Archive for Styczeń 2008

Na fali sag

2008-01-31

W ramach zestawu „jak czytamy sagi to od razu kilka” połknąłem szybciutko więziennego Jeffreya Archera. Nie ukrywam, miałem nadzieję, że zrobi coś na poziomie stareńkiej „Kane i Abel”, która co prawda do kanonu książek must-read nie należy, ale jest bardzo przyzwoitym i trzymającym klasę produktem. Przeliczyłem się; podobnie jak słynne miski kulek znanego polskiego psychoterapeuty-pedofila również i ta powieść-psychoterapia jest kiepska. Najwyraźniej cela więzienna, szczególnie tak luksusowa jak ta przygotowana dla Archera, w XXI wieku już nie gwarantuje świetnego pisarstwa. Ech, gdzie te czasy de Sade’a. Szczury zamiast klimatyzacji, skrawki papieru zamiast laptopa i od razu dzieło samo z palców spływało!

W gruncie rzeczy wszystkie znaki zapytania i zagadki w „Synach fortuny” rozwiązują się po pierwszym rozdziale. Cała reszta jest tak sztampowa, że aż zęby bolą. Zastanawiałem się przez chwilę, co by tu jeszcze na temat tej książczyny napisać, w końcu facet natłukł całe mnóstwo świetnych rzeczy (w swojej kategorii rzecz jasna) i na jakieś zainteresowanie liczyć może. Ale w temacie „Synów” nic już nie da się wymyślić.
Podsumowując: szkoda czasu i atłasu.

Jeffrey Archer, Synowie fortuny, Warszawa 2005

Czekoladowa wódka

2008-01-30

To musi być wyjątkowo ohydne. 🙂

Rozbawiła mnie za to reklama Alchemy Vodka z laboratorium P.O.L.E. Sam bym kupił computer correction fluid!

Alchemy Vodka is owned and operated by real life Polaks that happen to think that Polish jokes are funny, but that French vodka is even funnier.
No Polaks were hurt in the filming of these commercials.

Pośmiać się można jak zwykle dzięki YouTube, największemu zbiorowisku śmieci w światowej Sieci. 🙂

Allianz Direct w tle Hitlera

2008-01-30

Allianz powinien zatrudnić jakiegoś sensownego konsultanta reklamowego. Zawierzając agencji interaktywnej (zapewne pełnej dwudziestoletnich megageniuszy, wiecie, takich fancy, jazzy, trendy do bólu) i portalom sprzedającym odsłony na miliony nietrudno bowiem wpakować się w bagno, takie jak to na przykład (kliknięcie powiększa zrzut ekranu):

Allianz Direct w tle Hitlera

Ale ja nie o tym. Wpadłem na ten zabawny obrazek przypadkowo, dzięki artykułowi ze Spiegla, opublikowanemu w związku z rocznicą upadku Republiki Weimarskiej (a bardziej szczegółowo: rocznicą nominacji Hitlera na kanclerza). Sam artykuł pewnie nie powisi długo i niestety zniknie. Naprawdę warto go przeczytać, chociaż długi jest niemożebnie. Na wszelki wypadek zrzuciłem treść do pliku na kompa, kiedyś może się przydać.

A zatem wyloguj się z „Naszej kasy” czy innego g… i do lektury marsz (pół godzinki powinno wystarczyć).

Słodziutki

2008-01-29

Przez różne portale – ciotowskie i nie ciotowskie – przewinęła się informacja o zwycięstwie Fiata 500 w wyścigu po tytuł Gay Car 2008. I w zasadzie można to zrozumieć, przynajmniej patrząc na wnętrze:

Fiat 500

Mnie jednak znacznie bardziej zaciekawiły ostatnie miejsca. Może to być lektura bolesna dla co poniektórych, ale chyba nie zaskakująca. Bo co jak co, ale chyba to nie uroda jest powodem kupowania w ilościach hurtowych ohydnych golfów. Albo Skod. O Toyotach już nie wspominając.

W każdym razie komplet wyników znajdziecie tutaj.

Bank BPH – viral w Web 2.0

2008-01-29

Aferka związana z przeróbką starej reklamy bepehu nieco mnie zaskoczyła. Tego typu zabawne filmiki są głównym składnikiem wszystkich śmieciowych sajtów szumnie zwanych Webem 2.0. Nie dziwię się nawet, że BPH się zdenerwował, bo nie po to płaci grubą kasę za te wszystkie januszewajsy wyłażące z lodówki, żeby im tu robić taki numer.

Opis reklamy zamieściła m.in. manageria czy jakoś tak, chodziło ogólnie rzecz biorąc o to, że facet mówi do aktorki udającej doradczynię BPH-u, że nie ma w BPH konta i mało zarabia. W oryginale aktorka mówi „W takim razie… zapraszamy do kasy”. W przeróbce mówi „W takim razie… wypie***lać.”
Dalsza część jest nie zmieniona i żona paskudnego dosyć petenta biegnie do kasy.

Pojawiły się natychmiast mega-zamki na piasku, że to viral, wycofany ale przypadkiem wypłynął lub oficjalnie wycofany ale publikowany za cichą zgodą BPHu. Bla bla bla.

