Najzabawniejszym momentem każdej narodowej histerii są te chwile “po”.
Jako looser stoisz w tym kretyńskim kapelusiku ze szmatą-reklamą Tyskiego (już zrozumiałeś, że właśnie odwaliłeś za darmo kupę reklamowej roboty dla afrykanerskiego koncernu? Który twoją narodowość ma głęboko w dupie, za to twoje pieniądze w kieszeni? Brawo.) i czujesz się jak idiota. Bardzo słusznie.
Wydzierasz się chórem z resztą bydła, robiąc z siebie kretyna. OK.
Jesteś idiotycznie ubrany, biedniejszy o nonsensownie wydane 50 zł, które równie dobrze mogłeś przepić.
I nawet nie masz niczego na pocieszenie, bo Polacy zawsze i na każdym polu z Niemcami przegrywali w pacht już od – żeby nie przesadzić – tysiąca lat.
I już nawet nie chce mi się tłumaczyć, że Grunwald, nic nie znaczącą bitewkę, wygrali Litwini a nie Polacy i to tylko dlatego, że się zlitowali i wrócili.
Podczas ubiegłotygodniowego piwnego grilla z kochankiem Wiedźmy przedyskutowaliśmy historię polskich przegranych z Niemcami dość dogłębnie (już wtedy byliśmy pewni, że jak zwykle wygrają Niemcy, no bo niby kto). Wyszło na to, że może gdzieś jakąś bijatykę wygrał Mieszko lub jego syn, o ile odważymy się nazwać ich Polakami, co byłoby jak najbardziej zgodne z PRL-owską nacjonalistyczną wizją dziejów, ale z faktami niewiele już miałoby wspólnego. Whatever.
Zmieniliśmy nieco temat i przeszliśmy do dyskusyj pod tytułem “kiedy właściwie Polakom udało się z kimkolwiek wygrać” i poza oczywistą oczywistością w postaci Wilna, które jako agresor podbiliśmy jak później Zaolzie, udało nam się przypomnieć tylko bitwę warszawską z nie okrzepniętymi jeszcze Leninowcami. Oczywiście Polacy nie byliby sobą, gdyby do normalnej szpiegowsko-zdradzieckiej afery nie wsadzili martyrologii katoendeckiej o boskich cudach, dziewiczych panienkach świecących u bram itede.
Wszystko to przypomniało mi się w niedzielny wieczór, kiedy to w pełni i stuprocentowo usatysfakcjonowany wychodziłem z czwartego Indiany Jonesa (winner!) z mężem i Teresą. Bo to jest absolutnie cudowny film. Koszmarnie głupi – jak wszystkie poprzednie. Z dziurami scenariuszowymi wielkości Wielkiego Kanionu – również jak wszystkie poprzednie. Kompletnie nieprawdopodobny – jak poprzednie. I z konfliktem przeradzającym się we współpracę młodego ze starym – jak w trzecim.
Podsumowanie jest jak najbardziej na plus: czwarty Indiana jest zrobiony dokładnie tak, jak trzeba; z wszystkimi możliwymi kretynizmami, jakich po tej postaci oczekujemy. Ze smrodkiem dydaktycznym, jakiego z utęsknieniem wyglądamy. Z dużą ilością starożytnej mechaniki, do jakiej latami tęskniliśmy. Głupie, cudowne oglądadełko, które koniecznie trzeba zobaczyć w kinie, bo na DVD i mażących się telewizorkach LCD straci cały swój urok.
Teresa mówiła, że dla niej to było nudne i wtórne. No cóż. Nie ten PESEL, jak mawia Anna Fornalczyk (doniesione przez nieocenioną Mecię), nie ten PESEL…
Ale i tak najlepsze filmy o Indym to pierwszy (za świeżość) i trzeci (za tatusia). No to go, go, go, ole, ole, ole!
Indiana Jones and the Kingdom of the Crystal Skull, Lucasfilm 2008
Tagi: futbol, Indiana Jones, Polacy
9 czerwiec 2008 o 12:00 pm
Dla ścisłości: Grunwald nie była to “wojna z Niemcami”, (w sensie: Cesarstwem Niemieckim), lecz wojna z Zakonem i tak była przez ówczesnych postrzegana, bo z Cesarstwem byliśmy akurat w doskonałych stosunkach.
Jeśli zaś chodzi o wygrane bitwy, wymieniam pierwsze z brzegu, które od razu przyszły mi na myśl: ze Szwedami pod Oliwą i Kircholmem, z Moskalami pod Kłuszynem, z Turkami pod Chocimiem. Że już o Polakach na Kremlu nie wspomnę. Tak więc, bez przesady.
9 czerwiec 2008 o 6:48 pm
Czy majc tyle lat ile masz nie masz wrazenia, ze zajmujac sie takimi glupotkami jak IJ, czyli “lepszymi” bajkami dla pastuszków tracisz czas??? ktoregio i tak nie wystarczy na rzeczy godne ……
9 czerwiec 2008 o 8:48 pm
Nie mam. Jestem już wystarczająco stary, oczytany i naoglądany dzieł wielkich, że teraz mogę juz czytywać kryminały i śmiać się na głupich filmach.
10 czerwiec 2008 o 7:03 am
To ciekawe i godne zbadania. Ja z kolei odliczam czas do początków demenci i popadam w stany jakiegos takiego nienasycenia.
15 czerwiec 2008 o 12:26 am
Moze nie lubisz Polaków, ale sam w swoim malkontenctwie jesteś wyjątkowo polski.
15 czerwiec 2008 o 11:24 am
>>z Turkami pod Chocimiem
–> Stomma, Polskie zludzenia narodowe, ksiegi wtore;
Polacy stanowili ok. 10% wielkiej armii : )
Inne tez smakowite, polecam.