afryki za pomocą AIDS” po powrót do korzeni. Odrażające, choć mało zaskakujące.

W same święta zmarł Samuel Huntington, jeden z najmądrzejszych politologów, jakich wydała Ameryka. Człowiek, który przez całe lata przeciwstawiał się fałszywej tezie oszalałego na punkcie skrajnego liberalizmu gospodarczego Francisa Fukuyamy o końcu historii po upadku komunizmu. Huntington wskazywał i udowadniał, że nie ma żadnego końca historii lecz co najwyżej, przy bardzo dobrych układach, koniec dotychczasowych konfliktów. I wyprorokował konflikt cywilizacji muzułmańskiej i postchrześcijańskiej. Zarzucano mu przekonania faszystowskie (ostatni raz w sobotę, apiat’ głosem Metki zresztą), choć on po prostu wskazał pola nowych wojen i tyle. A że miał rację udowadnia 11 września 2001 roku oraz… te same ostatnie święta.
Paradoksalnie bowiem Huntington zmarł dokładnie w momencie początku huraganowego ataku wojsk izraelskich na Palestynę – kolejnej odsłony wojny z Hamasem. Padły kolejne setki świątecznych trupów. Jeżeli to nie jest konflikt cywilizacji, to niby czym jest?

I wreszcie śmierć ostatnia. 25 grudnia zmarła wskutek raka Eartha Kitt, wielka diva gejów. Zwykle w takich momentach przywołuje się największe przeboje wykonywane w najlepszych latach artysty, ale stwierdziłem, że nie będę powtarzał tego scenariusza. W końcu jej największe hity, takie jak „Where Is My Man” chociażby, można bez problemu znaleźć wszędzie, nie tylko na YouTube.

A u mnie coś innego: piosenka „Love For Sale” (tak, tak, dokładnie ta sama, którą śpiewał Arnold w „Torch Song Trilogy”), wykonana nieco ponad rok temu. Już nie ten głos, Eartha ledwie się rusza, ale zobaczcie ileż siły, autoironii, dowcipu i talentu bije z tego występu. Wyjątkowo hardcore’owa baba. Zapamiętam ją właśnie tak:

Humanizm z Hitlerjugend

2008-12-03

Są kraje, w których wiesza się dwóch młodych chłopaków za to, że są gejami. I są przywódcy religijni, którzy są „za”.

Postawiłbym wirtualną świeczkę, gdyby nie to, że już dawno straciły siłę przekazu.