W pogoni za męskością

By gejowski

Postanowiłem, że muszę wreszcie zacząć likwidować stertę pilnych lektur, która co prawda już nie rośnie (w związku ze wstrzymaniem zakupów) ale i nie maleje. Na pierwszy ogień tych opasłych tomiszcz o jakże rozrywkowych tytułach jak “Inszallah” czy “Zasypie wszystko, zawieje…” nawet nie tknąłem; zabralem się za coś, co wyglądało na szybkostrawne. Nie było.

Żelazny JanAjm efrejd, że jakakolwiek próba pisania o męskości z targetem “heterole” z góry skazana jest na niepowodzenie. Heterole mają bowiem to do siebie, że uważają się za genialnych, cudownych i najlepszych na świecie. I ostatnią rzeczą o jakiej marzą jest przyjmowanie rad od poety. Coś trzeba było z tym zrobić, w związku z tym Robert Bly postanowił napisać o męskości… bajkę.

W “Żelaznym Janie” chodzi ogólnie rzecz biorąc o to, że dzisiejszy facet nie widział swojego ojca przy pracy fizycznej i w związku z tym ma skrzywiony proces dorastania. Myśli, że ten ojciec w gruncie rzeczy nic nie robi, tylko przyłazi wieczorem, przeszkadza, psuje nastrój i żąda spokoju. W związku z tym nie ma już żadnej różnicy pomiędzy wychowywaniem syna z ojcem w chałupie lub też bez (to już jakieś 30% chłopaków chyba, przypomniało mi się na marginesie). Tak czy tak go nie ma, w związku z tym chłopiec pozbawiony inicjacji z prawdziwego zdarzenia (krew, dzikie ostępy i te sprawy) nie ma szans zrozumieć swojej własnej męskości i staje się zfeminizowaną hybrydą; czymś na kształt kobiety (psychicznie) z fiutem (jak najbardziej fizycznym).
Ergo: przed samotnymi matkami klękajcie narody, ale bez chłopa to się niestety chłopaka wychować nie da, pozostanie on jakimś takim dziwnym półproduktem w wiecznym rozkroku. Grzeczne to to, miłe, uśmiechnięte, opiekuńcze i te sprawy – i kompletnie pozbawione pierwiastków męskiego Dzikusa. Taka ciapa, pluszak, misiaczek do przytulenia od czasu do czasu. Facet – nigdy.

Robert Bly założył w związku z tym w jueseju kółko samopomocy dla fanów męskości, czy też raczej fanów odkrywania tejże męskości. Zwie się to “Mythopoetic Men’s Movement” a “Żelaznego Jana” można uznać za coś w rodzaju biblii dla tego ruchu. Niestety dla geja (i to spoza Hameryki) jest to mało strawne. Muszę oddać honor autorowi, że nie pominął pedałów całkowitym milczeniem, choć chyba w głębi duszy nie uważa gejów za mężczyzn na sto procent.
I nie dla nich jest napisana. To ma być coś, co uświadomi dzisiejszemu mężczyźnie potrzebę odgrzebania kosmatej natury i pomoże zdiagnozować problem, objawiający się w praktyce wszechobecną depresją.

Dla kogo jest ta książka? Po pierwsze dla kobiet, szczególnie tych, które lubią babrać się w psychologii i rzeczach, o których w zasadzie pojęcia nie mają, za to uważają je za ekscytujące. Nie do końca sprawdzi się próba odczytania “Żelaznego Jana” jako czegoś w rodzaju przewodnika po facetach, ale za to bardzo wyraźnie można znaleźć tu obawy facetów. Hmm, w zasadzie wydaje mi się, że to może być dla kobity całkiem zabawna lektura.
Chłopom hetero pewnie się to nie spodoba, bo mimo mnóstwa zaklęć i kwantyfikatorów praktycznie z każdego akapitu książki wyziera zarzut: “jesteś zniewieściałą podróbką faceta, drogi facecie” a tego faceci baaardzo nie lubią. No ale w końcu nie chodzi o to, żeby lubili, tylko właśnie to zmienili, prawda? Podobno, żeby coś w sobie zmienić, najpierw trzeba przyjąć do wiadomości fakt istnienia tego czegoś. Jak w AA czy innym Monarze.
Ciotkom ta książka jest zbędna, bo jaki normalny pedał będzie chciał się robić na bardziej hetero od hetero, pamiętając o wszystkich wadach tej orientacji seksualnej.

Mimo to ludziom z zacięciem poznawczym nie można odradzać lektury. Pewnie, że są słabizny i momenty nerwowego wertowania kartek. Ale w gruncie rzeczy jest to książka o ciekawym problemie, choć nie najlepiej (czytaj: zbyt poetycko) napisana. Nie wiem, czy komuś pomoże zmienić siebie, ale istnieje spore prawdopodobieństwo, że uświadomi istnienie rzeczy, które zmienić się powinno.
Abstrahuję już od faktu, że jest to jedna z cegieł literatury, powiedzmy, pop-socjologicznej. Jeżeli ktoś jest zainteresowany człowiekiem jako takim, jako niezwykłym tworem natury, “Żelazny Jan” jest mimo wszystko z półki “must-read”.

Robert Bly, Żelazny Jan, Warszawa 2004

Tagi: , , , ,

Odpowiedzi: 3 do “W pogoni za męskością”

  1. Azazel mówi:

    Uważam tę książkę za całkiem pożyteczną, zwłaszcza dla dorastających młodzieńców, niepewnych jeszcze swej orientacji i roli społecznej. To rzeczywiście lektura obowiązkowa. Polecałbym także Elisabeth Badinter “XY – tożsamość mężczyzny” – rzecz trudno dostępna, ale znakomita.

  2. or mówi:

    Żelazny Jan delicious
    doktorek prowadzący zajęcia z antropologi zachwycał się nie raz tą książką
    (jego znajoma przeczytawszy jana zrozumiała “ile niebezpieczeństw czeka na jej dorastającego syna”) a moja znajoma pisała pracę na temat żelaznego dzęki niej i ja mogłem poznać to cudo literatury (robienie żeńskiego otworu-
    kto doczytał ten nie zapomni :)

  3. wh. mówi:

    na studiach katowana mnie ta kniga (oczywiście koleżanki były zachwycone, a do tego temat kryzysu męskości był wtedy mocno na topie (res publika, i inne bardzo sie wtedy o tym rozpisywały)
    ja tam o włochatym dzikusie wole uczyć sie z filmów Titan Media czy ksiazki Urban Aboriginals, a Jana zostawiam koleżanką.
    (wygnany z cassablanki i jeszcze jeden numer Res są znacznie ciekawsze)
    oi.

Napisz odpowiedź