Zdaje się, że mam już problem z artykulacją myśli. Gdy w sobotnie popołudnie zadzwoniło dziecko i spytało, co robimy z ich gośćmi, którym w oberwanie chmury nie chciało się jechać na żwirowisko, zaproponowałem spacer po Łagiewnikach.
Ale chodziło mi przecież o podjechanie do Arturówka, zrobienie ósemki wokół stawów i zasiąście na piwie. Nie o podróż pod jakiś klasztor i wielokilometrową mordęgę przez wykroty, ciężkim szlakiem, przez jakieś zarośla, gdzie nawet kiosku nie było.
Wieczorkiem opowiadam importowanemu prawnikowi (jakby mało ich w Łodzi było) o swojej tragedii drastycznej diety.
- Ale ja cię widziałem rok temu i wyglądałeś tak samo.
Poprawiło mi to mocno z lekka depresyjny nastrój: ominął go co prawda okres mojej świetności po rzuceniu palenia (+5 kilo w miesiąc), ale za to ten jedzeniowy thriller jednak działa. Jeszcze drugie pięć i byłoby idealnie.
- Boże, macie gin! Poproszę ze Sprite’em!
- Seagram’s czy lubuski?
- Seagram’s.
- A z plasterkiem cytryny czy limonki?
- :-O
- Whisky z dwiema kostkami lodu pliz.
- Chivas Regal czy Ballantines?
- :-O
Podsumowując: świat się kończy, że takie pytania padły od dziewczyn z FouFou. Mają też trzy rodzaje Martini, Absoluta Kuranta, Peacha, Finlandię żurawinową, dwa rodzaje tequili i pięćdziesiąt innych butelek, których już nie pamiętam.
Nareszcie mam gdzie zamieszkać, gdy już popadnę w ostateczną starczą depresję.
6 lipiec 2008 o 12:50 pm
no proszę, a kiedyś nawet lodu nie miały
i przez rok serwowały drinki bez lodu ;p
7 lipiec 2008 o 4:29 pm
To miłe, że się ff zeuropeizowały
7 lipiec 2008 o 11:49 pm
mała poprawka… pół roku temu