Archive for Kwiecień 2008

Wybory

2008-04-30

Ciekawi mnie bardzo wynik wyborów w Londynie (1 maja, gdyby ktoś zapomniał). Najbardziej zaś interesują mnie głosy Polaków, choć będzie to niestety niesprawdzalne. Oczywiście podejrzewam, że co najmniej ze 30 tysięcy da się nabrać na manipulacje i kłamstwa torysów, którzy teraz nagle przypomnieli sobie, że nawet mają jakiegoś posła z polskojęzycznym nazwiskiem i w ogóle miłują Polaków miłością wielką i bezbrzeżną.

Czy Polacy będą pamiętac, że torysi zrobilili wszystko, aby zamknąć dla nich rynek pracy w Wlk. Brytanii? Czy okażą minimum dobrego smaku i poprą partię, dzięki której w ogóle w tym Londynie są?

Oto jest pytanie. Pewnie nie. Polak głosujący na torysów powinien na wszelki wypadek nigdy się do tego nie przyznać. Bo to tak, jakby się spierdzieć w salonie: w Polandii uchodzi, w cywilizacji wstyd.

Liposukcja czy zakupy?

2008-04-30

Kolejna odsłona dramatu post-rzucaniopaleniowego to spodnie. Miałem je podzielone na dwie kupki – po prawej jeansy, po lewej różne dziwne, ale najczęściej NIE jeansy. Na dobry początek zabrałem się za lewą kupkę i z 12 par pozostała jedna.
Te zielone GAPy, jeżeli ktoś kojarzy. 🙂

Prawej kupki chwilowo boję się naruszyć, najpierw musze wrócić do równowagi psychicznej.

Ostatecznie uznałem, że rzucanie palenia było złym pomysłem. Mam z tego tytułu wyłącznie kłopoty, problemy i stresy. Co gorsza, wrócenie do palenia nie spowoduje powrotu do stanu wyjściowego (przetestowane przez Teresę po wielokroć). A zatem nie ma co prawda sensu wracać do palenia (bo będę nadal tłusty, obły i ohydny – a dodatkowo byłbym śmierdzący), ale jeżeli ktokolwiek z moich czytelników zastanawia się nad tym czy rzucić palenie: moja podpowiedź brzmi NIE.

Rzuciłem okiem na zawartość szafy i odrzucone spodnie i uświadomiłem sobie, że kupienie nowej garderoby (w rozmiarze 32 lub nawet 34 w niektórych sklepach) kosztowałoby mnie około 5 tys. zł. Czyli dokładnie tyle co liposukcja.

I bądź tu teraz mądry: czy iść się stresować w sklepach (przymierzanie spodni w rozmiarze 34 nie jest przyjemne) czy odessać. Na razie zaczekam, popatrzę co tłustym ciotom ma do zaoferowania odzieżowy Londyn i po powrocie zdecyduję co dalej. Jednakże szanse na liposukcję rosną gwałtownie z każdym dniem słońca.
Jeżeli ktoś zna porządne kliniki to poproszę o adresy w komentarzach. Porządne czyli takie, w których ktoś OSOBIŚCIE (a nie mityczny znajomy czy widywana raz na rok koleżanka) się odessał i przeżył. 🙂

Ostrzeżenie dla Polaków

2008-04-28

Pod jakimś tekstem o jukeju – a dokładniej rzecz ujmując: siedemsetnym bzdurnym artykulikiem o wracających z Londynu emigrantach – jakiś człowiek wrzucił komentarz, który rozbawił mnie do łez. Na tyle mocno, że postanowiłem treść zachować dla potomności.

——————————————-
Uwaga ostrzezenie dla Polakow chcacych przyjechac do UK!!

