Archive for Sierpień 2008

Opowiedz mi o miastach

2008-08-31

Miasta są dziwne. Po pierwsze to zbiory budynków, dzięki którym od razu wiadomo, o jakie chodzi. Po drugie to skupisko ludzi, którzy w równym stopniu z takiego skupiska czerpią jak i je tworzą. Po trzecie: nawet gdy nie ma już ludzi a budynki przebudowano lub zburzono, pozostaje jeszcze coś – jakaś aura dzielnicy, okręgu, czy ja wiem czego jeszcze. Lubię miasta; nie lubię nudnej, powtarzalnej i alergizującej natury.

KairZupełnym przypadkiem moja konsumpcja kultury kręci się ostatnio wokół miast. Najpierw przeczytałem dziwną powieść o Kairze (”Kair – historia pewnej kamienicy” Alaa’y Al Aswana). W zasadzie nawet nie wiem, co mnie do tego zakupu skłoniło: opis jakiś taki niemrawy i nieszczególnie interesujący, postaci wyraziste, ale maksymalnie spłycone… Nie wiem, ale nie żałuję. Nie zaskoczył mnie wątek o islamskich mordercach, pięknie równoważący wątek o… rządowych mordercach. Tak sobie te dwie grupy wzajemnie się wyrzynają, przy okazji niejako czasem ubijając jakiegoś Europejczyka na wakacjach. Znacznie ciekawszy jest portret kairskich kobiet. Zarówno te cywilizowane w mini-spódniczkach jak i te islamskie w kwefach w rzeczywistości niewiele się od siebie różnią. Te pierwsze rżną bogaci 60-letni biznesmani opierający swoje interesy na łapówkach; te drugie pieprzą „bogobojni” właściciele sklepów, którzy w ramach gwałtu nie zapomną o rzuceniu jakiegoś „Allah akbar” czy innego „Z woli Boga”, jak to również katole mają w zwyczaju.
Wątek gejowski jest jak najbardziej, ale raczej kiepski i wtórny. Pięćdziesięcioletni redaktor naczelny francuskojęzycznej gazety znajduje sobie dwudziestoparoletniego ruchacza, z żoną na karku oczywiście, potem się kłócą, potem zabijają. No dżizas!
A jednak po odłożeniu książki i przetrawieniu jej przez kilka następnych dni coś pozostaje. Kair wydaje się już miastem innym niż wcześniej. Gdybym pojawił się w tym rejonie świata, popędziłbym na Talaat Harb 34. Nawet nie wiem po co, ot, ku przypomnieniu sobie, że to co widzimy z wierzchu, niekoniecznie jest prawdą i tylko prawdą, a już prawie nigdy całą prawdą. Tak sobie myślę, że chętnie obejrzałbym jeszcze wersję filmową tej książki (The Yacoubian Building), ale nie bardzo mam kiedy.

Romain Duris - ParisPrzypadkiem poszliśmy wczoraj na „Paryż” Cedrica Klapischa. Przypadkiem, bo przyznam się, że naciskałem na tę wycieczkę z powodu Romaina Durisa, którego kocham miłością wielką i niezwyczajną od czasów pierwszego „Smaku życia” i jeszcze mi ciągle nie przeszło.
„Paryż” jest filmem – niespodzianka! – prawdziwym. Miasto jest szarobure, nijakie, trupie, niezbyt interesujące i wegetujące. Słowem, odzwierciedla dokładnie te same odczucia jakie miałem sam osobiście, odwiedzając je w zeszłym roku (do dziś co poniektórzy mają mi za złe, że Paryż mi się aż tak bardzo nie podobał). Film ten opowiada nie tyle jakąś fabułę, choć rzecz jasna wątki jakoś tam się rozwijają, lecz jest fotografią Paryżan. Niestety nieudaną. Filmidło jest potwornie długie, nużące, miejscami tylko spod tej szaroburej magmy wyrywa się jakiś fragment, jakaś scena, jakiś żart. Klapisch głęboko rozczarował – w końcu po „Smaku życia” można było spodziewać się po nim czegoś więcej. Tymczasem „Paryż” (występujący w Polandii pod kompletnie niepotrzebnie zmienionym tytułem „Niebo nad Paryżem”) to popłuczyny po hicie sprzed sześciu lat. Film prawdziwy w formie ale zupełnie niepotrzebny ani Durisowi, ani Klapischowi, ani widzom. Gdyby nie dwie sceny z owłosionym torsem Romaina, byłby do całkowitego zapomnienia.

