Podchodziłem do tej płyty jak pies do jeża. W swoim czasie znałem prawie wszystkie piosenki tej pani, choć nie zachwycałem się jakoś szczególnie jej talentem wokalnym czy muzycznym. Zresztą ona nie nagrywała płyt po to, żeby udowadniać posiadanie siedemnastu oktaw – była królową najwspanialszych jak dotychczas czasów przyjemności i rozrywki; czasów przesadnych ekstrawagancji, czasów kiczu srebrzącego się kulą i confetti. Była królową disco.
A teraz, po jebutnej klęsce badziewnego “Hard Candy” Madonny niespodziewanie stała się królową popu. Ta płyta sprawia wrażenie, jakby się producentom podkłady muzyczne pomiędzy tymi dwiema emerytkami pomieszały. Taka powinna być płyta babci Ciccone a nie to wtórne, słabiutkie czarne gówno, które da się sprzedać tylko pod warunkiem zrobienia miksów w stylu Freemasons ze wszystkich ścieżek (inspired by cristoforo).
A Królowa nie potrzebuje miksów.
Już po pierwszym przesłuchaniu “Crayons” zauważamy, że słabych piosenek jest zaledwie ze trzy-cztery. Pozostałych, choć zupełnie innych od tego, do czego Królowa nas przyzwyczaiła, słucha się bezproblemowo. Jedna z nich zaskakuje poczuciem muzycznego humoru, siłą wywlekając uśmiech na twarz (“Sand On My Feet”). A trzy z nich bezwarunkowo podrywają z fotela (“Stamp Your Feet“, “The Queen Is Back”, “Fame (The Game)”). Na tej płycie każdy znajdzie coś dla siebie, nawet stary ćpun.
Jeżeli ktoś chce powspominać czasy życia w chmurze marychy, kiedy to czas upływał a głowa kiwała się niczym tempomat – niech włączy “I’m A Fire”. Jeżeli ktoś chce chwilę odpocząć, “Science of Love” będzie akurat.
Bardzo pozytywne zaskoczenie, warto spróbować:
Donna Summer “Crayons”, Burgundy S 2008 / Sony BMG
Tagi: Crayons, Donna Summer, Madonna

13 czerwiec 2008 o 7:00 pm
A mi tam to w ogóle to gustu nie przypadło. Takie monotonne, popowe, bez wyrazu. Nie wiadomo czy to Donna czy kolejna gwiazda z X-factor czy jakiegoś Idola.
28 czerwiec 2008 o 7:02 pm
Zaskoczenie – niestety nie wszystkie strony otworzysz w opera. nawet gorzej – jeśli jakaś strona zawiera materiał powiedzmy dedykowany dla windows media player to opera zwykle wariuje, pierdoli cały materiał itp. idealnym rozwiazaniem nie jest, wiec “by by” skoro i tak wykłady mogę oglądać tylkow internet explorer