Tu jest strasznie drogo!! Oto przykladowy paragon z hipermarketu:

1) 0,5 kg bananów – 0,59 czyli ok 2,50 zł !!
2) 8 jogurtow – 1,24 ok 5,30 zł
3) parowki 10 szt (480g) – 0,87 ok 3,70 zł, prawie 8 zł za kg!!
4) parowki 10 szt (480g) – 0,87
5) ciastka jezyki – 0,49 – no to juz skandal 2,10 zł
6) paluszki lajkonik 300 g- 0,27 – 1,16 zl
7) kabanos 150g – 1,49 – 6,40 zł
8. kielbasa czosnkowa 150g – 0,65 – 2,80 zł
9) szynka gotowana 150g – 0,33 – 1,41 zł
10) salami 100g – 0,54 -2,32 zł
11) chleb pelnoziarnisty – 0,37 – 1,59 zł
12) sok tropikalny 1l -0,55 – 2,36 zł
13) golabki – 1,37 – 5,89 zł
14) gulasz – 1,67 – 7,18 zł
15) tuńczyk 0,35 – 1,50 zl
16) ser zółty 470 g – 1,99 – 8,55 zł
17) orzeszki ziemne 200g – 0,21 – 0,85 zł

i do tego przecietne zarobki to 500 funtow tygodniowo co daje jakies 2150 zl na tydzień jak tu za to żyć??

——————————————-

(Chłopak trochę naciągnął, średnio to początkujący Polak-emigrant zarabia powiedzmy 300 funtów, czyli około 1300 zł)

Fantazmatyczna lesbijka

2008-04-26

Siedzę ci ja sobie w necie, przeglądając książki do zamówienia i kupienia. No tak, łatwo to leci: nowy Edelman, wreszcie pojawił się dodruk Zygmunta Haupta, są już „Homobiografie”. No i obok tych ostatnich Homiki.pl reklamowały zacięcie ksiażkę pod z góry niepokojącym tytułem „CAMPania”. Estetyka brudu doprowadza mnie do szewskiej pasji, estetyka campu do zawału. No ale to przecież książka queerowa. Mam moralny obowiązek kupować queerowe książki, bo w tym kraju czytające cioty liczymy na palcach sztuka po sztuce.

No to kupię – myślę ci ja sobie – skoro już muszę. I wtedy kliknąłem na link prowadzący do serwisu internetowego powstałego z materiałów z konferencji CAMPania. I tam rzuciły mi się w oczy podtytuły:

„Fantazmatyczna lesbijka w Europie Środkowej na przełomie XIX i XX wieku”

„Podwójna inność. Homoseksualizm i cudzoziemskość jako figury transgresyjnego poszukiwania dialogu na przykładzie „Rudolfa” Mariana Pankowskiego”

Rozpłakałem się rzewnymi łzami i ciepnąłem ideę kupienia książki „CAMPania” w kąt. To już tylko Metka jest w stanie coś takiego kupować, choć nie sądzę, aby to czytał. Ja już za stary jestem na takie rzeczy, niechże ktoś wreszcie przejmie po mnie pałeczkę kupowania i czytania mądrych (oraz „mundrych”) książek. Ja chcę Agatę Christie!

(Tak, tak, wiem, że naciągam i że te tytuły nie mają z CAMPanią nic wspólnego…)

Szkoda Lidla

2008-04-23

Jakoś posmutniałem chwilowo, czytając informację o planach wycofania się Lidla z Polandii. Już nawet nie chodzi o genialne cukierki i inne słodycze (włącznie z pełnym wyborem RitterSportów), bo przecież od chwili gdy wydałem wojnę dalszemu rośnięciu wszerz, nic z tego nie jadam. Ale żal mi ostatniego miejsca z dobrą i niedrogą wędliną.

Bo to, co można przeczytać na naklejkach tych wszystkich Dudów, Sokołowów, Pamsach, nie wspominając już o myjącym kiełbasę w Ludwiku Constarze – woła o pomstę do nieba. „Dobra polska wędlina” jest mitem, legendą z przeszłości. To coś, co wtykają firmy klientom nie ma już nic wspólnego z szynką, polędwicą czy krakowską.

Jeżeli chciałem kupić szynkę składającą się z szynki, karkówkę z karkówki i ser żółty zamiast wyrobu seropodobnego – wpadałem po drodze z pracy właśnie do Lidla. Szwabskie wędliny nie były może szczytem polotu smakowego, ale składały się z tego, z czego powinny. Teraz w zasadzie pozostało mi już tylko robienie kiełbas własnoręcznie z czerwonego mięsa…

Niestety, Polacy wolą kupować mielonkę składającą się w 40 procentach z wody i 40 procentach ze zmielonych dziobów i łap kurczaków niż wędlinę, droższą o horrendalne 50 groszy za kilo. Niech im idzie na zdrowie, tylko dlaczego ja mam przy okazji cierpieć?

