To wolny świat, nie?

By gejowski

Z dużego spotkania towarzyskiego ostała się nieplanowana randka z Marcysią, którą uwielbiam bezapelacyjnie od wieków i tak już chyba zostanie. Nastrój Kinematografu coraz bardziej mi odpowiada, choć krzesełka są niestety koszmarne.
Będzie wstępów, ad rem.

Paranoidalny egocentryzm polactwa spowodował, że z uporem godnym lepszej sprawy wmawia się osłupiałej publice, że najnowszy film Kena Loacha jest o polskich emigrantach. Dżizas. Owszem, polscy emigranci jak najbardziej pojawiają się zarówno w wątku głównym jak i pobocznych, ale to NIE jest film o polskich emigrantach, bo kto by coś takiego chciał oglądać?
“It’s a Free World”, którego kretyńskiego polskiego tytułu już nie pamiętam i zamierzam nie pamiętać po wsze czasy, jest opowieścią o zderzeniu dwóch światów, o których istnieniu Brytole co prawda wiedzą, ale się nad tym nie zastanawiają. Świetny wątek uciekinierów z Iranu jest fabularnym cymesikiem: prosta, nie zmanierowana historia ludzi uciekających przed islamskim faszyzmem i wpadających w gruncie rzeczy w równie wielkie, choć inne bagno.

“It’s A Free World” powstał po to, by zmusić Brytyjczyków do zauważenia, że ich codzienne życie opiera się w dużej części na wykorzystywaniu pracy nielegalnych imigrantów. Choć dokumentalizm obrazu nieco mnie denerwował, Loachowi udało się uniknąć taniej propagandy marksistowskiej. Temat byłby idealny: biedny lud pracujący uciskany itede. Szczęśliwie jednak takie proste rozwiązania nie wpadają do głowy dobrym reżyserom, tu nieszczęsliwi są w gruncie rzeczy wszyscy – i co uciskający i ci uciskani.

Kierston Wareing ze swoim odrażającym plebejskim akcentem jest świetna. Tak antypatycznej baby dawno już na ekranie nie widziałem – szacunek.
Mocnym akcentem jest Lesław Żurek, który jak widzę robi się powoli specjalistą od ról “polactwa” – bo to i “Oda do radości”, i ten seryjny koszmarek kryminalny, teraz Ken Loach. Dobór aktora idealny, bo Żurka łatwo wystylizować na typowego polskiego emigranta: te paskudne t-shirty, ohydne workowate gacie, zła (ale czysta!) fryzura i typowo nadwiślański sznyt face’owy. Zresztą sami popatrzcie (można kliknąć):

Leslaw Zurek

No powiedzcie czy to nie chodzący ideał prezencji Polaka.

To nie jest film przyjemny dla nadwiślan, ponieważ są w nim przedstawieni dokładnie takimi, jakimi w rzeczywistości są. Możecie sobie zatem wyobrazić jak złe pozostaje wrażenie po jego obejrzeniu. Emigranci Loacha to dokładnie ci Polacy, przed którymi Krystyna, Piotruś czy ja uciekamy w drugi koniec wagonu metra gdy tylko ich rozpoznamy po koszulce z Reserved czy butach z CCC. Tym bardziej nie rozumiem pozytywnego szumu wokół tego filmu w Tuskostanie. Toż to powinny być raczej czwórki pasterskie moherów rzucających krucyfiksami w obrazoburcę narodu świętych uciśnionych.

“It’s a Free World” nie jest filmem rozrywkowym i nie należy na niego chodzić z nastawieniem takim jak na chłam z Cinema-Shitty. W gruncie rzeczy grono jego odbiorców jest mikre. Jest to jednak kawał dobrego, niezwykle aktualnego kina dla nieco bardziej wyrobionego lub po prostu ciekawego świata widza. Warto.

Ken Loach, “It’s A Free World”, 2007

Tagi: , ,

Dodaj komentarz