No gdzie jest kurde kartofel, znowu ma rozwolnienie po weekendowych buteleczkach winiasza? Niech się łaskawie wygrzebie, choćby na czworakach, z tej złoconej toilette i wymlaszcze konieczność patriotycznego umartwiania się po “Katyniu”. Bo mi plany życiowe od dwóch godzin wiszą w powietrzu i nie wiem, czy mam iść na szampana do Wiedźmy czy do dzieci.
—————————
A serio: nikt przy zdrowych zmysłach nie powinien oczekiwać Oscara za “Katyń”. Nie po to nominowano dwa filmy holocaustowskie (czy okołoholocaustowe), żeby nagradzać plastikowy i średnio udany film o NKWD. Nie po to dano Wajdzie honorowego w 2000 roku, żeby teraz wracać do idei nagradzania jego filmów. Honorowe Oscary kończą interes z nagrodą dla danego reżysera, bo po to powstały.
Nie mam sił na film Coenów, jakoś bardziej mnie nowy thriller Burtona pociąga (i sam już nie wiem, czy ze względu na Deppa, chodzący ideał starzenia się z klasą; czy Tima, chodzący ideał młodego umysłu). Chwilowo jednak będę musiał przetrwać ciężki tydzień w pracy i zapewne z pomysłu napełniania żołądka popcornem nic nie wyjdzie.
W sobotę urocza stypa po Metce: ustaliliśmy, że od tego dnia M. jest z nim już tylko dla spadku. No bo w jakimże innym celu można marnować życie na umarlaka? Hepi thirties, Meciu, tym razem publicznie.
A Paparazzi takie sobie.
Tagi: Andrzej Wajda, Johnny Depp, katyń, Tim Burton
25 luty 2008 o 4:03 pm
Tilda Swinton-oscarowa