Magia kiczu, Mamma mia!

Przyszła mi do głowy tylko z pozoru absurdalna myśl, że ten blog, wypociny Jacka Kochanowskiego, orka na ugorze Abiekta, walenie głową w mur Magdaleny Środy i tak dalej: to wszystko jest stratą czasu. Te wszystkie uświadamiania, wyjaśniania i przekonywania są po prostu parą w gwizdek: wystarczyłoby wydać ustawę, że każdy nadwiślanin ma obowiązek obejrzeć „Mamma mia!”.

Ten film jest szczytowym osiągnięciem magii srebrnego ekranu. Magii kiczu, to oczywiste, ale magii perfekcyjnie działającej, podrywającej na równe nogi w najmniej spodziewanych momentach. Widok rozpaczliwego w swojej nieśmiałości (!) Bonda (!!) próbującego wyznać miłość (!!!) za pomocą piosenki „S.O.S.” Abby (omdlewamy) – no cóż jeszcze bardziej gejowskiego może nas spotkać? (w obrazki możemy klikać)
Mamma Mia!

Nawet najbardziej heterycka scena z całego filmu – duet Sophie i Skya – jest zrobiona w sposób tak perfekcyjnie gejowski, że po prostu bardziej nachalnej propagandy homoseksualizmu wyobrazić sobie nie można.
Mamma Mia!
Mamma Mia!

Szokujące może być to, że niektóre piosenki są zaśpiewane lepiej niż w oryginale. Może brzmi to nieco obrazoburczo, ale obiecują Wam, że nie będziecie rozczarowani „Our Last Summer”, które ci trzej panowie o przerażającej sumie lat z kiepskiego singla przemienili w cudeńko.
Mamma Mia!

Nie jest to zresztą jedyne zaskoczenie. Grająca rolę Sophie Amanda Seyfried jest po prostu ZAJEBISTA a to co zrobiła z „Honey, Honey”, powala na kolana. No ale dość o młodych, nie można zapomnieć o trzech starych babach, które odwaliły imponującą robotę choćby z „Gimme Gimme”. Ale najlepszym ich osiągnięciem jest zdecydowanie „Dancing Queen”.
Mamma Mia!

Sceny full cast odwołują się do samego serca gejowskiej subkultury, która narodziła się właśnie w latach 70. a potem… rozwijała się dalej. Klikamy w obrazek koniecznie.
Mamma Mia!

I wreszcie wielka scena i świetne, oscarowe wykonanie „The Winner Takes It All”. Meryl Streep zrobiła numer, z którego może być dumna. To trzeba zobaczyć i tyle.
Mamma Mia!
Mamma Mia!

Świetne nowoczesne aranżacje sprawiają, że większość piosenek Abby wykorzystanych w tym filmie brzmi lepiej niż w oryginale. Nie silono się na szczęście na próbę podrobienia oryginalnych głosów – aktorzy śpiewają po swojemu. Dzięki temu efekt jest niesamowity: chcesz śpiewać wraz z całą salą a jednocześnie nie masz poczucia, że muzyka jest przestarzała i mało efektowna.

Nie ma możliwości, żeby wyjść z tego filmu bez uśmiechu od ucha do ucha, bez przyjaznego nastawienia do świata a nawet ludzi – szczególnie tych, którzy wraz z tobą przeżywali bajeczne dwie godziny w basenie kiczu. Dla takich musicali istnieje Hollywood.

Jest tylko jeden problem: to trzeba obejrzeć na wielkim ekranie, nie na telewizorze. A potem znaleźć miejsce, gdzie dasz radę kupić soundtrack, bo o Empiku koło Cinema City w Manufakturze zapomnij. W temacie „Mamma mia!” mają stare, peerelowskie „nie ma, ja jestem”.

PS. Po raz pierwszy od lat chcę pójść do kina drugi raz na ten sam film.

Tagi: ,

Komentarzy 13 to “Magia kiczu, Mamma mia!”

  1. prawiebrunet Says:

    Byłem w sobotę i zgadzam się ze wszystkim! Mój przyjaciel i siostra podobnie. W niedzielę rano budziła nas ścieżka dźwiękowa, uśmiech od ucha do ucha tak do końca jeszcze nie zszedł.

    Polubienie

  2. kubu Says:

    o bosz, nie tylko widzielismy dwa inne filmy o tym samym tytule, to jeszcze slyszelismy dwie rozne sciezki dzwiekowe.
    tzn zeby nie bylo – owszem, banan na twarzy byl przy wyjsciu z kina, ale 5 minut pozniej juz nie pamietalem, skad on tam sie wzial. dla tak mialkich filmow istnieje Bollywood.

