W chwili, gdy statystyka zaczyna działać przeciwko tobie, nabierasz ochoty na jakieś podsumowanie. Problem w tym, że tak po prawdzie powinno ono być wielkości encyklopedii, upstrzone zasłoną kwantyfikatorów “zwykle”, “wydaje się”, “myślę, że” i tak dalej. Abstrahując od nonsensowności produkcji takiego tekstu, któż miałby na to czas?
Na przestrzeni ostatnich kilku dni takie małe podsumowania przechodziły mi przez głowę w najmniej spodziewanych momentach. Nie jestem w stanie ich odtworzyć (a szkoda, niektóre były zabawne), ale może to i lepiej.
W kwestii błędów życiowych – podobnie jak w chwili utraty pierwszej świeżości (znaczy się przy trzydziestce) uważam, że moim największym błędem był początek: politykowanie związane z przełomem społeczno-politycznym, dziwny pociąg do pracy społecznej, idiotyczne nadzieje, że warto, że trzeba, że powinno się coś z siebie dać dla tego narodu, który znajduje się na tak ostrym wirażu.
Gówno prawda: nie powinno się, nie trzeba i nie warto. Efektem jest bowiem wyłącznie strata czasu, bo i tak nigdy dobrego słowa od nikogo nie usłyszysz. Straciłem sześć najlepszych lat swojego życia po to, żeby sobie wreszcie uświadomić, że w nagrodę dostaniesz co najwyżej nóż w plecy. Zbieram siły, żeby ten błąd jakoś naprawić i na przykład pójść sobie dla przyjemności na jakieś studia.
W kwestii błędów zawodowych – miałem pecha i fuksa jednocześnie. W zasadzie początek był niezły: usamodzielnienie się w wieku 18 lat było rzeczą rzadko spotykaną już wtedy a co dopiero dzisiaj, gdy osiemnastka to zwykle dopiero półmetek mieszkania z rodzicami. Postawiłem na dobrego konia, ale w zły sposób – w efekcie musiałem przeorganizować swoje życie na początku XXI wieku i zaczynać wszystko od nowa. W zasadzie to chyba wtedy zrozumiałem, że poświęcanie się życiu zawodowemu jest błędem – balonik pękł.
Na przykład: mało pracy, mało przejmowania się, odpowiednia ilość pieniędzy. Ideał. Bo co by mi dały dodatkowe trzy tysiące? Albo sześć? Wydałbym to pewnie na ciuchy. Ale teraz już wiem, że po półmetku życia ciuchy są tylko rozpaczliwą próbą zakrycia starości i postępującego nieubłaganie procesu obłowatości. Ile nie wydasz, po trzydziestce będziesz już zawsze tłustawym, niekiedy łysiejącym, początkowo zabawnym a potem już tylko śmiesznym panem, który próbuje złapać resztki młodości.
Życie osobiste do podsumowań się nie nadaje, bo w życiu gejów nie ma czegoś takiego jak wieczne szczęście. Nie ma zatem ostatecznego, finalnego szczytu góry, który można zdobyć. Człowiek jest skonstruowany w ten sposób, że tylko społeczne więzy mogą dać mu ułudę spełnienia: dziecko, małżeństwo, wspólna starość i te sprawy. Jesteśmy w pewnym sensie skrzywdzeni, ponieważ nasi rodzice nie przygotowali nas do życia, jakie będziemy prowadzić.
Geje takich półcelów nie mają, dlatego bez przerwy przeorientowują swoje życie: a to na karierę; a to na następnego faceta; a to na kupno domu na próbę, żeby sprawdzić, czy się spodoba; na kupno apartamentu w centrum miasta, gdy już wiadomo, że dom się jednak NIE spodobał; na ucieczkę przed problemami do innego miasta, w którym zanurzamy się w stachanowską pracę; na emigrację, bo wydaje nam się, że inne, wspaniałe miasto, zaoferuje nam więcej (to akurat jest łatwe do spełnienia, wszędzie lepiej niż w grajdole, nawet w Budapeszcie).
Taki już los geja. Heterol ma za zadanie pławić się w swoim bagienku jak ropucha: w promieniu jednego metra, bez zmian, rozmnożyć się, wychować, zestarzeć, umrzeć. Proste jak dupa węża.
Gej zastanawia się, jaki cel miała natura w stworzeniu go gejem, próbuje znaleźć odpowiedź na to pytanie na najgłupsze możliwe sposoby. Podobno czasem nawet znajduje. Ale ja się jeszcze do tego grona nie zaliczam; mam wrazenie, że popełnię jeszcze całe mnóstwo idiotycznych błędów tylko po to, by w pewnym momencie odwrócić się i zrozumieć, że to wszystko przecież było takie łatwe, takie jasne, takie oczywiste. Ale teraz jeszcze nie wiem, czym będzie mój złoty Graal.
Na razie kupię samochód, a co.
Tagi: happy birthday, urodziny
17 lipiec 2008 o 10:10 pm
Miałem skomentować w stylu: a nie mówiłem! i dodać coś o bojkocie ze strony młodszego pokolenia itp, ale chyba lepiej wypowiem się w stylu JP2 nad mogiłą sowiecką w Oświęcimiu: “Nie dodaję żadnego komentarza…”
18 lipiec 2008 o 12:56 am
Jestem przypadkowym gościem, ale skoro urodziny i to takie istotne…
życzę znalezienia Tego Graala, niech będzie złoty i nie zakurzy się zbyt szybko…
18 lipiec 2008 o 11:43 am
Graal był drewniany
19 lipiec 2008 o 11:13 am
“Graal był drewniany” – czy tu się teraz recenzuje filmy z Harrisonem Fordem? ROTFL
19 lipiec 2008 o 2:13 pm
zycze znalezienia odpowiedzi na pytania, z ktorych to odpowiedzi urodza sie nowe pytania, ale tak to jest.
))
no i spelnienia 4 marzen. po jednym za kazda dekade
19 lipiec 2008 o 2:14 pm
zycze znalezienia odpowiedzi na pytania, z ktorych to odpowiedzi urodza sie nowe pytania, ale tak to jest.
))
no i spelnienia 4 marzen. po jednym za kazda dekade
21 lipiec 2008 o 12:00 am
@s
Tak, Gejowski recenzuje tu filmy z Harissonem Fordem – ostatnio coś o kryształowej czaszce:)))
24 lipiec 2008 o 5:38 pm
Najlepszego!
Trafiłam przypadkowo, a jednak coś mi zaświtało z tyłu głowy a propos tego, czemu mnie tak ciągnie na zakupy – chyba coś w tym jest
Ale wiesz, w jednym się mylisz – znam przynajmniej jedną parę o wiecznym szczęściu od kilkunastu lat – nie szczęściu wydumanym, utopii, ale szczęściu życia powszechnego, z kłótniami, z szarościami, z przetrwaniem. Fajne z nich chłopaki
Wyjątek potwierdza regułę? Cóż, a może po prostu jednak trzeba trafić – a wtedy już z pewnością się da?
Serdeczności!
1 sierpień 2008 o 9:30 pm
Dawno nie czytałem niczego tak prawdziwego. Pozdrawiam i wszystkiego najlepszego.