Moja droga przez miasta jeszcze się nie skończyła. Czekam z utęsknieniem na „Stambuł” Pamuka. O ile jego wcześniejsze powieści, w tym noblowska, są dla mnie niezjadliwe (albo za stary, albo za młody, albo za głupi jestem), to opowieść o legendarnym, nieistniejącym już Konstantynopolu chętnie przeczytam.

W przerwie przeczytałem jeszcze raz „Erotyczne immunitety – pamiętnik Anastazji P.” z 1993 roku. Równie złe jak wtedy, ale tak samo śmieszne.

Reklamy

Upadek Centralwings

2008-08-29

Powiedzmy sobie szczerze: nikt chyba nie jest zaskoczony upadkiem Centralwings.

Firmę znienawidzili klienci. Nienawidzenie Ryanaira, u którego płacisz w kupie wszystkiego 150 zł, jest czymś zupełnie innym niż nienawidzenie Centralwings, które zdzierało dwa razy tyle dzięki słynnej „opłacie od pasażera”. Konia z rzędem temu, kto rozumiał, skąd pomysł na taką opłatę i jaką wódę pił jej pomysłodawca. Gdy dołożymy do tego typowy LOTowski burdel w marketingu i strategię polegającą m.in. na pozostawianiu pasażerów odwołanych lotów na lodzie bez słowa informacji – wszystko jest już jasne.

Centralwings musiał zbankrutować wcześniej czy później. Oni to nazywają „przekształceniem w usługodawcę czarterowego” – no cóż, jak zwał tak zwał, padli i już. I chyba nikomu nie jest ich żal.

Przyszłość Polski

2008-08-29

Obrazek z bloga zza wschodniej granicy IV RP. No cóż, nic dodać nic ująć.

Przyszłość Polski

Na wypadek gdyby ktoś zapomniał: propaganda jest w stanie przygotować tzw. opinię publiczną na wszystko.

Wojna Mazdy z Mazdą

2008-08-28

„Mazda Motor Poland, oficjalny przedstawiciel Mazdy w Polsce informuje, że jedynym autoryzowanym punktem sprzedaży Mazdy na terenie Łodzi jest salon Matsuoka Motor.”

W odpowiedzi na to PÓŁstronicowe ogłoszenie, które ukazuje się już któryś raz z rzędu, pojawiło się CAŁOstronicowe ogłoszenie konkurenta:

„Auto Club, importer Mazdy w Polsce informuje, że niezależnym punktem sprzedaży Mazdy na terenie Łodzi jest salon Auto Club (bla bla). Wszystkie samochody objęte są gwarancją producenta. Przyjdź, sprawdź, porównaj.”

Dzięki ci, Unio Europejska, za twe drobne dary.

Za co kochamy Coca-colę

2008-08-26

No jak to za co, za to co widzisz poniżej.

Coca Cola

Przypadkiem trafiłem też na artykulik opisujący, co się właściwie dzieje po wypiciu puszki coli: miecz.

Pierwszy pomysł na odchudzanie to zwykle przesiąście się na słodzone aspartamem trutki na szczury. Czyli idealny sposób na wyhodowanie sobie raka.

Podsumowując: nareszcie wiemy, dlaczego mała szklaneczka coli daje kopa podobnego do co poniektórych dragów i dlaczego nie wolno używać aspartamu. Splenda, którą osobiście lubię, wcale nie jest lepsza niestety.

A zatem co robić? To oczywiste: przeczytać to co napisano, pokiwać głową i natychmiast o wszystkim zapomnieć.

Marcysia ante portas

2008-08-26

W ramach pogarszania warunków życiowych w Łodzi uprzejmie donoszę, że Marcysia zdała egzamin na prawo jazdy.
W związku z tym od dnia zero (mniej więcej za dwa tygodnie) należy wystrzegać się przebywania w rejonie ulic Sienkiewicza/Al. Piłsudskiego około 8 rano i 17.30.