Wyjątkowo niedobrze odebrałem za to szeroką akcję BPH zmuszającą wszystkich na prawo i lewo do usuwania tegoż filmiku z youtube’ów, joemonsterów itd. Nie spodziewałem się, że ograniczenie swobody wypowiedzi w Internecie zaszło już tak daleko. Kasa nie zawsze jednak wygrywa. Filmik jest nadal dostępny u Turków i oczywiście niezastąpionych Chińczyków.

Jak zniknie stamtąd, pewnie pojawi się znowu gdzieś indziej. Choćby na X-Tube, korzystającego ze starej i dobrze sprawdzonej Pierwszej Poprawki, której efektem jest choćby bezproblemowe funkcjonowanie Redłocza. Bezmyślność BPH jednak zaskakuje. Naprawdę chce widzieć swoje logo w otoczeniu orgazmów? Trzeba już było zagryźć zęby i przeczekać.

W końcu Web 2.0 to śmietnik, za chwilę nikt nie będzie pamiętał o całej tej aferce, wartej mniej więcej tyle, co kolejny speech Tuska czy jego błaźnicy Julii P.

————————-
błaźnica: damska forma rzeczownika „błazen”, którym to określeniem Julia P. została opisana przez jak zwykle celnego Władysława Frasyniuka.

Wypad do muzeum

2008-01-28

W weekend postanowiliśmy zrobić sobie wypad do muzeum. Dawno już nie byliśmy i uznaliśmy, że na wszelki wypadek należy zaprzeczyć pogłoskom o naszej wyprowadzce lub towarzyskiej śmierci. Zebraliśmy sie zatem w pięć sztuk i hajda.
W gruncie rzeczy nie bardzo mam o czym pisać. Trzy czwarte tłumu w Narraganset to heterycy, sam tłum był zresztą jakiś taki nieprzesadnie duży. Nie rozczarowała nas rzecz jasna muzyka. To ostatnie takie miejsce w Europie (w rozumieniu geograficznym a nie geopolitycznym; czyli Europie douralskiej), gdzie możesz usłyszeć Whitney Houston i nie zmiksowany Snap.

Posiedzieliśmy, zmyliśmy się w miarę szybko na jednego czy dwa drinki do Foufou i tyle. Zastanowiło mnie, że nawet nie mieliśmy ochoty krytykować czy wyzłośliwiać się na temat Narragansetu. Przywodziłoby to na myśl kopanie trupa. Wszystko zostało juz powiedziane pół roku, rok, dwa lata temu. W zasadzie mógłbym nawet przekleić jakąś starą notkę, ale szczerze mówiąc, jakoś mi się nie chce.
To już nawet sobotni wypad na obiad pod kolumnę Zygmunta przyniósł więcej emocji.

Breaking news @ 6 p.m.

2008-01-25

RMF FM: „Zaczynamy od wiadomości z ostatniej chwili. Do jednostki (bla bla) wjechały właśnie karawany.”

No żesz w mordę. To nie zrzucą ich na kupę na wóz drabiniasty? Łał. Szok. Nius tygodnia w ogóle. Lepszy niż ten o nowych cyckach Britney.

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!

Kartofla powaliło

2008-01-24

Absolutely FabulousDo szczętu. Szybko zrobiłem sobie powtórkę i wnioskuję, że za chwilę będziemy robić żałoby narodowe po każdym wypadku samochodowym a na końcu wreszcie będziemy żyć w permanentnej żałobie 365 dni w roku.

Ja w każdym razie w weekend, znaczy się od piątku, zamierzam pić, tańczyć i porządnie odpocząć.

A tak na marginesie: za co kochamy BBC Entertainment? Tak, oczywiście również za to, że żadnymi idiotyzmami żałobniczo-czarno-logowymi się nie przejmuje i nie zmienia ramówki. Ale przede wszystkim za to, że nie tylko emituje Absolutely Fabulous, ale emituje po trzy odcinki naraz.
Za to kochamy Brytoli, którzy grzecznie płacą abonament, żebyśmy my mogli oglądać Patsy. Cheers!

Głupota ludzka nie zna granic…

2008-01-23

Wciąż czasem coś mnie zaskakuje. W tym tygodniu „the winner is” to.

Heath Ledger 1979-2008

2008-01-23

Heath Ledger

Szkoda chłopaka. Żył bardzo szybko i intensywnie (dwadzieścia ról w dziesięć lat!), ćpał jak wszyscy, ani mniej ani więcej. Rozwijał się aktorsko bardzo dobrze, choć nie w sposób tak przemyślany jak Johnny Depp. Na Oscara miał jeszcze poczekać a tu zonk.

Niewielu jest aktorów młodego pokolenia, którzy stają się gwiazdami bo coś umieją a nie tylko wyglądają. Tym bardziej szkoda. W sprawie dup szczęścia szczególnego nie miał (trudno za szczyt szczęścia uważać coś takiego jak świnkowatą Gemmę Ward chociażby), czy jego dość paskudną poprzednią (i matkę jedynej córki zarazem), która to Michelle Williams wyglądała świetnie chyba tylko raz w życiu, na gali Oscara, surprise, surprise. Ech, heterole.

Proszę, bez żadnych pretensjonalnych wirtualnych świeczuszek w komentarzach.