Andrzej O., szarobura postać polityczno-biznesowa, która zarobiła co nieco nawet na bankructwie portalu Ahoj.pl; znudziła się wydawaniem resztek pieniędzy (a może się właśnie kończą?) i postanowiła powrócić na scenę nadwiślańską niczym deus ex machina, zbawca nad zbawcami.
Ten farbowany lis napawa mnie obrzydzeniem od lat. Był już chyba wszędzie, gdzie tylko zaśmierdziało odrobiną pieniędzy – w PRL-owskiej esbecji, u tuskowych liberałów, w UW, na prawicy, w tuskowej PO i tak dalej. Jest poglądową choragiewką, która umie dopasować się do każdej sytuacji. Teraz wpadł na pomysł, że skoro tak fajnie się Piskorskiemu te mosty w Wawie budowało, to on mu teraz pomoże przepalić majątek Stronnictwa Demokratycznego. No bo jak to tak, żeby ktoś inny trajdał taką kasę?
Publicyści onanizują się PR-owym tekstem wyprodukowanym na potrzeby nie tyle Tuska co mediów, realizując krok po kroku plan Olechowskiego i Piskorskiego. W zasadzie nic nowego i pewnie by mi się nie chciało nawet poklikać w klawiaturę. Szlag mnie trafił dopiero wtedy, gdy znalazłem opinię geja o mniej wiecej takim charakterze:
“Wreszcie będzie prawdziwie liberalna partia walcząca o prawa cżłowieka, na którą będę mógł zagłosować.”
Tymczasem Andrzej Olechowski w wywiadzie do Vivy podczas kampanii prezydenckiej nie krył sie szczególnie ze swoją niechęcią do gejów. Zapowiedział, że ustawę regulującą związki partnerskie na pewno by zawetował. Z nieco innych źródeł wiem też, że bardziej prywatnie jest – surprise, surprise – homofobem w takiej dosyć obrzydliwej wersji, “oświeconym”. Kiedyś wyjaśnię.
Ten cały olechowsko-piskorski chłam to jest dokładnie to samo bagno co platformerscy faszyści. Nie ma pomiędzy nimi żadnej różnicy. Uprzedzam was o tym na tyle wcześnie, żebyście nie dali sobie zrobić publikatorom wody z mózgów. Ponoć łeb zaimpregnowany trudniej chłonie polityczny bełkot.
A poza tym uważam, że “Rzeczpospolita” powinna zbankrutować.
Teraz z planów pozostały nam jeszcze Les Miserables, Priscilla i ewentualnie Avenue Q, które mnie jednak osobiście jakoś nie podnieca. Czyli mamy repertuar na co najmniej dwa kolejne wyjazdy, potem będzie się trzeba ratować przebłyskami geniuszu w 