Gdy kartofel wypowie wojnę

2008-04-22

Gdy ten ćwierćinteligent z Żoliborza na złość wszystkim i wszystkiemu postanowi wypowiedzieć wojnę Putinowi (w ramach solidarności z Gruzinami, honorem i ojczyzną na przykład), to jak sądzicie, jaki będzie ciąg dalszy?

Polacy są do dupy: odcinek tysięczny

2008-04-22

No proszę – nie muszę się przemęczać, pisać zdań wielokrotnie złożonych, poprawiać struktury przecinków i innych znaków przestankowych, ani też uzupełniać znikających wskutek źle działającego ALTa znaków diakrytycznych.

Nową notkę napisał za mnie Rasfufu a rozreklamował AzraelK.

Cheap London

2008-04-21

Lubię czasem stracić godzinkę na przeglądaniu przeróżnych ogłoszeń na Gumtree, które uważam za najlepszy chyba barometr sytuacji w Londynie. Nagły wzrost liczby ogłoszeń o flat-share lepiej niż cokolwiek innego udowadnia, że rzeczywiście część emigrantów wraca (nie chodzi tu tylko o Polaków rzecz jasna). Dział handlu nieruchomościami przy dłuższym obserwowaniu także jest doskonałym miernikiem sytuacji – apartamenty z widokiem na Tamizę w cenie poniżej 300 tys. funtów oznaczają, że w ciągu roku ich wartość spadła o ok. 15%. Jak na luksusowe miejsce do życia – dużo.

Mnie jednak zainteresowało coś innego. Założyłem, że spieniężę swoje aktywa i wymienię je na funty. Co mógłbym zrobić za te pieniądze w Londynie? Okazało się, że mnóstwo.

Mogę kupić sklepik z super-zdrową żywnością itp. Taki „organic”, nie zwykły „natural” i to za nędzne 190 tysięcy złotych.
Dokładając co nieco mogę przejąć kawiarenkę na 30 osób (mieszkanie dla właściciela – w cenie, nad knajpką). Szczerze mówiąc bardzo kuszący pomysł.
Nieco gorszym byłby kebab-house, bo strasznie by człowiek prześmierdł tym specyficznym zapaszkiem. Ale może by tak postawić na nieco mniej śmierdzące schabowe?
Żeby ułatwić sobie życie, można też kupić bungalow, który można przekszałcić niskim kosztem na hotelik. 300 funtów tygodniowo jak znalazł, prawie za nic.

Podsumowując: idea powrotu do Polski z funtami jest zdecydowanie gorszą perspektywą niż zainwestowanie tych samych funtów na miejscu. Ludzie narzekają, że mają dość cieżkiej pracy, że chcą założyć rodzinę, że tu już sie nie opłaca… Nonsens. Nie może być nic lepszego od spokojnego życia w rozwiniętej demokracji, bez obawy o jutrzejszy pomysł kolejnych wybrańców głupiego narodu. W Warszawie za 80 tys. funtów kawiarni umożliwiającej spokojne życie (z mieszkaniem gratis) nie założysz.

Do tego potrzebne jest jednak inne spojrzenie: nie gastarbaitera z dzikiego wschodu, lecz świadomego swojej przyszłości obywatela UE. Problem w tym, że nikt nigdy Polaków – nawet tych najmłodszych – do takiego życia nie przygotowywał. Dla nich życie w Polandii jest jedynym, o czym marzą i jedynym, co potrafią. A szkoda.

