Minął już tydzień z okładem od otwarcia nowego Narragansetu a ja wciąż nie mogę znaleźć na żadnym blogu recenzji czy też choćby ogólnego opisu jak ta cała impreza się udała. Najprostsze rozwiązanie – pójść i sprawdzić samodzielnie – nie wchodzi w rachubę z powodu mojego wrodzonego lenistwa: mam lepsze sposoby na zmarnowanie sobotniego wieczoru i bezsensowne wydanie dwóch stów. Wciąż jednak czekam aż się któryś z przetrzebionego grona bloggerów otrząśnie i odezwie. Może było tak cudownie? A może, co chyba bardziej prawdopodobne, zapadła już kompletna cisza nad tą trumną?
Jeszcze trochę a wyślę tam Teresę na rozpierduchę. Ona w takich sprawach jest niezastąpiona, szczególnie po szóstym łyskaczu.
Tagi: clubbing, Narraganset, Teresa, Łódź