    Polubienie

  3. metek Says:

    Przyłączam się do zachwytów i też idę (moi znajomi również) ponownie na Mamma Mia. Przede wszystkim – dla Meryl Streep, znakomitej w „Money Money”, komediowej, ale nie przesadzonej. Niestety, każdy inny aktor grający obok Meryl Streep wygląda żywiołowo jak żona Tuska i błyskotliwie jak inteligencja Gosiewskiego.
    Meryl Streep sama śpiewa, co jest warte odnotowania, bo jest to śpiew a nie melodyjne popiardywanie. Nie jest także zrobiona na 20-latkę, za to ma więcej energii niż pozostali aktorzy razem wzięci.
    Dla Ge mam dobrą wiadomość – z Teresą podjęliśmy decyzję, iż Teresa po powrocie z wakacji urządza u siebie „Ladies and Gellyspoons, the one, the only – the Abba Night!!!” (wstęp w strojach z epoki). W programie Karaoke i śpiewny przemarsz przez Julianów w butach na koturnach i spodniach – dzwonach. Uwaga – nawet kobiety mogą przebrać się tego wieczoru za Fridę i Agnethę. RSVP do Tereni.

    Polubienie

  4. importowany prawnik Says:

    sympatyczna rozrywka i tyle 🙂 niektore wykonania nieco mnie „rozdraznily” (słodkie a zarazem mierne popierdywania Amanda Seyfried, zwłaszcza w Honey, Honey”). Idac na film z Meryl Streep zastanawiam sie czy jeszcze czyms zaskoczy… byla ciara przy „The Winner Takes It All”

    Polubienie

  5. ten ze wsi Says:

    Czy duet Sophie i Skya jest naprawdę zrobiony w sposób gejowski? Dla mnie najbardziej gejowski to był tam wątek homoseksualny 🙂 I więcej nic innego mi się w oczy nie rzuciło. A i tak w wersji scenicznej jest on bardziej wyraźny.

    Polubienie

  6. Teresa Says:

    Po weekendzie poniedzialek byl w biurze pod znakiem ABBY. Przywiozlem THE GREATEST HITS i jak sie okazalo nie tylko ja mialem ochote sluchac.
    Metka zapomnial dodac, ze w sobote do pozna wylismy piosenki ABBY, sasiedzi nie protestowali. W tych dawnych piosenkach jest cos, co bawi niezaleznie od wieku – no chyba, ze sie sztywnieje jak kubu … importowany prawnik zaskakoczyl mnie, darling wiecej luzu, ciesz sie zyciem … jakies problemy?
    ABBA night planuje na 20 wrzesnia … chetni prosze sie zglaszac
    Moze ktos ma karaoke do ABBY?
    Po polnocy mozemy przemaszerowac do muszli w parku.
    Ludzie ruszcie sie … zesztywniejecie w jesionce!

    Polubienie

  7. Yat Says:

    Nic dodać, nic ująć. Ja już widziałem razy trzy – wszystkie trzy w kinie!

    Polubienie

  8. importowany prawnik Says:

    🙂 Tereso drogi… sztywniak jestem, nic na to nie poradze 😉 Film zabawny, sympatycznie sie to ogladalo… boska Meryl, feria kolorów i dźwięków… tylko to kaczątko Amanda Seyfried… czasem drażni nas jakiś dźwięk

    Polubienie

  9. jassper Says:

    Widzialem dwa razy. Bo jeden to okazalo sie za malo.

    Teraz reklamuja seanse „sing-along”. Trzeba sie chyba wiec bedzie wybrac po raz trzeci 🙂

    Polubienie

  10. Yat Says:

    To było jasne, że za chwilę będą sing-along’i 🙂

    Polubienie

  11. abiekt Says:

    Kurna, no jako jedynej ciotce mi się to nie podobało… nie trafiło do mnie… nawet ten queer i camp takie zbyt hollywoodzkie, zbyt wypacykowane. Choć Abbę kocham i kochać obiecuję 🙂

    Polubienie

  12. gejowski Says:

    2kubu&abiekt: a to idźta sobie umierać na Fellinim, kiedyś archeolodzy was odrestaurują jako zasuszone intelektualistki w Lunie. 🙂

    Polubienie

  13. malotraktorem Says:

    Jestem zachwycony tym filmem. To znaczy wiem, że to prosty hollywoodzki film, że kicz, etc., etc. Ale złapał mnie za serce. No, i nóżka chodziła przy przebojach ABBY.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s