Andrzej Olechowski a geje

7 lipiec 2009 by gejowski

Andrzej O., szarobura postać polityczno-biznesowa, która zarobiła co nieco nawet na bankructwie portalu Ahoj.pl; znudziła się wydawaniem resztek pieniędzy (a może się właśnie kończą?) i postanowiła powrócić na scenę nadwiślańską niczym deus ex machina, zbawca nad zbawcami.

Ten farbowany lis napawa mnie obrzydzeniem od lat. Był już chyba wszędzie, gdzie tylko zaśmierdziało odrobiną pieniędzy – w PRL-owskiej esbecji, u tuskowych liberałów, w UW, na prawicy, w tuskowej PO i tak dalej. Jest poglądową choragiewką, która umie dopasować się do każdej sytuacji. Teraz wpadł na pomysł, że skoro tak fajnie się Piskorskiemu te mosty w Wawie budowało, to on mu teraz pomoże przepalić majątek Stronnictwa Demokratycznego. No bo jak to tak, żeby ktoś inny trajdał taką kasę?

Publicyści onanizują się PR-owym tekstem wyprodukowanym na potrzeby nie tyle Tuska co mediów, realizując krok po kroku plan Olechowskiego i Piskorskiego. W zasadzie nic nowego i pewnie by mi się nie chciało nawet poklikać w klawiaturę. Szlag mnie trafił dopiero wtedy, gdy znalazłem opinię geja o mniej wiecej takim charakterze:
“Wreszcie będzie prawdziwie liberalna partia walcząca o prawa cżłowieka, na którą będę mógł zagłosować.”

Tymczasem Andrzej Olechowski w wywiadzie do Vivy podczas kampanii prezydenckiej nie krył sie szczególnie ze swoją niechęcią do gejów. Zapowiedział, że ustawę regulującą związki partnerskie na pewno by zawetował. Z nieco innych źródeł wiem też, że bardziej prywatnie jest – surprise, surprise – homofobem w takiej dosyć obrzydliwej wersji, “oświeconym”. Kiedyś wyjaśnię.

Ten cały olechowsko-piskorski chłam to jest dokładnie to samo bagno co platformerscy faszyści. Nie ma pomiędzy nimi żadnej różnicy. Uprzedzam was o tym na tyle wcześnie, żebyście nie dali sobie zrobić publikatorom wody z mózgów. Ponoć łeb zaimpregnowany trudniej chłonie polityczny bełkot. :-)

A poza tym uważam, że “Rzeczpospolita” powinna zbankrutować.

Lady Gaga

6 lipiec 2009 by gejowski

Jakoś nie do końca doceniliście mój zaprogramowany serial obrazkowych notek. :-)
Wszystko udało się zrealizować poza – już standardowo – niedzielnym Black Capem na który wybieram się czwarty czy piąty rok z rzędu i wciąż nie wychodzi. Black Cap miało przedstawiać czarno-białe zdjęcie drag queen z lat 70. (z tegoż przybytku rzecz jasna).

La cage aux folles (reprezentowane fotograficznie przez przebranego na gościnnych występach Grahama Nortona) okazał się przeuroczym musicalem z dobrym aktorstwem, boskimi kostiumami i kupą śmiechu. Nie od rzeczy dostał tytuł najlepszego musicalu na West Endzie w 2009 r. Wiele uroku dodały dobre miejsca, oglądanie go z dwudziestego rzędu mijałoby się z celem.
Swan LakeTeraz z planów pozostały nam jeszcze Les Miserables, Priscilla i ewentualnie Avenue Q, które mnie jednak osobiście jakoś nie podnieca. Czyli mamy repertuar na co najmniej dwa kolejne wyjazdy, potem będzie się trzeba ratować przebłyskami geniuszu w Sadler’s Wells.
W końcu gdzie indziej można zobaczyć Adama Coopera (tego z pierwszej, nagrodzonej przez wszystkich świętych, wersji “Swan Lake”) czy też następną produkcję Matthewa Bourne’a “Dorian Gray”? Pamiętam, że nawet zmieniłem kiedyś termin wyjazdu tylko po to, żeby zobaczyć bourne’owe jeziorko bez łabędzic na żywo i z odległości pięciu metrów (warto było!).

Gay Icons w National Portrait Gallery lekko rozczarowujące; okazało się bowiem, że całą wystawę można znaleźć w… albumie-katalogu. A nawet nieco rozszerzoną. Zatem kupiliśmy i jest do przejrzenia na Julianowie.

Co do Gay Pride to w wolnej chwili zrobię jakąś wystawkę zdjęć, bo co tu gadać, skoro trzeba oglądać. :-)
Natomiast co do prajdowej nocy to rzecz jasna nie mieliśmy wyjścia. Legenda zobowiązuje, nie robimy tego dla przyjemności lecz dla naszych wyznawców: zatem poszliśmy do Heaven na mini-koncert Lady Gagi.
Było to najbardziej tryndowe venue w tę londyńską noc, momentami kolejka sięgała prawie Trafalgar Square (jakiś kilometr od wejścia na Villiers). Jak na “podupadający i kończący się klub, do którego nikt już nie chodzi” (ploteczka od eksa Krychy) całkiem nieźle. Daj Darwinie każdemu klubowi takie bankrutowanie.

Weszliśmy i natychmiast uciekliśmy do górnej salki z mocną klimą – było to jedyne miejsce, w którym atmosfera nie przypominała sauny. Niestety Heaven po połączeniu z dawną G-A-Y Astorią nie daje rady zapewnić wentylacji i klimatyzacji. Jeśli tego nie zmienią (dam im te pół roku, a co), trzeba będzie szukać innego miejsca na weekendowe wypady. Bo żeby w takiej atmosferze to ja przepraszam, ale za stara i za bogata jestem.

Lady Gaga okazała się dokładnie tym, czym można było przewidzieć. Gibała się na tej scence zasłaniając niepotrzebnie boskich tancerzy, chrypiała nieco do mikrofonu, udowadniając totalny brak głosu i talentu. Typowa gwiazdka jednego sezonu. No ale teraz dzieci potrzebują jakichś szybkich, jednorazowych Gay Icons, no to mają. Szacunek wzbudza jej zdrowe podejście do interesu, bo sama na prawo i lewo mówi w wywiadach, że ona to ani szczególnie genialna ani wyjątkowa wcale nie jest i po prostu miała kupę szczęścia. W zasadzie – nic dodać, nic ująć. Ale póki jeszcze może chodzić w lateksach, niech chodzi, co mi tam…

Lady Gaga

A poza tym uważam, że “Rzeczpospolita” powinna zbankrutować.

Stęskniliście się?

6 lipiec 2009 by gejowski

Bo my za wami tak. :-)

Real Poland

Piss me

5 lipiec 2009 by gejowski

Black Cap

oj

5 lipiec 2009 by gejowski

Kac

Heaven, I’m in heaven

4 lipiec 2009 by gejowski

Heaven London

Yeah!

4 lipiec 2009 by gejowski

Pride London

Wieś

3 lipiec 2009 by gejowski

Clapham Junction

Orton

3 lipiec 2009 by gejowski

Gay Icons

Graham Norton

2 lipiec 2009 by gejowski

La cage aux folles