Zagadka mizogińska

2008-04-14

– Nie rozmawiam z moją żoną. Śpię z nią, to wystarczy. Zapewniam panów, wszystkie kobiety to dziwki.
– Jestem skłonny zgodzić się z panem. Razi mnie tylko ogólnikowość tego sądu.
„Cudownie! Jak cudownie rozmawia się z mężczyznami. Jasno, klarownie i głupio.” Czuł przypływ serdecznej solidarności, doznawał radości płynącej z wypróbowanego, sprawdzanego co chwila przymierza. „Każdy mężczyzna – myślał – to sojusznik w walce z mrocznym, wrogim światem międzypłciowych zależności. Nawet najgłupszy mężczyzna”. Trzy duże kieliszki wódki wydrążyły już w nim psychiczną przestrzeń, w której paliła się wyrazistość i intensywność przeżywanego momentu.
– Myślę, że on ma rację. Wprowadziłbym tylko podział na kategorie.
– Jakie kategorie?
– Pierwsza kategoria to te, które wiedzą, że są dziwkami i nie czynią z tego żadnej tajemnicy. Ani przed innymi, ani przed sobą.
– To zdziry.
– Druga kategoria to te, które będąc dziwkami i wiedząc o tym ukrywają to skrzętnie przed innymi, a co gorsza, czasami przed sobą.
– To są kobiety wytworne, z najlepszego towarzystwa. Zawsze darzyłem szacunkiem ich życiową moc.
– Trzecia to te, które naprawdę nie wiedzą, iż w gruncie rzeczy są tylko dziwkami.

– Mężczyźni są uczciwsi. Może prymitywniejsi, lecz uczciwsi. Kobiety są być może lepsze od nas, ale nieuczciwe.
– Literatura jest po ich stronie a to jest bardzo wiele.
– Kobieca reklama. Ta nieustanna gadanina o krzywdzie, o esencji octowej…
– To prawda – jęknął boleśnie – Nie wszystkie kobiety doznały od mężczyzn tego samego, co każdy mężczyzna musi w życiu zainkasować od kobiet. Łobuz czy nie łobuz.
– Kiedy mężczyzna odchodzi od kobiety, mówi się, że jest łajdak, a ona biedna i skrzywdzona. Kiedy facetka zabiera się i idzie precz, mówi się, że jest energiczna i przedsiębiorcza, a on frajer. I gdzie tu sprawiedliwość?
– Ach, jak cudownie się ze sobą zgadzamy – ucieszył się.

————————————–
Zagadka brzmi rzecz jasna: kto, w czym i kiedy to napisał? Choć temat kompletnie beyond my deja vu, nie mogłem się powstrzymać. 🙂

Claudiu Crulic czyli faszyzm proceduralny

2008-04-12

Spójrz w lustro. Każdy ma na swoim sumieniu śmierć tego chłopaka. Ale nie trzeba się obawiać. Ćwiąkalski uspokoił już sumienia mówiąc, że „procedury zostały zachowane”. Chłopak umarł ważąc 40 kilogramów przy wzroście 175 cm – wyglądał mniej więcej tak, jak więzień Auschwitz. Miał 33 lata, przeżył mniej niż ja, Teresa czy Sylwia.

Rzecz jasna Polaków to kompletnie nie interesuje, w końcu umarł tylko jakiś tam Rumun, teraz trzeba zasiąść przed gwiazdami śpiewającymi na lodzie w cyrku.

Miłego wieczoru.

—————————————————-

Na zdjęciu (Evenimentul zilei): Claudiu Crulic, zagłodzony w Polsce, zmarły 18 stycznia 2008 r. zgodnie z procedurami:

Claudiu Crulic

Stanisław Potoczny, pułkownik (tak, tak, mundurowy) i dyrektor Aresztu Śledczego przy ul. Montelupich w Krakowie, był łaskaw wyrazić się na ten temat następująco:
„Nigdy nie wiemy, czy osadzony głoduje naprawdę, bo często deklaruje głodówkę, ale podjada z porcji kolegi albo kupuje jedzenie w kantynie.”
Smacznego. Poniżej (fot. Adevarul) kalendarzyk prowadzony ręką zmarłego Claudiu Crulica, w którym widzimy zaznaczane przez niego dni głodówki:

Claudiu Crulic's calendar

O śmierci Claudiu Crulica poinformowano konsula Rumunii. List wysłano trzy dni po śmierci ofiary, szedł 11 dni, dotarł bowiem dopiero 1 lutego. Crulica pochowano (fot. Adevarul) w Rumunii:

Claudiu Crulic's grave

Rzecznik prasowy Komisji Europejskiej Johannes Laitenberger poinformował, że Komisja zamierza przeprowadzić dochodzenie w tej sprawie.

Nie wiadomo, ilu ludzi umiera w polskich aresztach i więzieniach w chwili, gdy czytasz ten tekst. I nigdy się tego nie dowiesz.