Żeby potem nie było, że nie ostrzegałem.

By żyło się lepiej. Ciotom.

2008-08-17

Jakoś nie zauważyłem, żeby narodowi znad Wisły żyło się szczególnie lepiej niż rok temu (mityczny brak bezrobocia dość szybko udowadnia swoją wzmiankowaną mityczność, gdy poszukujesz pracy za więcej niż patola na rękę), ale jakoś w naszej rodzince wszyscy rzucili się kupować nonsensowne rzeczy. W dwa miesiące:

– Dzieci postanowiły, że absolutnie niezbędny jest im wielki rodzinny samochód, koniecznie kombi, z co najmniej dwulitrowym silnikiem i rzecz jasna czarny.
– My stwierdziliśmy, że nie będziemy mogli żyć bez hatchbacka.
– Marcysia stwierdziła, że co prawda prawa jazdy nie posiada, ale jak wszyscy to wszyscy: Suzuki.
– Teresa z kolei, od zawsze bez prawka, kupiła mężowi w prezencie Corollę – brzydką, srebrną, zajeżdżoną – choć wszystkie jej wady nie mają znaczenia w zetknięciu z Teresowym mężem, który po przekroczeniu 30 km/h mówi, że chyba za bardzo piratuje i hamuje.

W sumie nam się żyje obiektywnie lepiej. 😉

Psychopata Lech Kaczyński

2008-08-14

Lech KaczyńskiWczorajsza „Polityka” przyniosła informacje, których można było się od lat domyślać, ale które nie były udowodnione. W czasie kampanii wyborczej sztab dzisiejszego prezydenta PiS wpadł na pomysł zagrania kartą lustracyjną – opublikował dokumentację esbecką. W papierach dotyczących Lecha nie było żadnych informacji, które wydawałyby się wówczas kompromitujące.

Ale w ramach mnóstwa nieważnych papierków (bo co niby ważnego za PRL-u zrobił prezio, poza napisaniem doktoratu z Leninem na każdej stronie?) znaleziono między innymi informacje o jego zdrowiu z lutego 1982 r. Już wtedy prezio miał słabe serduszko ale co znacznie ważniejsze – szprycował się thioridazinem.
Z dwóch scenariuszy – pierwszy: że ćpun; drugi: że psychopata – sensowniejszy wydaje się jednak ten drugi. Thioridazin nie daje bowiem „kopa”. Jest lekiem na stany lękowe, stany niepokoju oraz na choroby, których objawem są zmienione interpretacje rzeczywistości, czyli m.in.:
a) schizofrenia,
b) psychoza maniakalna,
c) idee prześladowcze,
d) urojenia,
e) halucynacje,
f) zmiany osobowości z napadami agresji,
f) niepokój i nadaktywność w alkoholizmie.

Ale żeśmy sobie prezydenta wybrali…

Kupując na stacji LUK/Jet finansujesz tę wojnę

2008-08-08

Osetia

Świadomość konsumencka jest w Polsce minimalna. Nie tylko tutaj zresztą: w dzisiejszych czasach trudno znaleźc człowieka, który w codziennych sprawach i zakupach bierze pod uwagę moralność lub też (swoje!) fundamentalne interesy, wykraczające poza przypadkową oszczędność trzech groszy.
Bezrobotni wydawali latami swoje zasiłki na co? Na chińskie produkty. Czy mają świadomość, że tym samym sami pozbawili siebie (mniejszy problem) i swoje dzieci (większy problem) szansy na stabilizację życia?
Czy kupując na stacji Jet czy LUK Łukoila (oba brandy występują w Polandii) zdajesz sobie sprawę, że finansujesz wojnę Rosji z Gruzją?

Lukoil

W chwili gdy odpowiesz „nic mnie to nie obchodzi”, stajesz się opisanym przez Naomi Klein niewolnikiem z wypranym mózgiem. A potem się będziesz dziwił i zadziwiał, gdy powyższy obrazek będzie przedstawiał nie gruziński lecz polski czołg, prawda?

Lukoil

Olimpiada: Pekin jest gotów

2008-08-06

Olimpiada Pekin 2008